Kontrole darowizn i gigantyczne kary. Reguły skarbówki się zmieniły

REKLAMA
REKLAMA
Skoro nie wiadomo, kto wpłacił pieniądze, to nie ma darowizny, a więc streamer, youtuber czy nawet matka zbierająca na leczenie dziecka powinni zapłacić PIT od każdej otrzymanej złotówki. Taka podatkową wykładnię od dwóch lat forsowała skarbówka. Ale z tym już koniec. Reguły się zmieniły po wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego, który uznał, że anonimowe wpłaty przekazywane przez internet mogą być darowiznami. Jest jedno „ale”.
- Fiskus mówił: nie wiadomo, kto wpłacił, więc jest podatek
- Jedna wpłata, dwa różne podatki
- NSA: nick nie przekreśla darowizny
- „Anonimowy” w internecie nie zawsze znaczy anonimowy
- Nie każda złotówka z donejta będzie jednak bez podatku
- Setki wpłat po kilka złotych. Tu sytuacja wygląda inaczej
- Tu kończy się darowizna, a zaczyna zarobek
- Sama etykieta „darowizna” nie wystarczy
Fiskus mówił: nie wiadomo, kto wpłacił, więc jest podatek
Kwestia anonimowych wpłat internetowych od 2024 roku budziła wiele emocji wśród twórców internetowych i organizatorów zbiórek. Wszystko za sprawą stanowiska fiskusa, który w kolejnych interpretacjach indywidualnych konsekwentnie twierdził, że aby przekazane pieniądze można było uznać za darowiznę, wpłacający musi być możliwy do zidentyfikowania z imienia i nazwiska.
REKLAMA
REKLAMA
W praktyce oznaczało to absurdalną sytuację. Jeśli internauta przekazywał pieniądze i podpisał się swoim imieniem oraz nazwiskiem, wpłata mogła zostać potraktowana jako darowizna. Jeżeli jednak wybrał opcję „anonimowo”, użył nicku, loginu albo jedynie adresu e-mail, skarbówka uznawała, że nie ma podstaw do zastosowania przepisów dotyczących darowizny. A skoro nie było darowizny, pieniądze miały być przychodem podlegającym PIT.
Problem dotyczył przede wszystkim z korzystających z platform obsługujących donejty i internetowe zbiórki. Nie chodziło przy tym wyłącznie o streamerów czy youtuberów. Takie podejście fiskusa mogło dotknąć również rodziców zbierających za pośrednictwem internetu pieniądze na leczenie swoich dzieci.
Jedna wpłata, dwa różne podatki
Zdaniem Piotra Juszczyka, głównego doradcy podatkowego inFakt, takie podejście fiskusa było nadmiernie formalistyczne. Ekspert zwraca uwagę na prosty przykład. Ta sama osoba może przekazać komuś 100 zł, a o podatkowym losie tej kwoty miał decydować sposób podpisania wpłaty. - Wychodziło na to, że ta sama stuzłotowa wpłata od życzliwej osoby jest wolna od podatku, jeśli darczyńca się podpisze, a opodatkowana PIT, jeśli kliknie opcję „anonimowo”. Sposób działania platformy płatniczej decydowałby o podatku, a nie istota samej czynności” – tłumaczy ekspert. I właśnie z takim podejściem nie zgodził się Naczelny Sąd Administracyjny.
REKLAMA
NSA: nick nie przekreśla darowizny
Sąd spojrzał na sprawę inaczej niż fiskus. Uznał, że do powstania darowizny nie jest konieczne ustalenie danych darczyńcy w sposób wymagany przez skarbówkę. Najważniejsze jest bowiem to, czy strony porozumiały się co do tego, co jest przedmiotem darowizny, czy świadczenie następuje kosztem majątku darczyńcy oraz czy ma charakter nieodpłatny.
Jeżeli te warunki są spełnione, fakt, że darczyńca posługuje się nickiem, loginem czy adresem e-mail, sam w sobie nie odbiera wpłacie charakteru darowizny. To oznacza istotną zmianę dla internetowych zbiórek i donejtów. Anonimowa wpłata może być darowizną, nawet jeśli odbiorca nie zna imienia i nazwiska osoby, która zdecydowała się przekazać pieniądze.
