W OHP (tj. Ochotniczych Hufcach Pracy), będących jednostkami budżetowymi, podlegającymi pod Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej – obowiązuje tzw. urlop menstruacyjny dla zatrudnionych tam kobiet, w wymiarze 1 pełnopłatnego dnia w miesiącu, co daje łącznie 12 dodatkowych dni wolnych od pracy w ciągu roku. W ostatnim czasie, jeden z posłów, wystąpił z postulatem zastąpienia ww. urlopu – urlopem zdrowotnym, przysługującym każdemu pracownikowi (bez podziału na płeć), który miałby stanowić pełnopłatny dzień wolny od pracy (w każdym miesiącu w ciągu roku), z powodu przewlekłego lub silnego bólu uniemożliwiającego pracę.
- Urlop menstruacyjny w państwowych jednostkach budżetowych, podlegających Ministerstwu Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, czyli dodatkowy dzień wolny od pracy w każdym miesiącu dla kobiet, z powodu bolesnej menstruacji – na czym polega?
- Czy urlop menstruacyjny dla kobiet (czyli dodatkowy dzień wolny od pracy w każdym miesiącu dla kobiet, z powodu bolesnej menstruacji) to dyskryminacja mężczyzn? Rozgorzała dyskusja na temat równości praw pracowników
- W debacie publicznej na temat równości praw pracowników w kontekście urlopu menstruacyjnego (tj. dodatkowego dnia wolnego od pracy w każdym miesiącu dla kobiet, z powodu bolesnej menstruacji) głos zabierają osoby z różnych środowisk
- Urlop menstruacyjny (tj. dodatkowy dzień wolny od pracy w każdym miesiącu dla kobiet, z powodu bolesnej menstruacji) – czy uważasz, że powinien zostać zastąpiony 1 dniem zdrowotnym w miesiącu dla wszystkich pracowników (bez podziału na płeć), który będzie pełnopłatnym dniem wolnym od pracy z powodu przewlekłego lub silnego bólu uniemożliwiającego pracę? [SONDA]
Urlop menstruacyjny w państwowych jednostkach budżetowych, podlegających Ministerstwu Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, czyli dodatkowy dzień wolny od pracy w każdym miesiącu dla kobiet, z powodu bolesnej menstruacji – na czym polega?
12 miesięcy temu, w OHP, czyli – Ochotniczych Hufcach Pracy, które są państwowymi jednostkami budżetowymi, podlegającymi pod Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej i stanowią instytucje rynku pracy, realizujące zadania określone w ustawie o instytucjach rynku pracy i promocji zatrudnienia, na rzecz młodzieży w wieku od 14. do 30. roku życia, w celu jej wsparcia w wypełnieniu obowiązku szkolnego lub obowiązku nauki oraz podejmowaniu i utrzymaniu zatrudnienia i rozwoju edukacyjno-zawodowego – został wprowadzony tzw. urlop menstruacyjny.
Jak wyjaśnia zastępca komendanta głównego OHP ds. współpracy, IT i komunikacji elektronicznej Katarzyna Juraszek – rozwiązanie to opiera się na zaufaniu. Pracownica zgłasza nieobecność, a potem składa oświadczenie, że powodem były dolegliwości związane z bolesną menstruacją.
Każdej kobiecie zatrudnionej w OHP, urlop menstruacyjny – na powyższych zasadach – przysługuje w wymiarze 1 dodatkowego, pełnopłatnego dnia w każdym miesiącu, czyli – maksymalnie 12 dni w roku kalendarzowym. Dzień wolny w ramach urlopu menstruacyjnego, niewykorzystany w jednym miesiącu, nie przechodzi na kolejny (wolne to nie kumuluje się) i za niewykorzystane dni urlopu menstruacyjnego nie przysługuje ekwiwalent pieniężny.
Jak podkreśliła komendant Katarzyna Juraszek – z rozwiązania tego korzysta regularnie około 40% kobiet zatrudnionych w OHP – „dokładnie te pracowniczki, które w danym momencie realnie tego potrzebują. Nie ma mowy o nadużyciach.”
