Sankcja kredytu darmowego: cesja, statystyki, narracje i to, czego banki nie chcą powiedzieć wprost

Krzysztof Szymański
ekonomista
rozwiń więcej
Sankcja kredytu darmowego: cesja, statystyki, narracje i to, czego banki nie chcą powiedzieć wprost / Shutterstock

Jak pokazuje praktyka rynkowa oraz dostępne statystyki, bardzo częstą formą dochodzenia roszczeń z tytułu sankcji kredytu darmowego jest nabywanie wierzytelności w drodze cesji przez wyspecjalizowane podmioty albo ich dochodzenie przed sądem w formule przelewu powierniczego. Ten model nie powstał przypadkowo – jest odpowiedzią na realne uwarunkowania ekonomiczne i procesowe, z którymi mierzą się konsumenci. Kredytobiorcy oczekują szybkiego i pewnego efektu finansowego, nie chcą ponosić ryzyka procesowego ani wieloletnich kosztów sporów sądowych. Podmioty profesjonalne, działające na własne ryzyko, kalkulują natomiast możliwość osiągnięcia ponadprzeciętnej stopy zwrotu. Nie bez znaczenia pozostaje przy tym fakt oczywisty, lecz kluczowy: bank jest dłużnikiem wypłacalnym, a w razie prawomocnego uwzględnienia powództwa nie ma realnych trudności z wyegzekwowaniem należności. To właśnie ta zbieżność interesów sprawiła, że model cesyjny stał się rozwiązaniem dominującym w sprawach SKD.

rozwiń >

Model cesyjny budzi sprzeciw sektora bankowego

Nie powinno zatem dziwić, że ten kierunek rozwoju rynku budzi sprzeciw sektora bankowego. Zamiast systemowo rozliczać błędy przeszłości i korygować wadliwe wzorce umów, banki coraz częściej próbują torpedować działalność podmiotów skupujących roszczenia – podważając ekonomiczny sens cesji i prowadząc dezinformację pod hasłem rzekomej „ochrony konsumenta". Docierają przy tym niepokojące sygnały, że prace nad nową ustawą zostały odebrane UOKiK, a sektor bankowy intensywnie lobbuje za ograniczeniem sankcji kredytu darmowego w projektowanych przepisach. Pojawiają się nawet koncepcje, by przy okazji implementacji dyrektywy CCD2 ograniczyć możliwość nabywania tego rodzaju roszczeń przez podmioty zewnętrzne. W niniejszym artykule postaram się uporządkować ten spór, wyjaśnić, dlaczego cesja stała się kluczowym narzędziem w sprawach sankcji kredytu darmowego, oraz odpowiedzieć na pytanie, czemu bankom tak bardzo zależy na tym, aby model ten się nie ugruntował.

Warto przy tym odnotować, że skala zjawiska wyraźnie rośnie. Na rynku pojawił się już kapitał zagraniczny, który dostrzegł potencjał ekonomiczny w agregowaniu roszczeń z tytułu SKD i zaczął finansowo wspierać wyspecjalizowane podmioty działające w tym segmencie. Nie są to zatem incydentalne inicjatywy, lecz element coraz bardziej profesjonalnego i kapitałochłonnego rynku. Symptomatyczne są również sygnały płynące ze strony sądownictwa: jak wynika z doniesień sprzed kilku miesięcy, około 10 000 spraw zostało przeniesionych z sądów poznańskich do Sądu Rejonowego dla Warszawy-Woli, co obrazuje zarówno skalę koncentracji sporów, jak i istotność właściwości miejscowej. Należy liczyć się z tym, że niektóre podmioty dysponują portfelami cesji sięgającymi dziesiątek tysięcy spraw i że po wyroku TSUE z dnia 23 kwietnia 2026 r. określone ośrodki sądowe mogą zostać zalane falą pozwów. W tym kontekście dyskutuje się o zmianie zasad ustalania właściwości miejscowej – tak aby właściwym sądem był w przyszłości sąd miejsca zamieszkania kredytobiorcy, a nie siedziby cesjonariusza. W sposób naturalny pojawia się tu zjawisko forum shopping, czyli poszukiwania sądów postrzeganych jako bardziej sprawne, przewidywalne lub lepiej przygotowane do rozpoznawania złożonych sporów finansowych. Wszystko to potwierdza, że nie mamy do czynienia z marginalnym problemem, lecz z systemowym sporem rynkowym, w którym stawką nie są pojedyncze umowy, lecz sposób rozliczenia całego segmentu kredytów konsumenckich.

Banki generują tymczasem intensywny szum medialny, aktywnie zastępując stare umowy nowymi – zwykle o znacznie korzystniejszej dla siebie konstrukcji prawnej, m.in. poprzez konsolidacje i refinansowania. Trwa faktyczna akcja „rolowania" zadłużenia, co potwierdzają dane Biura Informacji Kredytowej: banki zyskują czas, a nieświadomi klienci, często nie zdając sobie z tego sprawy, de facto rezygnują z potencjalnych roszczeń. Tymczasem uprawnienia wynikające z sankcji kredytu darmowego można co do zasady wykonywać w trakcie trwania umowy kredytowej albo w ciągu roku od dnia jej całkowitej spłaty. Ostatni wyrok TSUE daje jednak nadzieję, że nawet kredyty spłacone wiele lat temu mogą kwalifikować się do objęcia mechanizmem SKD.

Bankowi pełnomocnicy i ZPP atakują podmioty skupujące roszczenia, aby uniknąć odpowiedzialności

Pełnomocnicy banków chętnie powtarzają narrację, że na rynku działają podmioty określane pejoratywnie mianem „parakancelarii", które rzekomo szkodzą konsumentom, skupując ich roszczenia „za grosze". Argument ten brzmi efektownie medialnie, lecz nie wytrzymuje elementarnej próby logiki prawniczej.

