|
Koalicyjną łodzią kołysze coraz bardziej, czego przejawem jest choćby odejście z rządu minister Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz. Wpływa to bezpośrednio nie tylko na scenę polityczną, lecz także na proces tworzenia prawa. Ostatnie posiedzenia Sejmu przyniosły wiele legislacyjnych niespodzianek. W ubiegły czwartek część posłów koalicji zagłosowała za utrzymaniem 19-proc. stawki CIT i waloryzacją progów skali podatkowej PIT od 2028 r., choć rząd nie zgadzał się na takie zmiany. Tego samego dnia Sejm odrzucił nowelizację, która miała znieść wprowadzoną w 2018 r. dwukadencyjność wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Stało się tak, mimo że zmianę przepisów forsował koalicyjny PSL. Można uznać, że taka już natura demokracji: wyniki głosowań bywają nieprzewidywalne, a utrzymanie w ryzach mocno zróżnicowanej koalicji to niełatwe zadanie. Co więcej, te konkretne głosowania mogą świadczyć o tym, że parlamentaryzm ma się nie najgorzej, a Sejm i Senat to nie tylko zbiór osób, które zawsze karnie głosują tak, jak chcą prezesi partii. Te legislacyjne niespodzianki mogą być jednak utrapieniem dla adresatów tworzonego prawa, przede wszystkim przedsiębiorców. W kwestiach podatkowych posłowie niespodziewanie zagłosowali na korzyść tych ostatnich, a nie budżetu państwa. Nietrudno jednak wyobrazić sobie scenariusz, w którym na kolejnym posiedzeniu Sejm niespodziewanie przyjmie przepisy negatywnie wpływające na właścicieli firm lub inne grupy obywateli – pracowników, urzędników, emerytów, funkcjonariuszy służb mundurowych itp. Z tej perspektywy, bez względu na polityczne sympatie, wszystkim powinno zależeć na tym, aby prawo w Polsce było tworzone w stabilnych warunkach.
|