Warto również podkreślić, że na świecie (np. w Japonii, Korei czy Tajwanie) takie rozwiązania funkcjonują od dekad, jako element dbałości o zdrowie prokreacyjne.
Czy urlop menstruacyjny dla kobiet (czyli dodatkowy dzień wolny od pracy w każdym miesiącu dla kobiet, z powodu bolesnej menstruacji) to dyskryminacja mężczyzn? Rozgorzała dyskusja na temat równości praw pracowników
Poseł Marcin Józefaciuk zapoczątkował dyskusję na temat równości prac pracowników w kontekście wprowadzonego w OHP urlopu menstruacyjnego dla kobiet. W czerwcu 2026 r. przeprowadził on w Komendzie Głównej OHP kontrolę poselską w tym zakresie, z której wnioski opublikował, w dniu 9 czerwca br., na swoim profilu w mediach społecznościowych:
„Byłem w Komendzie Głównej OHP na kontroli poselskiej. To, co usłyszałem i zobaczyłem, jest skandaliczne. Nie dlatego, że ktoś zauważył problem bolesnej menstruacji. Nie dlatego, że ktoś chce traktować pracownice z empatią. Z tym nie walczę. Nigdy. Walczę z czymś zupełnie innym. Z tym, że państwowa instytucja publiczna stworzyła system, w którym jedna grupa pracowników może dostać dodatkowy, pełnopłatny dzień wolny co miesiąc, a druga grupa nie dostaje nic.
Kobiety w OHP mogą skorzystać z dodatkowego dnia wolnego z tytułu bolesnej menstruacji. Mężczyźni nie mają żadnego równoważnego rozwiązania. Nie mają dnia zdrowotnego. Nie mają dnia profilaktycznego. Nie mają dnia na badania. Nie mają dnia na migrenę, problemy urologiczne, kryzys psychiczny, ból kręgosłupa, chorobę przewlekłą czy inną cykliczną niedyspozycję. Mają sobie radzić. A potem dziwimy się, że mężczyźni za późno idą do lekarza. Że zbyt późno się diagnozują. Że częściej umierają przedwcześnie. Że kryzys zdrowia mężczyzn jest w Polsce zamiatany pod dywan.
Podczas kontroli ustaliłem rzeczy bardzo poważne:
- OHP wprowadziło dodatkowy, pełnopłatny dzień wolny w miesiącu wyłącznie dla kobiet.
- W 2025 roku wykorzystano z tego tytułu 12 696 dni wolnych.
- Mężczyźni nie otrzymali żadnego odpowiednika.
- OHP nie wykonało analizy dyskryminacji mężczyzn.
- OHP nie policzyło kosztów tego rozwiązania.
- OHP nie przygotowało neutralnego płciowo rozwiązania zdrowotnego dla wszystkich pracowników.
- Pracownica składa tylko oświadczenie. Pracodawca nie weryfikuje przesłanki.
- OHP gromadzi informacje związane z niedyspozycją zdrowotną pracownic, a to rodzi poważne pytania o ochronę danych wrażliwych.
- Z rozmowy wynika, że ministerstwo wiedziało o sprawie i miało ją konsultować - ustnie.
Państwowa jednostka. Pieniądze publiczne. Różne warunki pracy kobiet i mężczyzn. Tysiące pełnopłatnych dni wolnych. I „ustne konsultacje” z ministerstwem. To nie jest standard, którego oczekuję od państwa.
Komendant OHP przyznał wprost, że kobiety mają dostęp do tego dnia, a mężczyźni nie. Przyznał też, że równowaga nie jest zachowana. I właśnie o to chodzi. To jest systemowa nierówność. To jest nierówna polityka kadrowa ubrana w język empatii. To jest przykład tego, jak państwo potrafi zauważyć jedną grupę, a drugiej powiedzieć: „wasz problem nas nie interesuje”.