Jeżeli bowiem – jak twierdzą pełnomocnicy banków – roszczenia z tytułu sankcji kredytu darmowego są bezzasadne, to nie sposób mówić o jakimkolwiek pokrzywdzeniu konsumenta. W takiej sytuacji konsument nie wyzbywa się prawa o realnej wartości, lecz otrzymuje określoną kwotę pieniędzy w zamian za wierzytelność, która – zgodnie z tą samą narracją – nie przedstawia żadnej wartości ekonomicznej. Trudno uznać, że ktoś doznał uszczerbku, skoro uzyskał świadczenie pieniężne za coś, co rzekomo i tak nie mogłoby zostać skutecznie dochodzone.

Teza o „ochronie konsumenta" zyskałaby wewnętrzną spójność wyłącznie wtedy, gdyby przyjąć, że roszczenia są rzeczywiście zasadne i realnie dochodzalne, a konsument przenosi je za rażąco zaniżoną cenę – działając pod wpływem błędu lub w warunkach informacyjnej asymetrii. Taka konkluzja pozostaje jednak w jawnej sprzeczności z równolegle głoszonym stanowiskiem banków i ich pełnomocników, wedle którego sankcja kredytu darmowego w danych sprawach „w ogóle się nie należy".

Mamy zatem do czynienia z narracją wewnętrznie sprzeczną: z jednej strony roszczenia przedstawiane są jako bezzasadne, z drugiej – ich cesja jako rzekomo krzywdząca konsumenta. Tych dwóch tez nie da się pogodzić na gruncie elementarnej logiki. Albo roszczenie jest iluzoryczne – i wówczas każda kwota wypłacona konsumentowi stanowi dla niego czysty zysk ekonomiczny – albo jest zasadne, a wtedy problemem nie jest cesja, lecz wadliwość umów kredytowych, za którą odpowiedzialność spoczywa na bankach.

W tym świetle krytyka cesji nie służy realnej ochronie konsumenta, lecz pełni funkcję retorycznego zabiegu odwracającego uwagę od istoty problemu: masowego stosowania umów obarczonych wadami prawnymi, które – bez mechanizmu cesji i agregacji roszczeń – w praktyce nigdy nie znalazłyby się w zasięgu skutecznej kontroli.

Sądy stają się coraz bardziej prokonsumenckie

W 2025 roku Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów przeprowadził badanie wśród kancelarii prawnych zajmujących się sankcją kredytu darmowego. Z wniosków zaprezentowanych podczas Europejskiego Forum Finansowego w 2025 roku wynikało, że banki wygrywają około 78% spraw. Wszystko wskazuje na to, że statystyka ta dotyczyła postępowań prawomocnie zakończonych – a więc takich, w których zapadł ostateczny wyrok – a nie ogółu spraw będących w toku. To istotne rozróżnienie: dane te nie oddają pełnego obrazu skali sporów ani ich aktualnej dynamiki, zwłaszcza w kontekście postępowań świeżo wniesionych, zawieszonych lub oczekujących na rozstrzygnięcie sądów wyższych instancji.

Odmienne stanowisko prezentuje prezes Związku Banków Polskich Tadeusz Białek, który w publicznych wypowiedziach podkreślał w 2025 roku: „Te dane pokazują jasno, że sankcja kredytu darmowego jest w większości przypadków podnoszona bezpodstawnie, a sądy konsekwentnie przyznają rację bankom".

Taka narracja pomija jednak kluczowy kontekst. Po pierwsze, statystyka prawomocnych rozstrzygnięć z natury rzeczy opisuje przeszłość, a nie bieżący stan sporów, z których znaczna część dopiero trafia do sądów. Po drugie, wysoki odsetek wygranych banków nie dowodzi sam w sobie poprawności stosowanych wzorców umownych – często odzwierciedla raczej trudności w skutecznym podnoszeniu tego rodzaju zarzutów na wczesnym etapie rozwoju linii orzeczniczej. Analogia ze sprawami frankowymi jest tu pouczająca: przez lata powództwa kredytobiorców były oddalane, zanim sądy wypracowały jednolitą i prokonsumencką wykładnię.

W tym sensie wskaźnik „78% wygranych banków" nie jest dowodem na poprawność umów – wskazuje raczej, że zarówno pełnomocnicy kredytobiorców, jak i sędziowie dopiero zdobywają doświadczenie w tego rodzaju sprawach. Fakt, że część powództw jest mimo to uwzględniana, świadczy właśnie o tym, że wady umów istnieją i są przez sądy dostrzegane.

Prezes Związku Banków Polskich formułował w tej kwestii jeszcze bardziej jednoznaczne oceny. W jednej z publicznych wypowiedzi tak opisywał zjawisko sankcji kredytu darmowego i działalność podmiotów skupujących roszczenia:
Bo przypomnę, sankcja kredytu darmowego odnosi się do kredytów konsumenckich, czyli kredytów, które zazwyczaj są kredytami niskokwotowymi, gotówkowymi, często takimi kredytami pierwszej potrzeby (…). Firmy odszkodowawcze próbują szukać jakichś prób zaczepienia w kontekście tego, czy bank, czy firma pożyczkowa właściwie przeniosły zapisy z ustawy do umowy, kiedy sprawa jest dość jednoznaczna. (…) Skupują takie roszczenia za 10–20% wartości i masowo składają pozwy do sądów, niepotrzebnie zapychając wymiar sprawiedliwości. Wedle statystyk zaledwie 5, maksymalnie 7% takich spraw kończy się stwierdzeniem jakichś naruszeń w umowie banku czy firmy pożyczkowej. Mamy do czynienia z klasycznym przypadkiem naciągania klientów na szeroką skalę".

