Podpisaną przez Prezydenta RP w dniu 17 lipca 2026 r. ustawę dotyczącą postępowań frankowych oceniam ostrożnie pozytywnie. Nie dlatego, że rozwiązuje wszystkie problemy kredytobiorców, ale dlatego, że podczas prac parlamentarnych usunięto z niej przepisy, które mogły poważnie pogorszyć ich sytuację - pisze Karolina Pilawska, adwokat z Kancelarii Pilawska Zorski Adwokaci.
- Sukcesem Frankowiczów jest wykreślenie niebezpiecznych przepisów
- Koniec oczekiwania na zabezpieczenie
- Nie każde uproszczenie jest korzystne
- Ustawa nie zatrzyma masowych apelacji
- Kredytobiorcy euro i dolarowi poza ochroną
- Najwięcej zyskają przyszli powodowie
- Kiedy nowa ustawa wchodzi w życie?
Sukcesem Frankowiczów jest wykreślenie niebezpiecznych przepisów
Najważniejszym osiągnięciem Frankowiczów jest wykreślenie szczególnych zasad potrącenia przewidzianych w pierwotnej wersji projektu. Nie była to drobna korekta proceduralna. Proponowane rozwiązanie mogło prowadzić do pozbawienia kredytobiorców znacznej części, a w określonych przypadkach nawet całości należnych im odsetek ustawowych za opóźnienie. Bank, który przez lata dysponował pieniędzmi konsumenta i korzystał z przedłużającego się postępowania, mógłby pod koniec procesu skorzystać z uprzywilejowanego mechanizmu potrącenia i ograniczyć finansowe skutki własnej przegranej. Frankowicz formalnie wygrałby sprawę, ale zostałby pozbawiony rekompensaty za wieloletnie oczekiwanie na odzyskanie swoich środków.
Usunięcie tych przepisów uważam za jeden z największych sukcesów kredytobiorców podczas prac nad ustawą. Banki nie otrzymają specjalnego narzędzia pozwalającego ograniczać odpowiedzialność odsetkową kosztem konsumentów. Potrącenie będzie rozliczane zgodnie z zasadami ogólnymi, obowiązującymi także w innych postępowaniach cywilnych.
Koniec oczekiwania na zabezpieczenie
Najbardziej praktyczną zmianą będzie automatyczne wstrzymanie obowiązku spłacania rat po doręczeniu bankowi pozwu. Ochrona powstanie z mocy prawa i będzie obowiązywała aż do prawomocnego zakończenia procesu. Kredytobiorca nie będzie musiał składać osobnego wniosku o zabezpieczenie, czekać na postanowienie sądu ani uczestniczyć w kolejnym postępowaniu wywołanym zażaleniem banku. Od momentu doręczenia pozwu przestanie być zobowiązany do dalszego spełniania świadczeń wynikających z kwestionowanej umowy.
Od lat wskazywaliśmy, że konsument nie powinien przez cały okres procesu finansować banku, któremu zarzuca stosowanie niedozwolonych postanowień umownych. Dotychczas uzyskanie takiej ochrony zależało od decyzji sądu i mogło trwać wiele miesięcy. Po wejściu ustawy w życie skutek nastąpi automatycznie.
Wstrzymanie płatności nie będzie mogło zostać uznane za niewykonanie umowy. Bank nie będzie uprawniony do jej wypowiedzenia z tego powodu ani do przekazywania negatywnych informacji do BIK lub biur informacji gospodarczej. Jednocześnie osoby, które będą chciały nadal dokonywać wpłat, zachowają taką możliwość.
Zmiana ta powinna odciążyć także sądy. Znaczna liczba spraw trafiających do drugiej instancji dotyczyła dotychczas właśnie zabezpieczeń. Wyeliminowanie konieczności rozpoznawania takich wniosków i zażaleń może pozwolić sądom apelacyjnym przeznaczyć więcej czasu na rozstrzyganie spraw głównych.
Nie każde uproszczenie jest korzystne
Pozytywnie oceniam możliwość zdalnego przesłuchiwania świadków, odbierania zeznań stron na piśmie oraz szersze wykorzystanie referendarzy sądowych. W sprawach opartych na powtarzalnych wzorcach umownych takie rozwiązania mogą usprawnić postępowanie bez naruszania praw stron.
Więcej zastrzeżeń budzi możliwość rozpoznania sprawy na posiedzeniu niejawnym nawet wtedy, gdy strona domaga się przeprowadzenia rozprawy. Orzecznictwo frankowe jest szeroko ukształtowane, a wiele sporów sprowadza się do oceny prawnej treści umowy. Nie oznacza to jednak, że bezpośrednie wysłuchanie konsumenta nigdy nie będzie potrzebne. Sąd powinien każdorazowo oceniać, czy skierowanie sprawy na posiedzenie niejawne nie ograniczy rzeczywistego prawa strony do udziału w postępowaniu. Sprawność procesu jest istotna, ale nie może odbywać się kosztem prawa do rzetelnego rozpoznania sprawy.
