W przypadku prawa znaków towarowych panuje brutalna zasada: priorytet ma ten, kto pierwszy złożył wniosek w urzędzie, a nie ten, kto pierwszy wrzucił film na YouTube. Wielu twórców żyje w niebezpiecznym przekonaniu, że cyfrowy ślad to ich polisa ubezpieczeniowa. Niestety, udowadnianie swoich racji przed sądem bez certyfikatu z Urzędu Patentowego to droga przez mękę - kosztowna, długa i pełna niepewności. Rejestracja znaku to przejście z defensywy do ofensywy. Zamiast prosić o usunięcie treści, dysponujesz dokumentem, który ucina dyskusję na starcie. W praktyce wygląda to tak, że gdy ktoś narusza Twoje prawa, wysyłasz jedno pismo z urzędowym numerem ochrony i w większości przypadków sprawa kończy się natychmiast. Czasami wystarczy jeden telefon, aby rozwiązać problem.
- Decyzja: rejestruję pseudonim artystyczny w Urzędzie Patentowym Rzeczypospolitej Polskiej
- Ile to kosztuje i czy warto?
- Co zyskujesz, rejestrując pseudonim?
- Jedno zdanie do artystów i twórców
- Nie pozwól na to. Chroń to, co tworzysz.
Decyzja: rejestruję pseudonim artystyczny w Urzędzie Patentowym Rzeczypospolitej Polskiej
Zdecydowałem się na konkretny krok: rejestrację pseudonimu w Urzędzie Patentowym RP. Skontaktowałem się z kancelarią specjalizującą się w ochronie znaków towarowych. Cały proces składał się z trzech kluczowych etapów:
1) Badanie dostępności: Sprawdzenie, czy nikt wcześniej nie zajął podobnej nazwy w branży muzycznej. To jak prześwietlenie gruntu przed budową domu – bez tego możesz inwestować w cudzą własność.
2) Klasyfikacje nicejskie: Precyzyjne określenie pól eksploatacji. W moim przypadku jest to klasa 41 (działalność koncertowa i rozrywkowa).
3) Okres sprzeciwowy: Trzymiesięczne czekanie na to, czy ktoś zakwestionuje moje prawo do znaku. To był najdłuższy kwartał w moim życiu - każda przesyłka polecona budziła niepokój.
Podczas rozmów z prawnikami usłyszałem coś, co mną wstrząsnęło: artyści najczęściej zgłaszają się po pomoc wtedy, gdy jest już za późno. Ja nie chciałem walczyć o coś, co mogłem zabezpieczyć wcześniej.
Ile to kosztuje i czy warto?
Pewnie zastanawiasz się, czy to nie jest kolejny niepotrzebny wydatek w budżecie artysty. Opłaty urzędowe za zgłoszenie znaku towarowego nie są tak wysokie, jak mogłoby się wydawać - w moim przypadku wynosiły 417 zł w momencie składania wniosku oraz 490 zł po otrzymaniu ochrony. Do tego dochodzi koszt profesjonalnego pełnomocnika, jeśli korzystasz z pomocy kancelarii. Porównaj to z kosztami, jakie ponosisz, tracąc zaufanie fanów, rozmywając swoją markę czy walcząc w sądzie bez zabezpieczenia. To jak ubezpieczenie - płacisz składkę, żeby nie stracić wszystkiego.
Rejestrację znaku towarowego uważam za inwestycję, która w moim przypadku zwróciła się bardzo szybko. Tuż po wykonaniu przelewu do Urzędu Patentowego skontaktowałem się z wykonawcą, który używał mojego pseudonimu. Wystarczył jeden telefon i spokojna rozmowa, podczas której uświadomiłem go, że używa mojej nazwy bezprawnie i poprosiłem o jej zmianę. W ciągu tygodnia jej dokonano.
To, co mnie jednak niemiło zaskoczyło to stosunek wytwórni do całej sprawy. To z nią skontaktowałem się w pierwszej kolejności. Gdy wytłumaczyłem w jakiej sprawie dzwonię zarzucono mi, że miałem kilka miesięcy na to, aby zareagować. Tymczasem ja nie miałem takiego obowiązku. Gdyby nie poinformowano mnie o tym, że ktoś używa mojej nazwy pewnie dowiedziałbym się o tym znacznie później. Nie tylko ja bym na tym stracił, ale również wspomniany artysta, który być może nagrałby kolejne piosenki, teledyski i wydał pieniądze na ich promocję.
Co zyskujesz, rejestrując pseudonim?
● Wyłączność na używanie nazwy w celach zarobkowych w Polsce (lub w Unii Europejskiej w danej klasyfikacji nicejskiej).
● Możliwość blokowania projektów wykorzystujących zastrzeżoną nazwę i żądania odszkodowania.
● Profesjonalny wizerunek – zastrzeżony znak towarowy pokazuje, że to co robisz traktujesz poważnie.
● Spokój psychiczny – przestajesz nerwowo sprawdzać, czy ktoś nie wykorzystuje Twojego pseudonimu, a nawet jeśli, masz całą masę narzędzi, które możesz wykorzystać, aby przestał to robić.
Jedno zdanie do artystów i twórców
Jeśli traktujesz swoją twórczość poważnie i to nie jest wyłącznie hobby - zarejestruj swój pseudonim. Budowanie marki na nieopatentowanym gruncie to jak budowa domu na cudzej działce. W każdej chwili ktoś może przyjść i zażądać, abyś się wyniósł.
Nie pozwól na to. Chroń to, co tworzysz.
A jeśli masz wątpliwości - porozmawiaj z prawnikiem. Lepiej zapłacić za konsultację teraz, niż za proces sądowy za rok, a w ostateczności i tak utracić prawa do nazwy, która towarzyszyła Ci od początku Twojej artystycznej drogi.
Krzysztof Sulwiński, Kristiano