Wypowiedź ta buduje bardzo jednoznaczny obraz: niemal pełną poprawność umów, marginalną skalę naruszeń oraz masowe, nieuczciwe działania podmiotów skupujących roszczenia. Problem polega jednak na tym, że przekaz ten pozostaje w wyraźnej sprzeczności z danymi prezentowanymi przez same organy państwowe.

Z badania UOKiK wynikało bowiem, że banki wygrywają około 78% spraw – co oznacza jednocześnie, że około 22% postępowań kończy się inaczej. Tymczasem prezes ZBP mówił o zaledwie 5–7% przypadków naruszeń. Różnica między tymi dwiema narracjami nie jest kosmetyczna – to kilkukrotna rozbieżność w ocenie skali problemu, której nie można zbagatelizować.

Warto przy tym podkreślić, że przywoływane statystyki skuteczności powództw z tytułu SKD mogą być istotnie zaniżone – i nie wynika to z braku wad w umowach, lecz z błędów popełnianych na wczesnym etapie przez część podmiotów skupujących roszczenia.

Po pierwsze, w wielu przypadkach po dokonaniu cesji to cesjonariusz we własnym imieniu składał oświadczenie o skorzystaniu z sankcji kredytu darmowego. Tymczasem SKD jest uprawnieniem przysługującym wyłącznie konsumentowi, a nie podmiotowi profesjonalnemu, który nabył wierzytelność. Taka konstrukcja procesowa prowadziła do oddalania powództw z przyczyn czysto formalnych, niezależnie od tego, czy sama umowa kredytowa była wadliwa. W konsekwencji statystyka „przegranych spraw" obejmuje przypadki, w których sąd w ogóle nie badał treści umowy merytorycznie.

Po drugie, część podmiotów skupujących roszczenia przyjęła zbyt szerokie i schematyczne kryterium selekcji spraw, uznając, że sam fakt kredytowania prowizji lub innych kosztów pozaodsetkowych przesądza o możliwości zastosowania sankcji. Po kwietniowym TSUE te statystyki powinny się zmienić na niekorzyść banków bo ten jeden zarzut powinien wystarczyć do zaśadzenia SKD.

W tym kontekście statystyki porażek w sprawach SKD nie mogą być traktowane jako dowód masowej poprawności umów kredytowych. W znacznej mierze odzwierciedlają one błędy formalne, uproszczone modele biznesowe i brak należytej selekcji spraw – a nie rzeczywistą ocenę zgodności umów z wymogami ustawy. Dopiero precyzyjna analiza konstrukcji konkretnej umowy – a nie masowe pozywanie na podstawie jednego, schematycznego kryterium – pozwala dziś rzetelnie ocenić, w których przypadkach sankcja kredytu darmowego rzeczywiście znajduje zastosowanie.

Niskokwotowe roszczenia z tytułu SKD a koszty prowadzenia sporu

W praktyce aż 85–90% kredytów konsumenckich objętych potencjalną sankcją kredytu darmowego nigdy nie trafia do sądu – z jednego, bardzo prozaicznego powodu: pojedynczemu konsumentowi po prostu się to nie opłaca. W zdecydowanej większości przypadków kwota możliwego roszczenia jest stosunkowo niska – często kilka lub kilkanaście tysięcy złotych, niekiedy jeszcze mniej. Tymczasem koszty prowadzenia sporu sądowego – opłaty, zaliczki na biegłych, wynagrodzenie profesjonalnego pełnomocnika oraz czas trwania postępowania – pozostają nieproporcjonalnie wysokie względem potencjalnej korzyści.

Wystarczy prosta kalkulacja. Przy roszczeniu w wysokości 6 000 zł wynagrodzenie pełnomocnika według stawek określonych w rozporządzeniu wynosi 1 800 zł za pierwszą instancję i 900 zł za drugą. Do tego dochodzi opłata sądowa od pozwu w kwocie 300 zł. Konsument, zanim jeszcze zapadnie jakikolwiek wyrok, musi zatem liczyć się z kosztami rzędu 3 000 zł. W razie przegranej — jeśli sąd obciąży go kosztami przeciwnika — łączne wydatki mogą sięgnąć blisko 5 700 zł. Innymi słowy: konsument ryzykuje utratę niemal równowartości dochodzonej kwoty po to, by ją odzyskać. Żadna racjonalna kalkulacja finansowa tego nie uzasadnia. Przy roszczeniach niższych sytuacja jest jeszcze bardziej dotkliwa — część pełnomocników odmawia prowadzenia takich spraw nawet za stawki minimalne, uznając je za nieopłacalne.

W efekcie konsument staje przed klasycznym dylematem ekonomicznym: nawet mając rację co do wadliwości umowy, ryzyko i koszty procesowe skutecznie zniechęcają go do dochodzenia swoich praw. I właśnie w tę lukę wchodzi mechanizm cesji wierzytelności – umożliwiający realne rozliczenie rynku tam, gdzie indywidualne dochodzenie roszczeń byłoby dla konsumenta ekonomicznie nieracjonalne.

