Bezwzględny zakaz pracy w takie dni. Wielkie zmiany dla milionów Polaków

REKLAMA
REKLAMA
Żar poleje się z nieba, ostrzegają synoptycy. W tym tygodniu dotrze do Polski pierwsza w tym roku fala upałów. Słupki rtęci przekroczą 30 stopni. Do tej alarmistycznej prognozy pogody nie przystają prawne regulacje. Rząd od końca 2024 roku próbuje wprowadzić pierwsze w historii konkretne limity temperatury dla miejsc pracy, ale kolejne wersje projektu pokazują, że znalezienie granicy między bezpieczeństwem pracowników a kosztami dla pracodawców okazuje się trudniejsze, niż mogło się wydawać.
- Dwa lata zwłoki i trzy podejścia do tego samego problemu
- Po przekroczeniu progu pracodawca będzie musiał działać
- Jeden szczegół, który budzi największe kontrowersje
- Nie wszyscy zostaną objęci ochroną
- Lato 2026 bez nowych przepisów. Co mogą zrobić pracownicy już teraz?
Dwa lata zwłoki i trzy podejścia do tego samego problemu
Prace nad zmianą przepisów rozpoczęły się pod koniec 2024 roku. Ministerstwo chciało po raz pierwszy wprowadzić do polskiego prawa konkretne limity temperatury, po których przekroczeniu pracodawca musiałby reagować. Pierwsza wersja projektu okazała się jednak wyjątkowo skomplikowana.
REKLAMA
Resort zaproponował wtedy, by dopuszczalną temperaturę pracy uzależnić od tak zwanego tempa metabolizmu pracownika. W praktyce oznaczałoby to konieczność określania wydatku energetycznego organizmu podczas wykonywania konkretnych obowiązków, a następnie wyznaczania na tej podstawie progów bezpieczeństwa.
Pomysł szybko spotkał się z krytyką. Eksperci zwracali uwagę, że takie rozwiązanie może dobrze wyglądać na papierze, ale trudno wyobrazić sobie jego stosowanie w codziennym funkcjonowaniu zakładów pracy. Jak przypomina serwis warszawawpigulce.pl zastępca szefa KPRM Grzegorz Karpiński mówił wprost, że mierzenie metabolizmu pracowników jest niewykonalne w praktyce, a proponowany próg 32 stopni dla ciężkich prac wykonywanych na zewnątrz „może prowadzić do przerw na budowach”.
Druga wersja projektu była prostsza, ale nie uspokoiła pracodawców. Organizacje przedsiębiorców przekonywały, że firmy nie zdążą dostosować budynków, procedur i organizacji pracy do nowych wymogów.
W efekcie 27 czerwca 2025 roku na stronie Rządowego Centrum Legislacji pojawiła się trzecia wersja projektu. Zachowano w niej wcześniejsze progi temperatur, ale przesunięto termin wejścia w życie przepisów na 1 stycznia 2027 roku. Ministerstwo tłumaczyło, że jest to „kompromis osiągnięty na etapie konsultacji, uwzględniający konieczność dostosowania wewnętrznych regulacji i warunków pracy”.
Po stronie związków zawodowych trudno jednak było znaleźć entuzjazm. „Pracodawcy dostali półtora roku więcej na zamontowanie klimatyzacji. Pracownicy dostali kolejne dwa lata siedzenia w saunie” – komentował cytowany przez warszawski serwis Paweł Śmigielski z Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych. Jednocześnie przyznawał, że sama treść najnowszej wersji projektu jest korzystniejsza dla pracowników niż wcześniejsze propozycje. Powód jest jeden: pojawił się w niej wyraźny zakaz wykonywania pracy po przekroczeniu określonych temperatur.
