REKLAMA
Zarejestruj się
REKLAMA
Niedawna wypowiedź wiceminister edukacji Katarzyny Lubnauer dotycząca braku możliwości przeprowadzenia egzaminów klasyfikacyjnych online dla uczniów w edukacji domowej otworzyła istotną debatę o kierunku rozwoju polskiej szkoły. Kluczowym argumentem, który przeważył szalę na niekorzyść cyfrowej formy sprawdzania wiedzy, stała się obawa przed brakiem samodzielności uczniów i powszechnym zjawiskiem ściągania. Z perspektywy osoby działającej w branży amerykańskiej edukacji online - dostarczanej również polskim uczniom realizującym obowiązek nauki w szkołach zagranicznych - problem ten wygląda zupełnie inaczej. Doświadczenie praktyczne pokazuje, że trudności z rzetelnością oceniania nie wynikają z samego faktu prowadzenia egzaminów online, lecz z niedostosowania metod dydaktycznych i narzędzi ewaluacji do realiów współczesnej edukacji.
O granicach pojęć i odpowiedzialności w czasach edukacji poza szkołą - pisze Wojciech Bachalski, dyrektor zarządzający JDJ International Open Schools.
Wiceprezydent Warszawy Renata Kaznowska: Dziś do edukacji domowej może trafić każde dziecko. To ma i w dłuższej perspektywie będzie mieć poważne konsekwencje. Wiceprezydent udzieliła wywiadu dla Serwisu Samorządowego PAP.
Zdalne nauczanie stało się w ostatnich latach jedną z największych zmian w edukacji. Choć bywa postrzegane jako wyzwanie, dla wielu uczniów jest też idealnym rozwiązaniem. Dzieci zmagające się z lękiem społecznym, nadwrażliwością, problemami zdrowotnymi czy neuroatypowością często czują się przytłoczone tradycyjnym środowiskiem szkolnym, które narzuca określony rytm i styl nauki. W ich przypadku elastyczna edukacja online pozwala na dostosowanie tempa pracy, zmniejszenie stresu związanego z bezpośrednią interakcją rówieśniczą oraz stworzenie komfortowych warunków do nauki. To model, który może nie tylko minimalizować trudności, ale także wzmacniać poczucie bezpieczeństwa i motywację do nauki.
REKLAMA
Edukacja domowa (z ang. homeschooling), to nic innego, jak spełnianie obowiązku nauki lub obowiązku szkolnego poza przedszkolem i/lub szkołą, w ramach której, to rodzice lub opiekunowie prawni dziecka, przejmują na siebie obowiązek jego nauczania. Z roku na rok, staje się ona, w Polsce, coraz popularniejsza, do czego – z dużym prawdopodobieństwem – przyczyniły się doświadczenia ostatnich lat, związane z pandemią COVID-19 i będą jej efektem – przymusową nauką zdalną. Zgodnie z danymi Ministerstwa Edukacji Narodowej – w roku szkolnym 2023/2024 – liczba uczniów w edukacji domowej wrosła o 40 proc., w stosunku do roku szkolnego 2022/2023.
Minister edukacji Barbara Nowacka poinformowała 18 lipca 2024 r., że kuratoria przyjrzą się wynikom egzaminów maturalnych w Szkole w Chmurze oraz temu, jak mają się one do ocen końcowych uczniów. Oceny te były wyjątkowo wysokie i nie przekładają się na wyniki matur - dodała.
Mamy nowy 2024 rok, nowy rząd ale stare zasady finansowania. Środowisko edukacji domowej liczy na nowelizację. Ich prośby i apele zauważył Rzecznik Praw Obywatelskich.
Tysiące polskich uczniów boryka się z wykluczeniem komunikacyjnym. Zimą doskwiera to szczególnie. Czy tak musi wyglądać rzeczywistość uczniów i czy naprawdę nie ma innego rozwiązania?
REKLAMA
Edukacja domowa. W tym roku szkolnym z edukacji domowej skorzystało już 48 tys. uczniów. Co za tym idzie, powiększyło się grono nauczycieli, bowiem za edukację w tym alternatywnym sposobie nauczania odpowiada rodzic lub opiekun prawny.
Edukacja domowa pozwala dzieciom na naukę w domu. Dla kogo będzie odpowiednia? Aby móc uczyć się w trybie edukacji domowej należy złożyć wniosek. Jak to zrobić?
Jeżeli licealista wykorzysta nieuwagę lub brak uwagi, brak zainteresowania jednego z rodziców, który podpisze mu zgodę na to, by odszedł ze zwykłej, tradycyjnej szkoły tylko po to by nie wstawać rano na godzinę 8.00, leżeć w łóżku do 12.00, uczyć się w sposób zdalny (...) , a następnie myśleć, że jakoś zda egzaminy klasyfikacyjnej, to to nie ma nic wspólnego z edukacją, a na pewno z edukacją domową.
Szkoły wspierające uczniów w ED pobierają z budżetu państwa subwencję (dzięki temu większość z nich jest z punktu widzenia uczniów darmowa). Co prawda jest ona niższa niż na dzieci, które kształcą się stacjonarnie, ale przelewy idą w miliony złotych, a to budzi zastrzeżenia samorządowców, którzy naciskają w tej sprawie na PiS.
REKLAMA