Jedni zyskają godzinę snu, inni spędzą dodatkową godzinę w pracy

REKLAMA
REKLAMA
W nocy z 24 na 25 października zegarki ponownie trzeba będzie przestawić z godziny 3 na 2. Dla większości oznacza to godzinę dłuższego snu. Dla części pracowników — dokładnie odwrotnie: dodatkową godzinę spędzoną w pracy. Piekarze, kolejarze, kierowcy, energetycy, ratownicy medyczni, pracownicy stacji benzynowych, kelnerzy czy DJ-e będą musieli zmierzyć się z nocą, która w ich grafiku wydłuży się z ośmiu do dziewięciu godzin.
- Unia Europejska od lat próbuje zatrzymać zegarki
- Problemem okazało się pytanie: czas letni czy zimowy?
- Trzy ostatnie przestawienia
Zmiana czasu od lat uzasadniana jest lepszym wykorzystaniem światła dziennego oraz oszczędnością energii. Coraz częściej wskazuje się jednak również na jej koszty — zarówno dla gospodarki, jak i dla organizmu człowieka. Choć w Unii Europejskiej od kilku lat trwa dyskusja o odejściu od przestawiania zegarków, decyzji w tej sprawie wciąż nie udało się ostatecznie wypracować. W efekcie kolejny raz obowiązuje dotychczasowy system.
REKLAMA
REKLAMA
Ta sama noc, ale nie dla wszystkich oznacza to samo
W nocy z 24 na 25 października wskazówki zegarów zostaną cofnięte. O godzinie 3 ponownie będzie 2. Dla osób, które nie muszą w tym czasie pracować, oznacza to dodatkową godzinę snu. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja tych, których zmiana przypada właśnie na tę noc.
REKLAMA
Pracownicy wykonujący swoje obowiązki w nocy mogą w praktyce spędzić w pracy nie osiem, lecz dziewięć godzin. Dotyczy to między innymi piekarzy, kolejarzy, kierowców, energetyków, ratowników medycznych, pracowników stacji benzynowych, kelnerów czy DJ-ów. Cofnięcie wskazówek nie sprawia bowiem, że dodatkowa godzina znika. Dla osoby pozostającej na stanowisku oznacza ona rzeczywiście przepracowany czas.
Dziewiąta godzina musi zostać rozliczona
Co w takiej sytuacji z wynagrodzeniem? Zasada wynikająca z Kodeksu pracy jest prosta: wynagrodzenie przysługuje za pracę wykonaną. Jeżeli w związku ze zmianą czasu pracownik faktycznie pozostaje w pracy o godzinę dłużej, ten dodatkowy czas powinien zostać odpowiednio rozliczony.
W praktyce dodatkowa godzina pracy jest traktowana jako praca nadliczbowa i powinna zostać zrekompensowana na zasadach przewidzianych dla nadgodzin.
To oznacza, że pracownikowi przysługuje normalne wynagrodzenie oraz odpowiedni dodatek za pracę w godzinach nadliczbowych. W przypadku przekroczenia dobowej normy czasu pracy dodatek wynosi 100 procent.
Pracownik może również otrzymać rekompensatę w postaci czasu wolnego. Jeżeli sam wystąpi z takim wnioskiem, może otrzymać godzinę wolnego za każdą przepracowaną godzinę nadliczbową. Jeżeli natomiast czas wolny przyznaje pracodawca, za jedną godzinę nadliczbową przysługuje półtorej godziny wolnego.
Do tego dochodzi dodatek za pracę w nocy
Sama nadgodzina to niejedyny element rozliczenia. Osoby wykonujące pracę w porze nocnej mogą również otrzymać dodatek za pracę w nocy.
Przysługuje on za każdą godzinę przypadającą pomiędzy godziną 21 a 7. Wysokość dodatku wynosi 20 procent stawki godzinowej wynikającej z minimalnego wynagrodzenia.
W październiku 2025 roku oznaczało to 5,46 zł brutto za każdą godzinę pracy w porze nocnej.
Zmiana czasu ma swoją cenę
Przestawianie zegarków od lat tłumaczy się przede wszystkim próbą lepszego wykorzystania naturalnego światła oraz ograniczeniem zużycia energii. Jednak bilans takiej operacji nie sprowadza się wyłącznie do potencjalnych oszczędności.
Z raportu Fundacji Republikańskiej „Zła zmiana. Negatywne konsekwencje zmiany czasu” wynika, że zmiana czasu generuje również znaczące koszty ekonomiczne i społeczne dla całej gospodarki.
