REKLAMA
Zarejestruj się
REKLAMA
Są przyjęte dwa projekty ustaw wdrażające unijny akt o usługach cyfrowych (DSA). Nowe przepisy mają zmusić platformy internetowe do większej przejrzystości – masz wiedzieć, kto płaci za reklamę, którą widzisz, platformy muszą uzasadniać usunięcie posta, a naukowcy dostaną dostęp do danych. W 2025 r. platformy usunęły tylko 12% zgłoszeń dezinformacyjnych z NASK. Nowe przepisy to koniec patologii?
Opublikowany 3 lutego 2026 r. raport Komisji Sądownictwa Izby Reprezentantów USA szczegółowo opisuje trwającą od dziesięciu lat kampanię Komisji Europejskiej, mającą na celu przejęcie kontroli nad narracją w internecie. Dokument, oparty na tysiącach wewnętrznych dokumentów firm technologicznych, dowodzi, że europejskie regulacje – z Aktem o usługach cyfrowych (DSA) na czele – są wykorzystywane do zmuszania amerykańskich gigantów technologicznych, takich jak Google, Meta czy TikTok, do cenzurowania legalnych wypowiedzi politycznych, co bezpośrednio uderza w wolność słowa obywateli Stanów Zjednoczonych.
Bruksela przesadza z regulacjami? Prezes UODO twierdzi coś odwrotnego: na deepfake’i UE wciąż nie ma kompletnych narzędzi, a Polska powinna dopisać własne, ostrzejsze przepisy. Po wecie prezydenta do ustawy wdrażającej DSA temat wraca na stół – i może wrócić z większą siłą.
To trzęsienie ziemi, które odczujemy wszyscy. W piątek, 9 stycznia 2026 r., prezydent Karol Nawrocki powiedział stanowcze NIE nowym przepisom o Internecie. Jego weto do ustawy wdrażającej unijne DSA to zimny prysznic dla rządu i prezent dla wielkich korporacji. Mieliśmy zyskać ochronę w sieci, a zostajemy na dzikim zachodzie. Dlaczego ustawa trafiła do kosza i co teraz zrobią Google, Meta i inni?
REKLAMA
Firmy w Europie będą musiały zadbać o większe bezpieczeństwo swoich platform – zaczyna obowiązywać Akt o Usługach Cyfrowych. Nowe przepisy mają eliminować nielegalne treści i na przykład zapanować nad żywiołowym rozwojem reklam w mediach społecznościowych.
REKLAMA
REKLAMA