Od 2008 r. ceny mieszkań, zwłaszcza tych z rynku pierwotnego, znajdują się w trendzie spadkowym, a więc dostępność mieszkaniowa powinna się stopniowo zwiększać. Niestety, jak to często bywa i w tym wypadku rzeczywistość nie do końca pokrywa się z teorią. Na to, czy łatwiej jest o własne mieszkanie, czy wręcz przeciwnie – oprócz samych cen mają wpływ jeszcze inne czynniki. Jakie?
W drugim kwartale 2011 roku zostaną zmienione limity cen w programie „Rodzina na Swoim”. W większości miast zostaną one zwiększone. Jednak nie wszędzie tak będzie, w Łodzi, Białymstoku i Olsztynie limity te spadną. Parlament podjął prace mające na celu wprowadzenie zmian w programie „Rodzina na Swoim”, mogą one doprowadzić do zamrożenia programu w niektórych miastach, na przykład w Katowicach, w Lublinie, w Poznaniu i we Wrocławiu.
Kierując się wyborem nowego mieszkania zwracamy uwagę na lokalizacje, otoczenie, standard budynku, czy jego funkcjonalność. Jednak od jakiegoś czasu coraz częściej z nas zwraca uwagę na koszty utrzymania lokalu. Szukamy korzystnych rozwiązań ocieplenia budynku, czy zużycia wody, które w przyszłości przełożą się na niższe rachunki.
Największym zainteresowaniem, w lutym 2011 roku, cieszyły się mieszkania o średniej powierzchni 51,3 m2. Natomiast, w tym samym czasie, spółdzielnie oferowały nabywcom mieszkania o powierzchni 61,7 m2. Z kolei deweloperzy oddali do użytku lokale za duże średnio 15,9 m2. Można sobie wyobrazić, że nabywcom, w taki czy inny sposób, zaoferowano o jeden pokój więcej, niż tego potrzebowali.
Ilość rozpoczynanych inwestycji w lutym tego roku zwiększyła się aż o 13%. Jednak nie dotyczy to wszystkich, spółdzielnie nadal mają zastój. Za to deweloperzy i inwestorzy prywatni wyszli z impasu. Z drugiej strony zaś w tym samym czasie, spadła liczba wydawanych pozwoleń. Zmniejszyła się również liczba mieszkań oddanych do użytkowania, klucze oddano do 8,5 tys. mieszkań. Za słaby wynik, w dalszym ciągu, jest obwiniany kryzys.