Kategorie
Zapisz się na newsletter
Zobacz przykładowy newsletter
Zapisz się
Wpisz poprawny e-mail
Paweł Cymcyk

Menedżer Komunikacji Inwestycyjnej ING TFI S.A.

Paweł Cymcyk – od ponad 5 lat bezpośrednio związany z rynkami finansowymi. Pierwsze doświadczenia zdobywał jako analityk walutowy.

Posiada licencję maklera papierów wartościowych z uprawnieniami do wykonywania czynności doradztwa inwestycyjnego nr 2031 wydaną przez Komisję Nadzoru Finansowego (KNF) oraz uczestniczy w prestiżowym programie CFA Institute, w którym w czerwcu 2011 roku będzie podchodził do drugiego poziomu uzyskania tytułu CFA. Obecnie pracuje jako główny analityk rynków finansowych w A-Z Finanse S.A. oraz w swojej firmie prowadzi szkolenia z zakresu matematyki finansowej, makroekonomii, instrumentów pochodnych oraz analizy i wyceny przedsiębiorstw. Wcześniej był zatrudniony jako analityk produktów inwestycyjnych w Xelion.Doradcy Finansowi Sp. z o.o.

Ponadto jest autorem codziennych komentarzy giełdowych i makroekonomicznych dla prasy, telewizji oraz największych internetowych serwisów finansowych i inwestycyjnych. Jest również członkiem Związku Maklerów i Doradców (ZMID), gdzie między innymi prowadzi zajęcia z matematyki finansowej na kursie maklerskim organizowanym przez ZMID. Dodatkowo jest prelegentem na kursie Analityka Giełdowego organizowanym przez GG Parkiet, na którym przedstawia konstrukcje i znaczenie wskaźników makroekonomicznych.
 

