W polskiej praktyce inwestycyjnej pokutuje przekonanie, że prawnik jest potrzebny na dwóch krańcach procesu: przy podpisywaniu umowy i wtedy, gdy sprawa trafia do sądu. Środek — czyli kilkanaście albo kilkadziesiąt miesięcy realizacji — traktowany jest jako obszar czysto techniczny i organizacyjny. To założenie jest kosztowne, a jego konsekwencje widać najwyraźniej wtedy, gdy o rozliczeniu inwestycji decyduje nie treść kontraktu, lecz to, co strony zdołały udokumentować w trakcie robót.




