Najbardziej uderzyło mnie jednak coś jeszcze. Kiedy mówiłem o zdrowiu mężczyzn, o badaniach, profilaktyce, krótszym życiu, kryzysie psychicznym, problemach urologicznych - reakcja była defensywna, chwilami bagatelizująca. Padł nawet żart o tym, że dla mężczyzn można by zrobić „dzień na focha”. Nie. To nie jest śmieszne. Zdrowie mężczyzn nie jest żartem. Samobójstwa mężczyzn nie są żartem. Późna diagnostyka mężczyzn nie jest żartem. Systemowe pomijanie mężczyzn nie jest żartem.
Jeszcze raz: nie walczę z kobietami. Nie walczę z pomocą dla kobiet. Nie walczę z empatią wobec bolesnej menstruacji. Walczę z państwem, które tworzy przywilej dla jednej grupy i nie widzi, że druga grupa też ma zdrowie, ciało, ból, choroby i prawo do równego traktowania. Jeżeli to ma być rozwiązanie zdrowotne - niech będzie zdrowotne. Dla wszystkich pracowników. Na jasnych zasadach. Z analizą prawną. Z analizą kosztów. Z ochroną danych. Z poszanowaniem równości. A nie: jedna płeć dostaje pełnopłatny dzień wolny, a druga ma milczeć.
Dlatego rozważam dalsze kroki.
Wystąpienie do Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej o pełne wyjaśnienia.
Skierowanie sprawy do Rzecznika Praw Obywatelskich - w zakresie systemowej dyskryminacji mężczyzn w jednostce publicznej.
Skierowanie sprawy do UODO - w zakresie przetwarzania informacji o niedyspozycji zdrowotnej pracownic.
Będę też żądał pełnych danych kosztowych i organizacyjnych, bo 12 696 pełnopłatnych dni wolnych w państwowej jednostce to nie jest drobiazg. To są pieniądze publiczne i realna organizacja pracy.
Państwo ma być równe. Państwo ma widzieć wszystkich. Państwo nie może mówić o równości tylko wtedy, kiedy pasuje to do wygodnej narracji. Pomoc kobietom - tak. Dyskryminacja mężczyzn - nie. Empatia - tak. Nierówne warunki pracy - nie. Zdrowie pracowników - tak. Jednostronne przywileje w instytucji publicznej - nie.
Będę tę sprawę prowadził dalej. Bo równość nie może kończyć się tam, gdzie zaczynają się problemy mężczyzn.”
Po tym, jak w debacie publicznej rozgorzała dyskusja na temat zasadności wprowadzenia urlopu menstruacyjnego dla kobiet i tego czy nie stanowi on dyskryminacji mężczyzn – poseł Józefaciuk uzupełnił jeszcze swoją wypowiedź stwierdzeniem, iż:
„Dobre intencje nie zwalniają z obowiązku tworzenia rozwiązań zgodnych z prawem, równościowych i sensownych.
Bo mamy tu kilka poważnych kwestii.
Po pierwsze: komendant OHP przyznał, że wcześniej ten problem nie był zgłaszany, a ankieta wśród pracowników pokazała tylko 38% poparcia dla takiego rozwiązania.
Po drugie: pracownica musi złożyć oświadczenie o bolesnej miesiączce, a nieobecność jest ewidencjonowana specjalnym kodem w karcie pracy. Czyli publiczny pracodawca zaczyna tworzyć rejestr bardzo wrażliwych informacji o zdrowiu pracowników.
Po trzecie: z tego dnia korzysta prawie co druga pracownica. To rodzi pytanie: czy mamy w OHP epidemię tak silnego bólu, że uniemożliwia pracę (lekarze wskazują, że około 8-10% kobiet przechodzi okres na tyle boleśnie, że uniemożliwia to wykonywanie obowiązków)? A jeśli tak - dlaczego pracodawca nie robi profilaktyki, badań, wsparcia medycznego, tylko po prostu wysyła obolałe kobiety do domu na jeden dzień?
