|
Wchodząca w życie ustawa frankowa jest przykładem silnego rozjazdu między rzeczywistością, oczekiwaniami społecznymi pewnej grupy wyborców a wolą polityczną. Przepisy zaczynają obowiązywać w momencie, kiedy największa fala pozwów frankowych jest już za nami, a linia orzecznicza -oparta na wyrokach Trybunału w Luksemburgu - w zasadniczych kwestiach wydaje się stabilna. Argument, że ustawa przyspieszy postępowania, które dziś ciągną się latami, jest ważny. Pytanie tylko, czy aby rozwiązać ten problem naprawdę potrzebna była specustawa. Gdyby ustawodawca miał większą wyobraźnię, podszedłby do sprawy bardziej systemowo, tak aby historie i patologie, które miały miejsce w przeszłości, nie wróciły. Tymczasem znów mamy do czynienia z łataniem dziur legislacyjnych w miejscach, których dziś już nikt realnie nie potrzebuje.
|