REKLAMA

REKLAMA

Kategorie
Zaloguj się

Zarejestruj się

Proszę podać poprawny adres e-mail Hasło musi zawierać min. 3 znaki i max. 12 znaków
* - pole obowiązkowe
Przypomnij hasło
Witaj
Usuń konto
Aktualizacja danych
  Informacja
Twoje dane będą wykorzystywane do certyfikatów.
Izabella Tymińska

Zajmuje się doradztwem z zakresu przepisów prawa celnego, importem i eksportem towarów i usług, analizą finansowo-ekonomiczną kontraktów międzynarodowych.

Specjalizuje się w sprawach z tzw. „górnej półki trudności”, zawiłych i nietypowych. Wieloletni pracownik Urzędu Celnego. Przez wiele lat pracowała dla firm logistycznych i spedycyjnych, gdzie piastowała m.in. funkcję członka zarządu.

Jest wykładowcą na Akademii Sztuki Wojennej na Wydziale Zarządzania i Dowodzenia w Instytucie Logistyki w Warszawie. Wykładała w Szkole Wyższej w Warszawie ALMAMER, Wyższej Szkole Cła i Logistyki czy Uczelni Techniczno – Handlowej. Absolwentka Ekonomii, Logistyki, Stosunków Międzynarodowych, Zarządzania oraz Ekonomiki Obronności.

https://www.linkedin.com/in/dr-izabella-tymińska-ekspert-celny/

https://www.facebook.com/Ekspert.celny.Doradztwo.celne/

Zmiany dotyczące właściwości miejscowej organów celnych, które weszły w życie w kwietniu 2026 r., mogą wydawać się techniczną korektą administracyjną. W praktyce jednak ich znaczenie może sięgać znacznie dalej. Dla importerów, eksporterów, agencji celnych i operatorów logistycznych to nie tylko pytanie, który urząd będzie prowadził sprawę. To również pytanie o ciągłość postępowań, bezpieczeństwo pozwoleń, ryzyko proceduralne i kierunek, w jakim zmierza administracja celna.
Dotychczas kontrola celna była dla wielu przedsiębiorców zdarzeniem incydentalnym – często losowym, ograniczonym do wybranych zgłoszeń lub konkretnych transakcji. Nadchodzące zmiany w unijnym systemie celnym całkowicie odwracają tę logikę. Wraz z reformą Unijnego Kodeksu Celnego kontrola przestaje być zdarzeniem – staje się procesem ciągłym. Pojawia się więc fundamentalne pytanie: czy importerzy w praktyce znajdą się pod stałym monitoringiem organów?

REKLAMA

Błędna klasyfikacja taryfowa w imporcie to jeden z najczęstszych i jednocześnie najdroższych błędów w handlu międzynarodowym. Pozornie „techniczny” numer CN/HS w rzeczywistości decyduje o podstawowej stawce cła oraz dodatkowych stawkach celnych, możliwości zastosowania środków ochrony handlu, obowiązkach regulacyjnych, a często także o tym, czy towar zostanie sprawnie dopuszczony do obrotu, czy stanie się przedmiotem kontroli. Dobra wiadomość jest taka, że ryzyko taryfikacyjne można skutecznie ograniczyć – pod warunkiem odejścia od intuicyjnego podejścia i wdrożenia uporządkowanego, opartego na danych procesu klasyfikacji.
W imporcie liczy się nie tylko to, co sprowadzasz, ale również skąd to pochodzi w sensie prawnym. Pochodzenie towaru nie jest „krajem dostawcy” ani „miejscem magazynu”, lecz formalny status wynikający z reguł unijnych i międzynarodowych przypisanych do danego towaru. Co istotne – dopiero po ustaleniu pochodzenia można w ogóle rozważać preferencje taryfowe, czyli obniżone lub zerowe cło. Błąd w tym obszarze potrafi kosztować firmę znacznie więcej niż różnica w stawce celnej: może uruchomić korekty, dopłaty, odsetki, a nawet odpowiedzialność w obszarze compliance.