Nagonka na podmioty skupujące roszczenia z tytułu sankcji kredytu darmowego nie wynika zatem – wbrew oficjalnej narracji – z troski o interes konsumenta. Jej rzeczywistą przyczyną jest chęć uniknięcia odpowiedzialności za masowo zawierane wadliwe umowy kredytowe. Gdyby ochrona konsumenta była autentycznym celem, logiczną odpowiedzią byłoby wdrożenie systemowych mechanizmów egzekwowania prawa – nie zaś podważanie jedynego narzędzia, które w praktyce umożliwia rozliczenie banków z naruszeń na masową skalę.

Spór wokół cesji roszczeń nie dotyczy więc etyki ani „moralności rynku" – dotyczy ekonomii odpowiedzialności. Bez możliwości agregowania drobnych roszczeń wada prawna pozostaje bezkarna, a ciężar jej istnienia spoczywa wyłącznie na konsumencie, który w pojedynkę nie dysponuje realnymi narzędziami skutecznej walki z instytucją finansową.

Zmiany w ustawie o kredycie konsumenckim może wykluczyć kolejnych kredytobiorców – to cel banków

Na wstępie warto odnotować dobrą wiadomość: prawo nie działa wstecz, a zatem zmiany w ustawie nie powinny dotknąć kredytobiorców, którzy zaciągnęli kredyty zaciągnięte pod rządami obowiązujących przepisów.

Postulat banków dotyczący wprowadzenia zasady proporcjonalności w sankcji kredytu darmowego nie jest przypadkowy i nie wynika z troski o „równowagę stron". W praktyce służyłby on przede wszystkim wyłączeniu z ochrony kolejnej grupy poszkodowanych kredytobiorców.

Zastosowanie proporcjonalności oznaczałoby, że sankcja utraciłaby swój realnie odstraszający charakter i przekształciłaby się w uznaniowy mechanizm miarkowania naruszeń. W efekcie jeszcze mniej umów kwalifikowałoby się do objęcia sankcją, część uchybień byłaby kwalifikowana jako „zbyt drobne", by rodzić poważne konsekwencje, a ciężar dowodzenia ponownie przesunąłby się na konsumenta – który zamiast wykazywać sam fakt naruszenia, musiałby udowadniać jego „skalę" i „istotność".

Rozwiązanie to uderza przede wszystkim w tych kredytobiorców, których umowy zawierały liczne, lecz pozornie techniczne lub informacyjne wady – dokładnie te, które w praktyce najczęściej występują na rynku masowym. Zamiast czytelnej reguły: naruszenie – sankcja, pojawiłby się model quasi-negocjacyjny, w którym bank każdorazowo spierałby się o to, „ile sankcji mu się należy".

Warto przy tym przypomnieć, że sankcja kredytu darmowego została zaprojektowana jako instrument ochronny i prewencyjny, a nie mechanizm matematycznego rozliczania uchybień. Jej sens polega właśnie na tym, by bank – jako podmiot profesjonalny – ponosił konsekwencje naruszeń prawa nawet wówczas, gdy z perspektywy sektora wydają się one „nieistotne" lub „czysto formalne".

Forsowanie zasady proporcjonalności należy odczytywać nie jako reformę systemową, lecz jako kolejną próbę zawężenia zakresu odpowiedzialności banków. Skutek byłby prosty: mniej kredytów kwalifikujących się do sankcji, więcej sporów o „stopień" naruszenia i jeszcze głębsza asymetria między konsumentem a instytucją finansową.

Banki mogą sprzedawać niespłacane kredyt wiec, dlaczego konsument nie mógłby korzystać z tych samych rozwiązań co banki?

Warto zwrócić uwagę na okoliczność oczywistą, a mimo to nagminnie pomijaną: banki od lat masowo sprzedają własne wierzytelności ze znacznym dyskontem. Nikt nie kwalifikuje tej praktyki jako „nieetycznej", „obchodzenia prawa" czy „nadużycia systemu". Jest ona traktowana jako standardowy, w pełni legalny element zarządzania ryzykiem finansowym – pozwalający szybko odzyskać część środków, uwolnić się od ryzyka procesowego i kosztów windykacji oraz poprawić płynność i strukturę bilansu.

Trudno zatem znaleźć racjonalne uzasadnienie, dlaczego kredytobiorca z własnej woli miałby być pozbawiony analogicznego prawa do rozporządzania własną wierzytelnością. Cesja po stronie konsumenta pełni dokładnie tę samą funkcję ekonomiczną: umożliwia natychmiastowe uzyskanie realnej korzyści finansowej, przenosi ryzyko i ciężar sporu na podmiot profesjonalny oraz pozwala dochodzić roszczeń, które w innym przypadku nigdy nie trafiłyby do sądu.

Argumenty podnoszone dziś przeciwko cesji roszczeń konsumenckich nie mają więc charakteru ani systemowego, ani etycznego. Są czysto selektywne. Problem nie leży w samym „modelu cesyjnym" – leży w skali odpowiedzialności sektora bankowego, która ujawniła się wraz z sankcją kredytu darmowego i której sektor ten konsekwentnie stara się uniknąć.

Prawo do swobodnego dysponowania własną wierzytelnością powinno działać symetrycznie. Jeśli banki mogą zbywać swoje należności z dyskontem – i robią to rutynowo, bez żadnych ograniczeń – to kredytobiorcy tym bardziej powinni mieć prawo sprzedać roszczenia przysługujące im wobec banku. Zwłaszcza wówczas, gdy jest to jedyna realna droga do skorzystania z ochrony przyznanej im przez prawo.