Zdecydowanie negatywnie oceniam natomiast wydłużenie bankom terminu na wniesienie powództwa wzajemnego. Jest to odstępstwo od zasad ogólnych, które ponownie przyznaje szczególne uprawnienie profesjonalnej stronie sporu. Banki posiadają wyspecjalizowane departamenty prawne, korzystają z obsługi zewnętrznych kancelarii i od chwili otrzymania pozwu wiedzą, jakie roszczenia mogą zgłosić wobec kredytobiorcy. Nie znajduję uzasadnienia dla przyznawania im dodatkowego czasu na podjęcie decyzji procesowej. Rozwiązanie to może nie skrócić, lecz wydłużyć postępowania. Bank będzie mógł przez dłuższy czas pozostawać bierny, a następnie wystąpić z własnym żądaniem na późniejszym etapie procesu. Może to wymusić przeprowadzenie dodatkowego postępowania dowodowego i odsunąć w czasie wydanie wyroku.
Łączne rozpoznanie roszczeń stron może być korzystne, ale nie powinno odbywać się kosztem zasady koncentracji materiału procesowego i równego traktowania uczestników postępowania. Banki już wcześniej posiadały wystarczające instrumenty do dochodzenia zwrotu kapitału.
Ustawa nie zatrzyma masowych apelacji
Najpoważniejszy problem postępowań frankowych nadal pozostaje nierozwiązany. Obecnie wąskim gardłem coraz częściej nie są sądy pierwszej instancji, lecz postępowania apelacyjne. Banki nadal zaskarżają znaczną część niekorzystnych wyroków, mimo że linia orzecznicza TSUE, Sądu Najwyższego i sądów powszechnych jest szeroko ukształtowana. Zdecydowana większość takich apelacji kończy się ich oddaleniem, ale dla konsumenta oznacza to kolejne miesiące, a często lata oczekiwania na prawomocne rozstrzygnięcie.
W ustawie zabrakło rozwiązań, które realnie zniechęcałyby banki do nadużywania uprawnień procesowych i wykorzystywania środków zaskarżenia wyłącznie do odsuwania w czasie zakończenia sprawy. Pewne instrumenty już istnieją. Sąd może na wniosek strony przeciwnej podwyższyć nawet dwukrotnie stopę odsetek za okres zwłoki wywołanej nadużyciem prawa procesowego, a także zasądzić podwyższone koszty postępowania. W praktyce rozwiązania te są jednak stosowane bardzo rzadko.
Dopóki przedłużanie spraw nie będzie wiązało się dla banków z odczuwalną konsekwencją finansową, dopóty taka strategia może pozostawać dla nich opłacalna. Gdyby nadużywanie procedury realnie kosztowało, decyzje o wnoszeniu kolejnych środków zaskarżenia byłyby podejmowane znacznie ostrożniej, a konsumenci szybciej uzyskiwaliby prawomocne wyroki.
Kredytobiorcy euro i dolarowi poza ochroną
Wątpliwości budzi także ograniczenie zakresu ustawy wyłącznie do umów denominowanych lub indeksowanych do franka szwajcarskiego. Do sądów trafia coraz więcej spraw dotyczących kredytów powiązanych z euro lub dolarem. Konstrukcja tych umów oraz podnoszone przez konsumentów zarzuty są często analogiczne do spraw frankowych. Również w tych przypadkach chodzi o kontrolę niedozwolonych postanowień umownych i skutki stosowania mechanizmów przeliczeniowych narzuconych przez bank.
Trudno więc racjonalnie uzasadnić, dlaczego jedna grupa konsumentów otrzymuje automatyczną ochronę procesową, a pozostali kredytobiorcy walutowi zostają poza zakresem nowych przepisów. Spodziewam się, że wraz ze wzrostem liczby spraw euro i dolarowych ustawodawca będzie musiał powrócić do tego zagadnienia.
Najwięcej zyskają przyszli powodowie
Ustawa nie stanowi przełomu i nie rozwiązuje wszystkich problemów postępowań frankowych. Jej końcowy kształt jest jednak znacznie bezpieczniejszy dla konsumentów niż pierwotna propozycja. Najwięcej zyskają osoby, które dopiero zamierzają pozwać bank. Od momentu doręczenia pozwu uzyskają automatyczne wstrzymanie obowiązku spłaty rat, bez konieczności prowadzenia dodatkowego postępowania zabezpieczającego. Jednocześnie banki nie otrzymają szczególnego mechanizmu potrącenia, który mógłby pozbawić frankowiczów należnych odsetek.
Kiedy nowa ustawa wchodzi w życie?
Nowe przepisy zaczną obowiązywać po upływie 14 dni od ogłoszenia ustawy w Dzienniku Ustaw.
adw. Karolina Pilawska, Pilawska Zorski Adwokaci
www.pzadwokaci.pl