Po czwarte: rozwiązanie obejmuje kobiety w każdym wieku, nawet po menopauzie, ale nie obejmuje kobiet ciężarnych. W teorii obejmuje też kobiety po uzgodnieniu płci. Czyli zamiast jasnej zasady zdrowotnej mamy chaos prawny, biologiczny i organizacyjny.
Nie kwestionuję bólu menstruacyjnego. Nie kwestionuję prawa do wsparcia. Nie kwestionuję tego, że pracodawca może chcieć pomóc. Kwestionuję to, że publiczna instytucja tworzy przywilej oparty na płci i jednym typie dolegliwości, zamiast stworzyć rozwiązanie równe dla wszystkich pracowników.
Bo wystarczyło zrobić to dobrze. Nie „dzień menstruacyjny”. Tylko dzień zdrowotny z powodu przewlekłego lub silnego bólu uniemożliwiającego pracę. Bez pytania, czy boli brzuch, kręgosłup, głowa, stawy, endometrioza, migrena, rwa kulszowa czy inna przypadłość. Bez dzielenia ludzi na kobiety i mężczyzn. Bez tworzenia ewidencji intymnych informacji. Bez wykluczania kogokolwiek. To byłoby równościowe. To byłoby godne. To byłoby zgodne z ideą pomocy.
A dziś słyszę, że skoro ktoś zadaje pytania o równość wobec prawa, to „atakuje kobiety”. Nie. Walka o prawa mężczyzn nie jest walką z kobietami. Walka o równość wobec prawa nie jest mizoginią. Pytanie o konstytucyjność rozwiązań w publicznej instytucji nie jest hejtem. Bo jeżeli dodatkowy przywilej pracowniczy wyłącznie dla jednej płci nie jest dyskryminacją, to zapytam przewrotnie: czy ulga podatkowa albo bony żywieniowe tylko dla mężczyzn, uzasadnione statystycznie wyższym zapotrzebowaniem kalorycznym, też nie byłyby dyskryminacją? No właśnie. Państwo nie może działać na zasadzie: „nasza nierówność jest dobra, wasza nierówność jest zła”. Albo traktujemy ludzi równo, albo bawimy się w ideologiczne wyjątki. Ja wybieram równość. Wybieram prawo. Wybieram pomoc dla osób cierpiących - ale pomoc mądrą, sprawiedliwą i niewykluczającą. I tak: będę dalej walczył o prawa mężczyzn. Nie przeciwko kobietom. Tylko przeciwko hipokryzji, podwójnym standardom i państwu, które zapomina, że równość nie działa tylko wtedy, gdy pasuje do narracji.”
Zgodnie z powyższą zapowiedzą – poseł postuluje zastąpienie urlopu menstruacyjnego dla kobiet – 1 dniem zdrowotnym w miesiącu dla wszystkich pracowników (bez podziału na płeć), który będzie pełnopłatnym dniem wolnym od pracy z powodu przewlekłego lub silnego bólu uniemożliwiającego pracę. „Bez pytania, czy boli brzuch, kręgosłup, głowa, stawy, endometrioza, migrena, rwa kulszowa czy inna przypadłość”, czyli – bez konieczności przedstawiania zwolnienia lekarskiego.
W debacie publicznej na temat równości praw pracowników w kontekście urlopu menstruacyjnego (tj. dodatkowego dnia wolnego od pracy w każdym miesiącu dla kobiet, z powodu bolesnej menstruacji) głos zabierają osoby z różnych środowisk
W debacie publicznej na temat równości praw pracowników w kontekście urlopu menstruacyjnego (tj. dodatkowego dnia wolnego od pracy dla pracowniczek OHP zmagających się z bolesną menstruacją), głos zabierają osoby z różnych środowisk.
Prawniczka Dagmara Adamiak, w swoim profilu w mediach społecznościowych napisała:
„W ostatnich dniach wybuchła burza po tym, jak OHPy wprowadziły próbny urlop menstruacyjny dla swoich pracowniczek. Poseł Józefaciuk uznał, że to dyskryminacja mężczyzn, bo oni nie mają dnia wolnego na okres. Po tym, jak wczoraj napisałam na ten temat post, zadzwonił nawet do mnie obcy mężczyzna i zaczął mnie poniżać, twierdząc, że na pewno nie jestem żadną prawniczką, bo jestem na to zbyt głupia.
