Wyższa pensja i nawet sześć dodatkowych dni urlopu. Ta dobra zmiana, która od nowego roku wkroczyła do instytucji publicznych, teraz przyszła do kolejnych pracowników. Z początkiem maja wchodzą w życie nowe regulacje zmieniające sposób liczenia stażu pracy w firmach prywatnych. Zyskają ci, którzy latami byli „na swoim” albo zarabiali na umowie zleceniu. Jest jednak haczyk.
- Koniec uprzywilejowania etatu
- Więcej lat „na papierze”
- Nie wszystko można zsumować
- Dokumenty decydują o wszystkim
- Nie tylko więcej urlopu. Także więcej pieniędzy
Koniec uprzywilejowania etatu
Do tej pory system był prosty, ale dla wielu niesprawiedliwy. Liczyła się przede wszystkim umowa o pracę. Inne formy aktywności zawodowej – choć często równie wymagające – funkcjonowały obok i nie przekładały się na staż pracy.
Z nastaniem maja to podejście się zmienia. Nowe regulacje, które wcześniej objęły sektor publiczny, zaczynają obowiązywać także w firmach prywatnych. W praktyce oznacza to, że definicja doświadczenia zawodowego zostaje poszerzona.
Więcej lat „na papierze”
Najważniejsza zmiana polega na tym, że do stażu pracy można doliczyć także inne formy zarabiania. Chodzi między innymi o umowy zlecenia, działalność gospodarczą, współpracę w modelu B2B czy część okresów pracy za granicą.
Dla wielu osób to przełomowy moment. Lata pracy, które wcześniej nie miały znaczenia przy wyliczaniu stażu, nagle zaczynają się liczyć. W efekcie część pracowników przekroczy próg 10 lat stażu – granicę, która do tej pory była poza ich zasięgiem. A to przekłada się na bardzo konkretną zmianę. Zamiast 20 dni urlopu pojawia się 26. To nie bonus ani dobra wola pracodawcy, lecz ustawowe uprawnienie.
Nie wszystko można zsumować
Nowe przepisy nie oznaczają jednak pełnej dowolności. Lista okresów, które można zaliczyć do stażu, jest jasno określona i zamknięta. Co więcej, obowiązuje istotna zasada. Jeśli różne formy aktywności zawodowej pokrywały się w czasie, nie można ich zliczyć podwójnie. Uwzględniany jest tylko jeden okres.
W praktyce oznacza to, że praca „na dwa fronty” nie przyspieszy drogi do wyższego stażu. Każdy przypadek będzie wymagał indywidualnej analizy. Znaczenie ma nie tylko rodzaj pracy, ale też jej czas i forma.
Dokumenty decydują o wszystkim
Choć zmiany są korzystne, nie działają automatycznie. Kluczowe znaczenie mają dokumenty potwierdzające przebieg kariery zawodowej. Podstawą będzie zaświadczenie z ZUS o okresach składkowych. Jeśli jednak w danych pojawią się braki, konieczne mogą być inne dowody: umowy, faktury, rachunki czy dokumenty współpracy.
Istotny jest także termin. Pracownicy mają 24 miesiące na dostarczenie dokumentacji – od 1 maja 2026 roku do 1 maja 2028 r. Po tym czasie pracodawca nie będzie zobowiązany do uwzględnienia dodatkowych okresów. Odkładanie sprawy na później może więc oznaczać realną stratę, nawet kilku dni urlopu rocznie.
Nie tylko więcej urlopu. Także więcej pieniędzy
Dodatkowe dni wolne to najbardziej widoczny efekt nowych przepisów, ale nie jedyny. Wyższy staż pracy może wpływać także na inne elementy wynagrodzenia i świadczeń, takie jak dodatki stażowe czy nagrody jubileuszowe.
Nie wszystko jednak zmienia się równocześnie. W przypadku okresu wypowiedzenia nadal decydujący może być staż zakładowy, czyli czas przepracowany u danego pracodawcy. Możliwa jest więc sytuacja, w której pracownik zyskuje więcej urlopu, ale nie wydłuża się jego okres ochronny przy rozwiązaniu umowy.
Warto też pamiętać, że nowe zasady działają przede wszystkim na przyszłość. Nie oznaczają automatycznego wyrównania za wcześniejsze lata – takie przypadki będą raczej wyjątkiem niż regułą.