REKLAMA

Przedsiębiorcy coraz częściej mierzą się z sytuacją, w której przesyłka importowa lub tranzytowa zawiera towary o różnym statusie celnym, różnej gotowości dokumentacyjnej lub różnej dostępności certyfikatów wymaganych do dopuszczenia do obrotu. W takich przypadkach pojawia się potrzeba tzw. zwolnienia częściowego – czyli objęcia odprawą tylko tej części ładunku, która spełnia wymogi, przy jednoczesnym utrzymaniu pozostałych towarów pod dozorem. To rozwiązanie legalne i praktyczne, ale wymagające starannego podejścia, aby uniknąć błędów proceduralnych. Poniżej wyjaśniamy, jakie są wyzwania oraz jak w praktyce bezpiecznie przeprowadzić zwolnienie częściowe.
Towary takie jak gaz ziemny, energia elektryczna, ciepło czy woda przemieszczają się nie w kontenerach, lecz w rurociągach i sieciach przesyłowych. Mimo zupełnie innej fizycznej formuły transportu, w świetle unijnych regulacji celnych traktowane są jak każdy inny towar. To jednak nie oznacza, że formalności są proste. Przepisy przewidują szczególne zasady przedstawiania, zgłaszania oraz potwierdzania ich wyprowadzenia z UE. Brak danych operatora, zgłoszenia wywozowego czy potwierdzenia CC599C może sprawić, że legalny przepływ zostanie uznany za wyprowadzenie poza dozorem celnym.
Unia Europejska przyspiesza największą od dekad reformę systemu celnego w e-commerce: od 2026 r. cła będą naliczane od każdej paczki spoza UE, a zwolnienie z opłat dla przesyłek do 150 euro zniknie. Decyzja Rady UE to reakcja na lawinowy wzrost importu tanich towarów z Chin i masowe zaniżanie wartości przesyłek. Nowe regulacje uderzą w platformy takie jak Shein, Temu i AliExpress, a dla konsumentów oznaczają koniec ery „paczki za kilka euro”.
Od listopada 2025 r. polskie organy celne zaostrzają podejście do wystawiania świadectw pochodzenia EUR.1 dla używanych samochodów osobowych i ciężarowych. Zgodnie z komunikatem Departamentu Ceł, przeprowadzony monitoring ujawnił liczne nieprawidłowości w dokumentowaniu unijnego pochodzenia takich pojazdów, a w szczególności – brak wiarygodnych dowodów na spełnienie reguł pochodzenia. W konsekwencji resort rekomenduje rygorystyczne podejście do wniosków o wystawienie świadectw przewozowych EUR.1.
Wyobraźmy sobie typowy dzień w polskiej firmie eksportującej jabłka. Towar gotowy, kontrahent zarejestrowany na Łotwie, formalności załatwione – wszystko wydaje się proste. Ale niespodziewanie pojawia się problem: jabłka wylądowały w Białorusi. I nagle w centrum uwagi znajduje się VAT – czy to wciąż wewnątrzwspólnotowa dostawa towarów (WDT), czy już eksport?
Eksport towarów poza Unię Europejską jest procesem wieloetapowym i wymaga zarówno sprawnej logistyki, jak i poprawnego dopełnienia obowiązków celnych oraz podatkowych. Pomimo starannego przygotowania, czasami zdarzają się sytuacje, w których kontrakt handlowy nie zostaje zrealizowany – odbiorca w kraju trzecim z różnych powodów nie przyjmuje przesyłki. W rezultacie towar wraca na teren Unii, co rodzi szereg pytań: jak ująć taki zwrot w dokumentacji? czy trzeba korygować rozliczenia podatkowe? jak ponownie wysłać towar zgodnie z przepisami?
Jutro, w czwartek o godz. 0.01 w nocy, zostaną ponownie otwarte przejścia graniczne z Białorusią. Dwutygodniowy okres zamknięcia tej granicy to poważny wstrząs dla polskiej i europejskiej gospodarki. Zatrzymanie transportu na jednym z kluczowych korytarzy handlowych Unii Europejskiej – Jedwabnym Szlaku – powoduje straty liczone w setkach milionów euro, a skutki odczuwają nie tylko przedsiębiorstwa, lecz także konsumenci i lokalne społeczności.