Tak się akurat ciekawie złożyło, że kilka godzin później dostałam okres. A dzisiaj - w sobotę - od 9 rano miałam pisać 6-godzinne kolokwium na aplikacji radcowskiej z prawa gospodarczego. Od rana strasznie bolał mnie brzuch i nogi. Było mi niedobrze, pewnie też trochę ze stresu, ale okres nie pomagał. Założyłam kubeczek i podpaskę, bo sama podpaska mi nie wystarcza, przeciekłoby. Pierwszy dzień jest najgorszy, niestety przypadł akurat na kolokwium. Ale wiedziałam, że dam radę. Wzięłam tabletkę, spakowałam podpaski, mokre chusteczki, więcej tabletek przeciwbólowych i poszłam. Przecież jestem kobietą. To dla mnie normalne, że czasem muszę podejmować wyzwania, krwawiąc. Robiłam to wiele razy. Doszłam do miejsca, w którym jestem, krwawiąc. Jak każda z nas.
Normalnie nie napisałabym o tym. Żadna z nas nie pisze. Ale może jednak… trzeba?
Każdego dnia robimy tę samą pracę, co mężczyźni, ale kilka dni w miesiącu robimy to, krwawiąc. Nie jesteśmy przez to gorsze ani lepsze. Ale czasami naprawdę jest nam trudniej i zbyt długo robiłyśmy wszystko, żeby nikt o tym nie wiedział.”
post Dagmary Adamiak dot. urlopu menstruacyjnego
Dr hab. Marek Migalski, prof. Uniwersytetu Śląskiego, stwierdził natomiast:
„Urlop menstruacyjny jest dobrym pomysłem. Kobiety cierpiące z powodu bolesnej miesiączki winny mieć do niego prawo.
Pod warunkiem, że mężczyźni też będą mogli raz w miesiącu z niego skorzystać. Oni też cierpią na różne przypadłości. Wykonując często najcięższe zawody.
Równość.”
post dr hab. Marka Migalskiego dot. urlopu menstruacyjnego
Urlop menstruacyjny (tj. dodatkowy dzień wolny od pracy w każdym miesiącu dla kobiet, z powodu bolesnej menstruacji) – czy uważasz, że powinien zostać zastąpiony 1 dniem zdrowotnym w miesiącu dla wszystkich pracowników (bez podziału na płeć), który będzie pełnopłatnym dniem wolnym od pracy z powodu przewlekłego lub silnego bólu uniemożliwiającego pracę? [SONDA]
Urlop menstruacyjny (tj. dodatkowy dzień wolny od pracy w każdym miesiącu dla kobiet, z powodu bolesnej menstruacji, co jest równoznaczne z 12 dodatkowymi dniami wolnymi od pracy w ciągu roku) – na dzień dzisiejszy – nie jest powszechnie obowiązującym prawem, wynikającym z kodeksu pracy, a uprawnieniem pracownic OHP (tj. jednostki budżetowej podległej Ministerstwu Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej i ewentualnie prywatnych zakładów pracy, które zdecydowały się na wprowadzenie takiego uprawnienia dla zatrudnionych kobiet). Jeżeli jednak, urlop menstruacyjny miałby zostać wprowadzony jako powszechnie obowiązujące prawo dla wszystkich kobiet zatrudnionych na podstawie umowy o pracę, czy – jesteś za pozostawieniem go w tej formie (na wzór rozwiązania obowiązującego już w OHP), czy uważasz, że powinien on zostać zastąpiony 1 dniem zdrowotnym w miesiącu dla wszystkich pracowników (bez podziału na płeć), który będzie pełnopłatnym dniem wolnym od pracy z powodu przewlekłego lub silnego bólu uniemożliwiającego pracę (zgodnie z postulatem posła Marcina Józefaciuka)? Zapraszam do udziału w sondzie.