UOKiK dostrzega potrzebę istnienia podmiotów walczących w imieniu klientów

Podczas Europejskiego Kongresu Finansowego 2025 prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów wprost podkreślił istotną rolę podmiotów skupujących wierzytelności w systemie ochrony konsumentów. Wskazał, że zapewniają one konsumentom realną, natychmiastową korzyść ekonomiczną – bez konieczności wchodzenia na długą, kosztowną i ryzykowną drogę sądową. Z perspektywy konsumenta jest to rozwiązanie zdecydowanie korzystniejsze niż bierna bezczynność, w której potencjalne roszczenia pozostają wyłącznie „na papierze", a nikt nie podejmuje żadnych działań w obronie jego interesów.

Jednocześnie prezes UOKiK ostro skrytykował zaniechania sektora bankowego, odwołując się do doświadczeń związanych z kredytami frankowymi. Jego przesłanie było jednoznaczne: długotrwałe ignorowanie problemów prawnych i systemowe zaniedbania nie znikają samoistnie – lecz z czasem wracają w postaci masowych roszczeń i nieuchronnego rynkowego rozliczenia. W tym kontekście padło znamienne stwierdzenie: „kto sieje wiatr, ten zbiera burzę" – czytelne ostrzeżenie, że banki, które przez lata lekceważyły ryzyka prawne tkwiące we własnych wzorcach umownych, muszą liczyć się z konsekwencjami tej postawy.

Kredyt spłacony a kredyt w toku – nieporównywalne sytuacje

Kluczowe znaczenie ma rozróżnienie między kredytem całkowicie spłaconym a kredytem pozostającym w trakcie spłaty, zwłaszcza w jego początkowym okresie. Są to sytuacje ekonomicznie i prawnie nieporównywalne, a ich utożsamianie prowadzi do fałszywych wniosków co do rzekomej „straty" konsumenta przy cesji.

W przypadku kredytu już spłaconego potencjalne roszczenie z tytułu sankcji kredytu darmowego (SKD) ma charakter stricte retrospektywny – dotyczy zwrotu kosztów już poniesionych. Natomiast przy kredycie pozostającym w toku, zwłaszcza na wczesnym etapie spłaty, SKD działa przede wszystkim prospektywnie, kształtując cały przyszły koszt zobowiązania.

Błędna narracja o „utracie 90%"

Kwestią wyraźnie dyskusyjną pozostaje sposób wyceny roszczenia wynikającego z SKD. W debacie publicznej często pojawia się uproszczony argument: skoro podmiot profesjonalny nabywa wierzytelność za „10% wartości nominalnej", to pozostałe „90% traci konsument". Rozumowanie to jest błędne, gdyż nie uwzględnia ani istoty SKD, ani ekonomiki samego roszczenia.

Nabycie wierzytelności z dyskontem nie oznacza utraty wartości przez konsumenta – odzwierciedla natomiast sumę czynników ryzyka, które przejmuje na siebie nabywca: niepewność co do wyniku postępowania, nieprzewidywalność jego czasu trwania, koszt finansowania sporu oraz fakt, że do momentu złożenia oświadczenia o skorzystaniu z SKD roszczenie ma charakter warunkowy i nie jest jeszcze wymagalne.

W przypadku kredytów świeżo udzielonych sytuacja wygląda zupełnie inaczej, niż sugeruje narracja krytyków cesji. Bardzo często konsument już po złożeniu oświadczenia o SKD przestaje być zobowiązany do zapłaty odsetek i innych kosztów kredytu, a w trakcie dalszej spłaty kapitału uzyskuje realną, długoterminową korzyść finansową. Suma tej korzyści może znacznie przewyższyć kwotę wypłaconą przez podmiot nabywający wierzytelność.

W praktyce oznacza to, że największym beneficjentem SKD bywa sam kredytobiorca, nie zaś podmiot, który nabył roszczenie w drodze cesji. Firma przejmuje ryzyko i finansuje spór, natomiast konsument zachowuje efekt ekonomiczny sankcji w postaci istotnie tańszego kredytu przez cały pozostały okres jego trwania.

Ryzyko pionierskie i jego bagatelizowanie

Warto przy tym wyraźnie powiedzieć to, o czym sektor finansowy konsekwentnie milczy: kilka podmiotów skupujących roszczenia z tytułu SKD już zbankrutowało. Poniosły one realne straty, finansując sprawy w czasie, gdy linia orzecznicza była wysoce niepewna. Dopiero masa krytyczna przegranych i wygranych spraw pozwoliła na sformułowanie pytań prejudycjalnych do Trybunału Sprawiedliwości UE – a z tej ilości zaczyna wyłaniać się prokonsumencka linia orzecznicza. Mechanizm ten jest dokładnie taki sam jak w przypadku spraw frankowych: pewna liczba procesów musiała zostać przegrana, zanim sądy wypracowały właściwe podejście do nowej kategorii prawnej. Tak właśnie działa uczenie się systemu prawa.

Paradoks argumentacji sektora bankowego

W tym miejscu ujawnia się fundamentalny wewnętrzny sprzeczność w narracji banków. Z jednej strony twierdzą one, że roszczenia z tytułu SKD „nie mają podstaw prawnych", ponieważ obowiązki informacyjne zostały rzekomo należycie spełnione. Z drugiej strony te same banki próbują narzucać narrację o „zaniżonej wycenie" roszczeń przy cesji. Trudno jednak racjonalnie argumentować o niedoszacowaniu czegoś, co – według tej samej narracji – w ogóle nie powinno istnieć.

Ów paradoks dowodzi, że spór o cesję i „procenty" nie dotyczy realnej ochrony konsumenta, lecz zarządzania skalą ryzyka po stronie sektora finansowego. Wycena roszczenia z SKD jest z natury niepewna. I właśnie dlatego model cesyjny – zamiast być demonizowany – powinien być postrzegany jako narzędzie umożliwiające realizację praw tam, gdzie indywidualny spór byłby dla konsumenta czysto iluzoryczny.