Jednym z najbardziej widocznych problemów jest transport. Przy przejściu z czasu letniego na zimowy niemal cały nocny ruch pasażerski — kolejowy, lotniczy czy autobusowy — musi zostać na godzinę zatrzymany. Przewoźnicy muszą w związku z tym przygotowywać specjalne rozkłady jazdy i dostosowywać organizację ruchu do wydłużonej nocy.
O północy problem mają także systemy bankowe
Zmiana czasu nie kończy się jednak na transporcie. Konsekwencje odczuwają również instytucje finansowe.
Jak wskazuje Fundacja Republikańska, większość banków musi na kilka godzin wyłączyć swoje systemy bankowości elektronicznej. W tym czasie w części przypadków niemożliwe jest także dokonywanie płatności kartą czy korzystanie z bankomatów.
To kolejny rodzaj kosztu wynikającego z konieczności dostosowania systemów informatycznych do dwukrotnego wystąpienia tej samej godziny.
Koszty ponoszą również pracodawcy. Jeżeli pracownik podczas nocnej zmiany przepracuje dziewięć godzin zamiast ośmiu, dodatkowy czas trzeba odpowiednio rozliczyć i wynagrodzić.
Nad zmianą czasu ciągle deliberuje Bruksela. Już dwa lata temu Parlament Europejski zaakceptował pomysł, by zmiana czasu w 2021 roku nastąpiła po raz ostatni, i wezwał Komisję Europejską do oceny obecnie obowiązującego rozwiązania. Komisja przeprowadziła konsultacje — zebrała 4,6 mln odpowiedzi, z czego ponad 80 procent było za zniesieniem zmiany czasu.
Wydawało się, że wreszcie ta uciążliwość zniknie. Pozytywną opinię w tej sprawie wyraził Parlament Europejski, ale potem sprawy zaczęły się komplikować. Członkowie Rady Unii Europejskiej uznali, że rezygnacja ze zmieniania czasu mogłaby wprowadzić niemałe zamieszanie. Dodatkowo stwierdzili, że stanowisko Parlamentu Europejskiego nie jest wystarczająco precyzyjne.
Unia Europejska od lat próbuje zatrzymać zegarki
Problem zmiany czasu nie jest nowy. Od kilku lat zajmują się nim instytucje Unii Europejskiej, ale kolejne dyskusje nie doprowadziły do ostatecznego rozwiązania. Już dwa lata temu Parlament Europejski zaakceptował propozycję, zgodnie z którą zmiana czasu w 2021 roku miała nastąpić po raz ostatni. Jednocześnie wezwał Komisję Europejską do przeprowadzenia oceny obowiązującego systemu.
Komisja przeprowadziła konsultacje społeczne, w których zebrano 4,6 mln odpowiedzi. Ponad 80 procent uczestników opowiedziało się za zniesieniem zmiany czasu. Wydawało się więc, że odejście od przestawiania zegarków jest już kwestią czasu. Parlament Europejski wyraził poparcie dla takiego rozwiązania, ale na dalszym etapie pojawiły się kolejne problemy.
Problemem okazało się pytanie: czas letni czy zimowy?
Członkowie Rady Unii Europejskiej zwracali uwagę, że rezygnacja ze zmiany czasu może doprowadzić do powstania dodatkowego zamieszania. Pojawiły się także zastrzeżenia, że stanowisko Parlamentu Europejskiego nie było wystarczająco precyzyjne.
Kluczową kwestią stało się przede wszystkim ustalenie, przy którym czasie państwa członkowskie miałyby pozostać na stałe. W debacie wiele państw opowiadało się za utrzymaniem czasu letniego, który oznacza dłuższe i jaśniejsze popołudnia. Odmienne podejście prezentowały między innymi kraje północnej Europy, dla których zachowanie czasu zimowego oznaczałoby pozostanie przy bardziej zbliżonym do naturalnego rytmie dnia. Brak porozumienia sprawił, że zapowiadane zakończenie zmian czasu nie nastąpiło.
Trzy ostatnie przestawienia
Zgodnie z obecnym rozporządzeniem Komisji Europejskiej zegary musimy jeszcze przestawić trzy razy: 26 października 2025 roku, 29 marca 2026 roku oraz 25 października 2026 roku.
Później przyszłość zmian czasu staje się niepewna. Obowiązujące przepisy wygasają z końcem 2026 roku i coraz głośniej mówi się o tym, że Bruksela może nie chcieć ich przedłużać.
Być może więc właśnie te trzy daty będą ostatnimi momentami, gdy w niedzielny poranek cofniemy lub przesuniemy wskazówki zegarów — zanim Europa wreszcie zatrzyma się w jednym, wspólnym czasie.
REKLAMA
© Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A.
REKLAMA



