REKLAMA
Zarejestruj się
REKLAMA
Będzie więcej kobiet w organach spółek publicznych - minimum 33%. To wynik opóźnionej implementacji przez Polskę unijnej dyrektywy Women on Boards. Nawet 500 tys. zł kary za nierespektowanie nowych przepisów. Na jakim etapie są prace legislacyjne?
Brak kobiet na najwyższych stanowiskach to nie naturalny efekt procesów rynkowych, a konsekwencja barier. Rada Ministrów pracuje nad rozwiązaniami z dyrektywy Women on Boards. Parytety - czy płeć zacznie liczyć się bardziej niż kompetencje? To błędne założenie, że dziś o awansach i nominacjach decydują wyłącznie kwalifikacje. Gdyby tak było, trudno byłoby wyjaśnić, dlaczego kobiety – stanowiące połowę społeczeństwa, coraz częściej lepiej wykształcone od mężczyzn i osiągają porównywalne wyniki biznesowe – pozostają tak słabo reprezentowane na najwyższych szczeblach zarządzania.
Duże polskie spółki mają czas do 30 czerwca na spełnienie unijnego wymogu minimum 33-procentowego udziału kobiet w zarządach i radach nadzorczych, wynikającego z dyrektywy Women on Boards. Tymczasem na koniec 2025 roku odsetek ten wynosił zaledwie 19,9 proc. Oznacza to bardzo dużą lukę, którą trzeba będzie uzupełnić w ekstremalnie krótkim czasie. Czy i ewentualnie jak poprawi się sytuacja kobiet na rynku pracy?
Ponad 100 największych firm na GPW musi dostosować skład władz do dyrektywy Women on Boards. Ile jest kobiet w zarządach i radach nadzorczych? Okazuje się, że tylko 13,6% wszystkich spółek GPW miało kobiety w zarządzie, a 18,7% w radzie nadzorczej. Liczby te rosną, ale zbyt wolno.
REKLAMA
W 2026 r. w radach nadzorczych i zarządach musi być odpowiednia reprezentacja płci. W związku z tym, że przeważają mężczyźni, nowe przepisy wprowadzają de facto obowiązek zapewnienia 33-40% kobiet ogólnej liczby osób zasiadających w radach nadzorczych i zarządach przedsiębiorstw. Czy Polskie firmy są na to gotowe? Jak wdrożyć dyrektywę Women on Boards?
REKLAMA
REKLAMA