|
Donald Trump osiąga swój cel w nieco paradoksalny sposób. Amerykański prezydent prośbą i groźbą motywował Europejczyków, i to już podczas swojej pierwszej kadencji, do zwiększenia nakładów do obronę i wzięcia większej odpowiedzialności za Stary Kontynent. Europa tym się właśnie zajmuje; stąd program SAFE, stąd wreszcie poniekąd podjęcie ukraińskiej inicjatywy utworzenia koalicji antybalistycznej. Paradoks polega na tym, że im silniejszy jest rodzimy przemysł zbrojeniowy, tym szybciej poluzowują się więzy transatlantyckie. Nad Wisłą, ale też na Ukrainie, spore poruszenie komentatorów wywołał fakt, że w gronie dziewięciu państw założycieli koalicji antybalistycznej zabrakło Polski, choć premier Donald Tusk był obecny przy zawieraniu dokumentu. Tym samym nasz kraj okazał się największą europejską gospodarką, która nie zdecydowała się podpisać deklaracji. Nie tylko największą w Europie, ale też – co chyba jeszcze ważniejsze – największą na wschodniej flance NATO, najbardziej zagrożonej atakami ze strony Rosji. Tusk przekonywał, że nasz przemysł nie jest do tego gotowy, i wybrał chyba najsłabszy z możliwych argumentów. Nawet Polska Grupa Zbrojeniowa oficjalnie ogłosiła, że z tą niegotowością to nie do końca prawda. Mocniejszym argumentem przeciwko, o którym na naszych łamach mówił były stały przedstawiciel RP przy NATO Tomasz Szatkowski, byłby ten, że sami szybko rozbudowujemy swój potencjał w dziedzinie obrony powietrznej, i robimy to w oparciu o rozwiązania amerykańskie. Z jakiegoś powodu jednak rząd po ten argument nie sięgnął. Odpryskiem – jak to się niezbyt zgrabnie określa – sekurytyzacji polityki, czyli coraz większego wiązania procesu decyzyjnego z argumentami dotyczącymi twardego bezpieczeństwa, było nawiązanie cichej, w zasadzie nieformalnej współpracy z talibami. Polska nie uznała dokonanej w 2021 r. zmiany władzy w Kabulu, więc dla nas Islamski Emirat Afganistanu po prostu nie istnieje. Nie przeszkadza to naszym władzom deportować do niego afgańskich obywateli, głównie tych, którzy dotarli do Polski nielegalnie przez Białoruś. Opisaliśmy właśnie w DGP w szczegółach, jak to się technicznie odbywa. Tematem najbardziej rozpalającym wyobraźnię społeczną dalej były jednak wynagrodzenia lekarzy. Nie milkną wszak echa skandalu (choć pewnie warto używać już liczby mnogiej) wokół Szpitala Południowego. Postanowiliśmy zbadać, co o tym myślą wyborcy. Dzięki sondażowi przeprowadzonemu przez SW Research okazało się, iż tylko 6 proc. z nas uważa, że z wysokością zarobków lekarzy jest wszystko w porządku. Reszta oczekuje jakichś działań ze strony rządu, przy czym najczęstsza odpowiedzią była ta dotycząca konieczności lepszej weryfikacji czasu pracy medyków.
|