Analogia do roszczeń o zwrot prowizji

Historia roszczeń o zwrot prowizji przy wcześniejszej spłacie kredytu dostarcza tu pouczającej analogii. Na początku kancelarie wypłacały kredytobiorcom około 10% wartości roszczenia – bo taka była wówczas realna wycena ryzyka procesowego. Po wyroku TSUE z 2019 r. (tzw. „małego TSUE") stawki wzrosły do 70%, a niekiedy sięgały 100% wartości roszczenia wypłacanych z góry. To rynek – nie arbitralne decyzje – definiuje cenę wierzytelności, a kluczowym czynnikiem jest prawdopodobieństwo pomyślnego zakończenia sprawy.

Firmy skupujące roszczenia w fazie pionierskiej biorą na siebie znaczące ryzyko; w miarę jak sprawy zyskują na pewności, koszt ich obsługi spada i proporcjonalnie rośnie udział kredytobiorców w korzyściach. Kredytobiorcy zaczęli zyskiwać dopiero dlatego, że wcześniej ktoś inny był gotów ponieść ryzyko strat. Dokładnie tak to działa – i dokładnie tak działało przy kredytach frankowych.

Poprawność formy jako sposobu zbycia roszczenia z tytułu SKD potwierdza TSUE

Warto przy tym podkreślić, że przez ostatnie dwa lata sektor bankowy konsekwentnie budował narrację, zgodnie z którą działalność firm skupujących wierzytelności z tytułu sankcji kredytu darmowego miała być rzekomo niezgodna z prawem, argumentując, iż konsument nie może skutecznie przenieść takiego roszczenia na podmiot profesjonalny, a sama cesja miałaby rzekomo naruszać istotę ochrony konsumenckiej. Tymczasem wyrok Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawie C-80/24 jednoznacznie podważa tę narrację. TSUE wyraźnie potwierdził, że prawo Unii nie stoi na przeszkodzie temu, aby konsument przeniósł swoje roszczenie wobec banku na osobę trzecią, nawet jeśli nie jest ona konsumentem, a sama możliwość cesji nie stanowi nadużycia ani obejścia prawa, lecz jest elementem realizacji ochrony konsumenckiej. Trybunał przesądził również, że sąd krajowy nie ma obowiązku badania z urzędu umowy cesji w sporze pomiędzy cesjonariuszem a bankiem, jeżeli sama umowa cesji nie jest przedmiotem postępowania. Jednocześnie TSUE wyraźnie zaznaczył, że ewentualna weryfikacja cesji – dokonywana na podstawie prawa krajowego i na zarzut strony – nie może prowadzić do pokrzywdzenia konsumenta, w szczególności do pozbawienia go realnej możliwości realizacji przysługującego mu roszczenia. Oznacza to, że linia obrony banków polegająca na automatycznym kwestionowaniu dopuszczalności cesji wierzytelności SKD została istotnie osłabiona, a sama cesja pozostaje pełnoprawnym i dopuszczalnym instrumentem dochodzenia praw konsumentów, zwłaszcza w sytuacji, gdy samodzielne prowadzenie sporu z bankiem jest dla wielu kredytobiorców faktycznie niedostępne lub ekonomicznie nieopłacalne.

Cesja wierzytelności – warunek realnej odpowiedzialności sektora bankowego

Na tym tle szczególnie wyraźnie widać, że krytyka cesji wierzytelności formułowana przez banki nie wynika z troski o konsumenta, lecz z dążenia do uniknięcia odpowiedzialności za wadliwe umowy kredytowe. Cesja nie jest patologią rynku – jest koniecznym mechanizmem naprawczym w sytuacji, w której indywidualne dochodzenie roszczeń jest ekonomicznie nieopłacalne.

To właśnie możliwość przeniesienia wierzytelności pozwala skumulować tysiące drobnych, niskokwotowych roszczeń, które pojedynczo nigdy nie trafiłyby do sądu. Bez cesji sektor bankowy pozostawałby w praktyce bez realnej odpowiedzialności za masowe naruszenia, ponieważ koszt procesowy skutecznie eliminowałby konsumentów z gry. W tym sensie atak na cesję jest atakiem na jedyny instrument, który umożliwia faktyczne rozliczenie błędnie z celem dyrektywy: sankcja ma być skuteczna i odstraszająca.

Nieprzypadkowo banki określają cesję jako „szkodliwą” właśnie wtedy, gdy zaczyna ona działać w praktyce. Gdyby sankcja kredytu darmowego rzeczywiście była w przeważającej mierze bezzasadna, cesja nie stanowiłaby dla sektora żadnego zagrożenia. Tymczasem intensywność krytyki pokazuje, że problem nie leży w samej cesji, lecz w potencjale ujawnienia skali wadliwych konstrukcji umownych.

Co istotne, rynek ten będzie się dalej profesjonalizował. W przyszłości standardem stanie się wypłacanie konsumentom realnych środków pieniężnych przez podmioty skupujące wierzytelności, a następnie dochodzenie tych roszczeń pakietowo, w sposób wyspecjalizowany i oparty na pogłębionej analizie finansowo-prawnej. Taki model pozwala konsumentowi:
- uniknąć ryzyka procesowego,
- odzyskać pieniądze tu i teraz,
- skorzystać z ochrony prawa tam, gdzie samodzielnie byłoby to całkowicie nieopłacalne.