„Anonimowy” w internecie nie zawsze znaczy anonimowy
NSA zwrócił uwagę również na specyfikę cyfrowej rzeczywistości. W internecie określenie „anonimowa wpłata” nie musi oznaczać, że nie wiadomo, kto rzeczywiście przekazał pieniądze. Najczęściej oznacza po prostu, że dane darczyńcy nie są publicznie ujawniane. Za konkretną wpłatą nadal może przecież stać konkretna osoba.
Rozróżnienie ma duże znaczenie. Nie można bowiem automatycznie utożsamiać braku publicznie dostępnego imienia i nazwiska z brakiem darczyńcy. - To wyrok, który porządkuje rzeczywistość, zamiast z nią walczyć. Darowizna to umowa, a nie formularz. Nigdzie w przepisach nie ma warunku, że darczyńca musi się obdarowanemu przedstawić – podkreśla Juszczyk.
Nie każda złotówka z donejta będzie jednak bez podatku
Wyrok NSA jest korzystny dla twórców internetowych i organizatorów zbiórek, ale nie oznacza, że każda wpłata automatycznie staje się darowizną, a podatek można całkowicie wykreślić z równania. W przypadku darowizn od osób obcych obowiązuje bowiem kwota wolna od podatku. Należący do tak zwanej trzeciej grupy podatkowej może przekazać darowiznę wolną od podatku do wysokości 5733 zł.
Co istotne, limit nie jest liczony dla wszystkich darczyńców razem. Dotyczy łącznej wartości darowizn otrzymanych od tej samej osoby w okresie pięciu lat. Dopiero kwota przekraczająca 5733 zł podlega opodatkowaniu według progresywnych stawek 12, 16 i 20 proc. W takim przypadku konieczne jest również zgłoszenie darowizny do urzędu skarbowego na formularzu SD-3 w ciągu miesiąca.
Jak wyjaśnia Piotr Juszczyk, zasada dotycząca limitu jest szczególnie istotna w przypadku internetowych zbiórek.
Setki wpłat po kilka złotych. Tu sytuacja wygląda inaczej
Donejty czy internetowe zbiórki zazwyczaj nie przypominają klasycznej darowizny, w której jedna osoba przekazuje drugiej kilka czy kilkanaście tysięcy złotych. W internecie pieniądze przekazują najczęściej dziesiątki albo setki osób. Pojedyncze wpłaty wynoszą kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt złotych.
Limit 5733 zł jest przy tym przypisany do konkretnego darczyńcy, a nie do wszystkich wpłat otrzymanych przez organizatora zbiórki czy twórcę. W praktyce oznacza to, że mało prawdopodobne jest, aby jeden darczyńca przekazał tej samej osobie ponad 5733 zł w ciągu pięciu lat. Po wyroku NSA zdecydowana większość takich wpłat powinna więc pozostać poza podatkiem. Ale właśnie tutaj pojawia się najważniejsze zastrzeżenie całej sprawy.
Tu kończy się darowizna, a zaczyna zarobek
Wyrok NSA nie daje twórcom internetowym prawa do uznawania każdej wpłaty od widza za darowiznę. Sąd pozostawił bowiem jedną bardzo istotną kwestię otwartą. Nie przesądził, czy działalność streamera, którego sprawa była przedmiotem postępowania, stanowi działalność gospodarczą. A to może całkowicie zmienić podatkową kwalifikację wpłat. Jeżeli pieniądze są w rzeczywistości związane z prowadzonym biznesem, fiskus nadal może uznać je za przychód z działalności gospodarczej. - Granica jest prosta do nazwania, choć nie zawsze prosta do zastosowania: darowizna musi być bezinteresowna – tłumaczy Piotr Juszczyk.
I właśnie słowo „bezinteresowna” jest tutaj kluczowe. - Jeśli w zamian za wpłatę widz dostaje cokolwiek, np. dostęp do dodatkowych treści, wyróżnienie na streamie, miejsce w rankingu, reklamę swojej marki – to nie jest darowizna, tylko zapłata za świadczenie. A ta podlega PIT, a czasem również VAT. Podobnie gdy zbieranie wpłat jest zorganizowanym, stałym modelem zarobkowym wpisanym w prowadzoną działalność” – wyjaśnia ekspert.
Sama etykieta „darowizna” nie wystarczy
Dla twórców internetowych oznacza to jedno: nie wystarczy nazwać wpłaty darowizną. Liczy się to, dlaczego pieniądze zostały przekazane i czy osoba wpłacająca
REKLAMA
© Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A.
REKLAMA