W codziennej praktyce handlu zagranicznego przedsiębiorcy przywiązują ogromną wagę do dokumentacji celnej. To ona daje gwarancję bezpieczeństwa podatkowego, prawa do zastosowania stawki 0% VAT i pewność, że transakcja została prawidłowo rozliczona. Zdarzają się jednak sytuacje wyjątkowe, w których samolot z towarem już odleciał, statek odpłynął, a zgłoszenie eksportowe… nie zostało złożone. Czy w takiej sytuacji eksporter ma jeszcze szansę naprawić błąd?
Polska zdecydowała o czasowym zamknięciu kolejowych przejść granicznych z Białorusią, w tym kluczowego węzła w Małaszewiczach. Powodem są zakrojone na szeroką skalę rosyjsko-białoruskie manewry wojskowe Zapad-2025. Decyzja ta, choć motywowana względami bezpieczeństwa, rodzi poważne skutki gospodarcze i logistyczne, uderzając w europejsko-azjatyckie łańcuchy dostaw.
W obrocie towarowym czas to pieniądz. Dlatego przedsiębiorcy chętnie korzystają z możliwości, jakie daje art. 194 ust. 1 Unijnego Kodeksu Celnego (UKC) – przepis pozwalający zwolnić towar do obrotu, nawet jeśli weryfikacja w urzędzie celno-skarbowym wciąż trwa. Brzmi jak wyjątek od reguły? Tak jest, ale w praktyce może być to realne ułatwienie, pod warunkiem, że spełnione są ściśle określone warunki i złożony wniosek do UCS.
Wiążąca informacja taryfowa (WIT) to instytucja, która może zadecydować o przewidywalności kosztów importu i eksportu towarów w Unii Europejskiej. Choć jej zakres jest ściśle ograniczony, dla przedsiębiorcy oznacza gwarancję, że określony towar zostanie zaklasyfikowany według wskazanej pozycji taryfowej, a wysokość należności celnych będzie znana z wyprzedzeniem. W praktyce WIT to połączenie prawnej pewności i praktycznego ułatwienia w codziennym handlu transgranicznym.
W dobie sankcji, wojny za granicą i zaostrzonego nadzoru eksportu, firmy spedycyjne nie mogą działać automatycznie. Brak weryfikacji dokumentów, analizy zleceń czy ryzyk sankcyjnych może prowadzić do współodpowiedzialności prawnej, utraty licencji i długofalowych strat reputacyjnych.
Nowy, 18. pakiet unijnych sankcji wobec Rosji radykalnie zaostrza wymogi wobec firm działających w handlu międzynarodowym. Obejmuje nie tylko zakazy eksportowe, lecz także obowiązek aktywnego monitorowania partnerów i kontroli dalszego obrotu towarami. Przedsiębiorstwa muszą pilnie dostosować swoje procedury compliance.
Od czerwca 2025 r. unijne służby celne rozpoczęły skoordynowane i intensywne kontrole firm posiadających status upoważnionego eksportera (UE) oraz zarejestrowanego eksportera (REX). Działania te są odpowiedzią na narastające nieprawidłowości w dokumentowaniu preferencyjnego pochodzenia towarów i mają na celu uszczelnienie systemu celnego w ramach umów o wolnym handlu.
W czasach zglobalizowanego handlu i zaostrzonych kontroli podatkowo-celnych coraz częściej przedsiębiorcy stają przed wyzwaniem udowodnienia wywozu towarów poza Unię Europejską. Jednym z narzędzi, które może odegrać w tym procesie kluczową rolę, jest poświadczone przez organy celne zgłoszenie celne importowe dokonane w kraju trzecim.
Niepozorny ciąg cyfr może przesądzić o powodzeniu lub porażce międzynarodowej transakcji. W świecie handlu zagranicznego poprawna klasyfikacja taryfowa towarów to nie wybór – to konieczność.

REKLAMA