Bez cesji i agregacji roszczeń większość konsumentów nigdy nie odzyska żadnych środków, mimo że umowy zawierają realne wady. To właśnie dlatego cesja wierzytelności nie jest zagrożeniem dla rynku, lecz narzędziem jego cywilizowania. Dopiero ona sprawia, że prawo przestaje być wyłącznie deklaracją, a zaczyna działać w praktyce – również tam, gdzie stawka pojedynczego sporu jest zbyt niska, by konsument mógł udźwignąć ją samodzielnie.

Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden, rzadko artykułowany aspekt debaty wokół sankcji kredytu darmowego. Część środowiska radców prawnych i adwokatów postuluje ustawowe ograniczenie lub wręcz wyłączenie możliwości dochodzenia roszczeń przez podmioty działające na podstawie cesji wierzytelności. Oficjalnie argumentuje się to „ochroną konsumenta” lub „porządkiem na rynku”.

W praktyce jednak takie podejście nie uwzględnia realnej sytuacji większości kredytobiorców. Model dochodzenia roszczeń wyłącznie przez indywidualne kancelarie, finansowane z góry przez klienta, oznaczałby, że:
- konsument musi ponieść wysokie koszty na starcie,
- bierze na siebie pełne ryzyko procesowe,
- a przy sporach o relatywnie niską wartość ekonomiczną sprawa staje się po prostu nieopłacalna.

Nie jest tajemnicą, że znaczna część kancelarii – powołując się na kodeksy etyki – nie prowadzi spraw w modelu success fee albo robi to w bardzo ograniczonym zakresie. Efekt jest prosty: dostęp do sądu zostaje uzależniony od zasobności portfela klienta, a nie od zasadności roszczenia.

W konsekwencji ponad 80% konsumentów zostałoby faktycznie wykluczonych z możliwości dochodzenia swoich praw, mimo że formalnie prawo by im przysługiwało. To klasyczny przykład ochrony „na papierze”, która w praktyce staje się iluzoryczna.

Podmioty działające na podstawie cesji wypełniają dziś lukę systemową, umożliwiając realizację ochrony konsumenckiej tam, gdzie indywidualny spór z bankiem jest ekonomicznie lub organizacyjnie niedostępny. Próba ustawowego zablokowania tego modelu nie poprawi sytuacji kredytobiorców – ograniczy jedynie skalę rozliczeń sektora bankowego.

Dlatego narracja o rzekomej trosce o konsumenta wymaga krytycznego spojrzenia. Prawdziwym miernikiem ochrony praw nie są deklaracje, lecz realna dostępność drogi dochodzenia roszczeń – także dla tych, którzy nie mają kilku czy kilkunastu tysięcy złotych na start procesu.

Podsumowanie i wnioski

Rola firm skupujących roszczenia w sporach dotyczących sankcji kredytu darmowego jest dziś nie do przecenienia, jednak warunkiem ich społecznej i prawnej legitymizacji jest zachowanie wysokich standardów rynkowych. Kluczowe znaczenie ma pełna i zrozumiała komunikacja z konsumentem – obejmująca rzetelną informację o tym, jakie potencjalne roszczenia mu przysługują, jaki jest aktualny kierunek orzecznictwa, a także za jaką konkretną wartość wierzytelność jest nabywana. Konsument musi mieć świadomość, czy otrzymywana kwota odpowiada realnej wartości ryzyka i potencjalnych korzyści.

Równie istotna jest jasna odpowiedź na pytanie o odpowiedzialność procesową. Konsument powinien wiedzieć, kto ponosi konsekwencje w przypadku oddalenia pozwu – zarówno finansowe, jak i prawne – oraz czy pomiędzy świadczeniem otrzymywanym „na starcie” a ewentualnymi skutkami niekorzystnego rozstrzygnięcia zachowana jest uczciwa równowaga. Brak tej przejrzystości prowadziłby do sytuacji, w której ochrona konsumenta staje się jedynie pozorna.

Warto także podkreślić, że cesja wierzytelności nie ma jednego, uniwersalnego modelu. Może przybierać formę cesji definitywnej albo przelewu powierniczego, z odmiennym rozkładem ryzyk, odpowiedzialności i korzyści dla stron. Tym bardziej uzasadnione jest oczekiwanie, że podmioty działające na tym rynku będą spełniały jasno określone standardy informacyjne, etyczne i kontraktowe.

Tylko wówczas cesja wierzytelności pozostanie tym, czym powinna być w swoim założeniu: narzędziem realnej ochrony konsumenta i mechanizmem rozliczania wadliwych praktyk rynkowych, a nie źródłem kolejnych sporów i wątpliwości co do równowagi stron.

Ustawodawca powinien skupić się na dostosowaniu prawa do realiów współczesnego rynku, ponieważ obecne regulacje nie przystają do aktualnych problemów. Zostały one stworzone wiele lat temu, w zupełnie innych warunkach gospodarczych i rynkowych. Nowe prawo powinno precyzyjnie określać, jakie informacje muszą być przekazywane konsumentowi, a jednocześnie cywilizować rynek poprzez eliminowanie podmiotów działających nieuczciwie i nadużywających mechanizmu cesji wyłącznie we własnym interesie.

Krzysztof Szymański
kontakt@krzysztofszymanski.pl

oprac. Paweł Huczko
rozwiń więcej
Prawo
Dofinansowanie z PFRON. Nowe kwoty od 1 czerwca 2026 roku
01 cze 2026

Od 1 czerwca 2026 r. wzrosły progi dochodowe oraz kwoty dofinansowań z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. To ważna informacja dla osób ubiegających się o dopłaty do turnusów rehabilitacyjnych oraz sprzętu rehabilitacyjnego.