W środę 30 listopada banki centralne z sześciu krajów przygotowały dla rynków ciężki worek pełen dolarów, zwiększając płynność pieniądza. Banki centralne USA, Europy, Anglii, Japonii, Kanady i Szwajcarii obniżyły koszt amerykańskiego długu o 50 punktów bazowych, co przyniosło rynkom niewątpliwą ulgę.
Po dzisiejszym wystąpieniu Bena Bernanke można spodziewać się wszystkiego – zarówno worka z prezentami, jak i kota w worku. Jaką niespodziankę naszykuje inwestorom szef FED?
W dzień przed długo oczekiwanym wystąpieniem Bena Bernanke inwestorów nie niepokoiły żadne negatywne publikacje makroekonomiczne. Uczestnicy rynku liczą na to, że szef Fed zaproponuje podjęcie działań, które pozwoliłyby skutecznie stymulować amerykańską gospodarkę.
W trzecim tygodniu sierpnia na giełdach rozpętało się istne piekło. Można by spodziewać się, że sytuacja wróci do normy, a inwestorzy pogodzą się z obniżonym ratingiem USA, ale fatalne wskaźniki makroekonomiczne sprawiły, że sytuacja zmieniła się diametralnie. Które publikacje wywołały największą wyprzedaż? Ekspert analizuje przyczyny paniki wśród uczestników rynku.
Po emocjach z poprzedniego tygodnia dzisiaj uczestnicy rynku mieli chwilę, żeby odetchnąć. Indeks naszych dwudziestu największych spółek rozpoczął dzień na niewielkim minusie, ale w krótkim czasie WIG20 zdołał odrobić straty. Sytuacja unormowała się.
W piątek miała miejsce kolejna sesja, która mogła wpędzić inwestorów w depresję. Przez panujący od rana pesymizm WIG20 stracił 3 proc. Biorąc pod uwagę czwartkową panikę na giełdzie, istnieją podstawy do tego, aby mówić o próbach testowania dołków z ubiegłego tygodnia.
Przez 70 lat agencja S&P uważała USA za kraj, który nie może zbankrutować. Od 1917 roku Stany Zjednoczone uchodziły za najbardziej wiarygodnego dłużnika. W piątek szczęście odwróciło się jednak od Ameryki. Rating USA został obniżony.
Przez 70 lat agencja S&P uważała USA za kraj, który nie może zbankrutować. Od 1917 roku Stany Zjednoczone uchodziły za najbardziej wiarygodnego dłużnika. W piątek szczęście odwróciło się jednak od Ameryki. Rating USA został obniżony.
Osoby, które myślały, że sytuacja na rynkach jest już naprawdę zła, przekonały się, że może być jeszcze gorzej. W czwartek pesymistyczne nastawienie inwestorów nabrało rozmiarów.
W środę rano na GPW nic nie wskazywało na to, że będzie to najgorszy dzień w roku. Mimo że frank pobił nowe rekordy, to zapowiedź interwencji na rynku przez Bank Szwajcarii na chwilę odwróciła uwagę inwestorów. Niemniej nie skończyły się na tym problemy na parkiecie i z każdą następną godziną notowania były coraz gorsze.
Po zakończeniu poniedziałkowej sesji wydawało się, że byki są w tarapatach. Inwestorzy nie dostali zasłużonego odpoczynku po podjęciu konkretnych ustaleń w sprawie amerykańskiego zadłużenia. Niestety, seria wyjątkowo słabych danych makroekonomicznych jeszcze nie dobiegła końca. Towarzyszyła jej przecena europejskich akcji i obligacji oraz wzrost popytu na złoto i franka.
Nic nie wskazywało na to, że nowy tydzień rozpocznie się źle. Dzięki porozumieniu Demokratów i Republikanów w kwestii limitu zadłużenia, groźba bankructwa USA, jeżeli nie straciła racji bytu, to przynajmniej przestała doskwierać tak bardzo inwestorom. Atmosferę popsuły jednak fatalne dane makroekonomiczne.
Inwestorzy na całym świecie z niecierpliwością czekali na oficjalne ogłoszenie wyników czwartkowego spotkania na szczycie. Nurtująca była kwestia wypracowania stanowiska, które stanowiłoby kompromis między sektorem prywatnym i publicznym. Zachowanie rynków w czwartek po południu sugerowało wyraźnie, że podczas zjazdu przedstawicieli państw strefy euro zostaną podjęte konkretne decyzje.
W czwartek sytuacja na rynkach odwróciła się o 180 stopni. Sesja rozpoczęła się w bardzo złych nastrojach – wszak dzień wcześniej notowania w USA wypadły słabo. Ponadto z Chin napłynęły pesymistyczne informacje o produkcji, której dynamika spadku jest najszybsza od marca 2009 roku.
Dzisiaj miało się rozstrzygnąć to, czy po największej, tegorocznej przecenie znajdą się chętni na ulokowanie swojego kapitału na giełdzie. Początek sesji przebiegał pomyślnie dla WIG20 – indeks dwudziestu największych spółek zdołał dotrzeć do 2700 pkt. Niestety nie udało mu się trwale przełamać tej bariery i przez resztę dnia zaliczał spadki.
W dniu dzisiejszym miała miejsce przecena, która dosięgła również polski parkiet. Nie trudno jest o jej wytłumaczenie: rynki w dalszym ciągu borykają się z takimi problemami, jak traktowanie z dużą rezerwą wyników stress-testów europejskich banków, kwestia limitu zadłużenia USA i spadająca wartość hiszpańskich obligacji – Madryt to kolejny kraj, który znalazł się na liście pretendentów do bankructwa.
W czwartek zmienność indeksów na giełdzie była ograniczana do minimum, wręcz porównywalna z Sylwestrem czy okresem świątecznym. To nietypowe, biorąc pod uwagę, że wczorajszy dzień obfitował w wydarzenia około rynkowe.
Chociaż w czwartek rano inwestorzy patrzyli z pewną dozą niepokoju na analizę techniczną, seria dobrych informacji pod koniec sesji wsparła popyt. Odcięcie dywidendy od KGHM, które nastąpiło w środę, pomogło niedźwiedziom zepchnąć WIG20 o blisko 30 pkt. Sztuczny dystans, dzielący indeks blue chipów od poziomu 2800 pkt., został jednak zmniejszony.
4 lipca Amerykanie obchodzą Dzień Niepodległości, toteż tamtejsze rynki były nieczynne. Z tego powodu aktywność inwestorów została poważnie ograniczona, a obroty na giełdzie okazały się minimalne. Również nasz parkiet poddał się ogólnie panującemu marazmowi.
Piątkowa sesja na giełdzie zdominowana była przez dwa tematy. Po przyjęciu przez Grecję programu oszczędnościowego, w czwartek inwestorom dopisały pozytywne nastroje, które utrzymywały się również dzisiaj. Atmosferę potęgowały umiarkowanie dobre publikacje makroekonomiczne.