Nie tylko rating się liczyStało się. Moody’s jest pierwszą agencją, która obniżyła nam rating z uwagi na stan finansów publicznych (przed dekadą na obniżkę zdecydował się Standard&Poor’s; wtedy chodziło o praworządność, budżet był w dobrym stanie). Kolejny dzwonek alarmowy – nie tylko dla rządu, ale dla całej klasy politycznej, a w gruncie rzeczy również dla nas wszystkich. Era powszechnych transferów socjalnych właśnie dobiega końca. Ale nie skończy się z dnia na dzień. W takiej perspektywie – mowa o dniu dzisiejszym – zobaczymy reakcję rynkową na obniżkę ratingu. Armagedon? Niekoniecznie. A3 to wciąż przyzwoity rating, w dodatku odpowiadający ocenie, jaką wystawiają nam pozostałe dwie główne agencje. Ale niższy rating na pewno nie wzmacnia złotego, ani nie podnosi cen (nie obniża rentowności) obligacji skarbowych. Przez kurs złotego i dochodowość papierów dłużnych konsekwencje cięcia ratingu odczujemy wszyscy – i to dość szybko. Nawet jeśli nie pojedziemy za granicę, to tańszy złoty oznacza wyższe ceny towarów z importu, wyższą inflację i większą presję na podwyżki stóp procentowych, a więc droższy kredyt. Wyższa rentowność obligacji to również punkt odniesienia dla kredytów. I wyższe koszty obsługi długu publicznego. Rosnące wydatki na obsługę zadłużenia to jeden z głównych powodów niższego ratingu. Ocena wiarygodności świadcząca o długoterminowych perspektywach gospodarki i budżetu poszła w dół, ale warto też patrzeć też na to, co dzieje się w krótkim terminie. W kraju mamy wciąż niezłą koniunkturę, choć ubiegłotygodniowe dane o produkcji przemysłowej wypadły poniżej oczekiwań. W tym tygodniu poznamy sierpniowe statystyki rynku pracy, budownictwa i handlu. To wszystko schodzi jednak na drugi plan, gdy wjeżdżamy na stację benzynową, by zatankować samochód. Czy olej napędowy może kosztować więcej niż 9 zł, a benzyna więcej niż 8 zł? Potwierdzenie, że tak, dostaniemy zapewne w tym tygodniu – i to niezależnie od rządowych i prezydenckich pomysłów na walkę z drożyzną na stacjach.
|