Pracodawca może żądać informacji i o 800+, i o wysokości alimentów. Bo wpływają na wysokość dochodu na członka rodziny. Dlaczego?
01 cze 2026

Czy świadczenie 800+ należy uwzględnić przy obliczaniu dochodu na członka rodziny mającego wpływ na wysokość świadczeń socjalnych przyznawanych pracownikom z funduszu świadczeń socjalnych? Pracownicy często są zaskoczeni tym, że pracodawca wprowadził takie rozwiązanie. Pytają czy jest to zgodne z prawem?

Jawność wynagrodzeń: samo podanie „widełek” w ogłoszeniu o pracę nie wystarcza
01 cze 2026

Z danych theprotocol.it wynika, że standard jawności na rynku pracy IT się umacnia: w I kwartale 2026 roku liczba ofert z widełkami wzrosła o 34% w porównaniu z analogicznym okresem w roku poprzednim. To istotna zmiana, ale nie gwałtowna reakcja na regulacje prawne. Widełki w tej branży pojawiają się w ofertach pracy od lat ze względu na oczekiwania kandydatów, ale też nastawienie pracodawców na efektywność rekrutacji.

W 2027 r. w ZUS przymusowe obserwacje w szpitalach i dodatkowe badania. Co się zmieni [Nowelizacja]
01 cze 2026

Do tej pory podstawą skierowania przez ZUS na dodatkowe badania albo obserwację w szpitalu było rozporządzenie Ministra Polityki Społecznej w sprawie orzekania o niezdolności do pracy. Jeżeli wnioskujący o rentę nie pojawił się np. w szpitalu, to ZUS odstępował od postępowania o np. przyznanie renty. Tak poważna sankcja nie powinna być wprowadzana rozporządzeniem. Dlatego od 1 stycznia 2027 r. będzie to regulowała ustawa o systemie ubezpieczeń.

Aż trudno w to uwierzyć - paliwa znowu tanieją! Podajemy ceny benzyny i oleju napędowego na wtorek
01 cze 2026

Trwa dobra passa – ceny paliw ciągle spadają. Spełnia się marzenie kierowców – we wtorek paliwo będzie tańsze. Minister energii wydał nowe obwieszczenie, w którym określił maksymalne ceny detaliczne benzyny i oleju napędowego obowiązujące w dniu 2 czerwca. O ile stanieją paliwa? Sprawdzamy!

ZUS w czerwcu 2026 r. o prawie 10% zwiększy stan wszystkich kont emerytalnych i kapitałów początkowych
01 cze 2026

Zakład Ubezpieczeń Społecznych informuje, że w czerwcu 2026 roku stan kont ubezpieczonych w ZUS zdecydowanie wzrośnie za sprawą corocznej waloryzacji składek emerytalnych. Ta operacja bezpośrednio podniesie wysokość przyszłych świadczeń. Stan konta emerytalnego i kapitału początkowego wzrośnie o 9,81 proc., natomiast środki ulokowane na subkoncie zwiększą się o 10,61 proc. Zgromadzone na tych kontach kwoty stanowią podstawę obliczenia emerytury, co oznacza, że wyższe wskaźniki dają wyższe wypłaty w przyszłości.

Młodszy asystent sędziego - to wynagrodzenie rzędu 5000-5500 zł jeszcze dla studenta prawa. Nowe wynagrodzenia w sądach od 2026 roku
01 cze 2026

Minister Sprawiedliwości podpisał 29 maja 2026 roku rozporządzenie ustalające wynagrodzenia dla asystentów sędziów. Studenci prawa od 4. roku mogą zarabiać od 5000 do 5500 zł miesięcznie jako młodsi asystenci sędziów. Absolwenci i osoby z doświadczeniem otrzymają od 6700 do 9270 zł. To odpowiedź na odpływ młodych prawników do sektora prywatnego. Czy to uratuje sądownictwo i zachęci młodych?

Nawet 300 tys. zł premii dla młodego rolnika. MRiRW: dwa miesiące na złożenie wniosku. Jakie dokumenty trzeba złożyć?
01 cze 2026

Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi poinformowało w komunikacie, że od 1 czerwca do 30 lipca 2026 r. można składać wnioski o wsparcie na rozpoczęcie lub rozwój działalności rolniczej. To kolejny nabór w ramach Planu Strategicznego dla Wspólnej Polityki Rolnej na lata 2023-2027. W tej edycji wsparcie (premia) może wynieść nawet 300 tys. zł. Wnioski i dokumenty stanowiące załączniki do tych wniosków są przyjmowane wyłącznie drogą elektroniczną, za pośrednictwem Platformy Usług Elektronicznych Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa.

Wysoka pozycja Nawrockiego w rankingu prezydentów RP, ale z dużą stratą do pierwszego miejsca [SONDAŻ]
01 cze 2026

Karol Nawrocki jest trzeci w rankingu prezydentów III RP - wynika z sondażu opublikowanego w poniedziałek przez „Rzeczpospolitą”. 40,8 proc. respondentów jako najlepszego prezydenta wskazało Aleksandra Kwaśniewskiego, 23,5 proc. Lecha Kaczyńskiego, a Nawrockiego - 21,1 proc. - wynika z sondażu IBRiS dla „Rz”.

Czy warunki życia w Polsce sprzyjają posiadaniu dzieci? Oto co myślą Polacy
01 cze 2026

56,7 proc. badanych uważa, że warunki życia w Polsce sprzyjają posiadaniu dzieci; 81,3 proc. ocenia, że warunki rozwoju dzieci są lepsze niż 20 lat temu; 64 proc. jest zadania, że lepszy dostęp do lokali mieszkalnych poprawiłby dzietność w Polsce - wynika z badania IBRiS.

pokaż więcej
Proszę czekać...