Po przekroczeniu progu pracodawca będzie musiał działać
Projekt zakłada dwa poziomy ochrony, wyjaśnia warszawawpigulce.pl. Pierwszy zaczynałby obowiązywać już przy temperaturze 28 stopni Celsjusza w pomieszczeniach przeznaczonych do pracy lekkiej i biurowej oraz przy 25 stopniach w przypadku ciężkiej pracy fizycznej. W takiej sytuacji pracodawca musiałby podjąć działania ograniczające skutki upału. W pierwszej kolejności chodzi o rozwiązania techniczne, takie jak klimatyzacja, wentylacja czy osłony przeciwsłoneczne. Jeżeli ich zastosowanie nie byłoby możliwe, konieczne stałyby się działania organizacyjne: skrócenie czasu pracy, dodatkowe przerwy, zmiana godzin wykonywania obowiązków lub skierowanie pracowników do pracy zdalnej.
Drugi poziom ochrony jest znacznie bardziej rygorystyczny. Projekt przewiduje bezwzględny zakaz wykonywania pracy po przekroczeniu 35 stopni Celsjusza w pomieszczeniach oraz 32 stopni podczas ciężkiej pracy fizycznej wykonywanej na otwartej przestrzeni. Wyjątek dotyczyłby jedynie sytuacji, w których przerwanie pracy jest niemożliwe ze względów technologicznych, na przykład przy obsłudze pieców hutniczych.
Jeden szczegół, który budzi największe kontrowersje
Związkowcy zwracają uwagę na zapis, który może mieć ogromne znaczenie w praktyce. Zakaz pracy miałby obowiązywać wyłącznie w czasie rzeczywistego przekroczenia określonej temperatury. Nie dotyczyłby więc całego dnia objętego ostrzeżeniem meteorologicznym ani nawet całej zmiany roboczej. Jeśli termometr pokaże 34,9 stopnia, pracodawca nadal będzie mógł wymagać wykonywania obowiązków. Zakaz uruchomi się dopiero po osiągnięciu 35 stopni.
W praktyce może to oznaczać sytuację, w której o godzinie 8 rano praca odbywa się normalnie, w południe zostaje wstrzymana, a późnym popołudniem ponownie rusza. Zdaniem przedstawicieli OPZZ taki mechanizm nie uwzględnia faktu, że obciążenie organizmu wysoką temperaturą narasta przez wiele godzin i nie zaczyna się dopiero w momencie przekroczenia ustawowego progu.
Projekt nakłada również na pracodawców nowy obowiązek monitorowania temperatury w miejscu pracy i przechowywania wyników pomiarów. Dokumentacja miałaby stanowić dowód przestrzegania przepisów.
Konsekwencje ich naruszenia mogą być poważne. Jeżeli pracodawca zmuszałby pracowników do wykonywania obowiązków mimo przekroczonych limitów temperatury, mógłby odpowiadać na podstawie art. 220 Kodeksu karnego, który przewiduje odpowiedzialność za narażenie pracownika na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Maksymalna kara wynosi do trzech lat pozbawienia wolności.
Teoretycznie nowe regulacje mogłyby prowadzić do sytuacji, w której część pracowników byłaby zwolniona z obowiązku świadczenia pracy przez wiele dni, a nawet tygodni podczas najgorętszych okresów lata. W ostatnich latach temperatury sięgające 36–38 stopni nie należały już do rzadkości, szczególnie w centralnej i zachodniej Polsce.
Nie wszyscy zostaną objęci ochroną
Choć projekt jest przedstawiany jako przełomowy, lista wyjątków pozostaje długa. Nowe przepisy nie miałyby zastosowania między innymi do pracowników żłobków, części placówek pomocy społecznej czy jednostek gospodarki komunalnej. Wyłączone byłyby również miejsca pracy, w których wysoka temperatura stanowi integralny element procesu technologicznego i nie można jej wyeliminować bez zatrzymania produkcji, wylicza warszawawpigulce.pl
Dotyczy to przede wszystkim hut, kotłowni, piekarni oraz zakładów wykorzystujących piece przemysłowe. W ich przypadku zastosowanie mają odrębne regulacje dotyczące pracy w tzw. mikroklimacie gorącym.
Projekt nie rozwiązuje również problemu wysokich temperatur w szkołach. Wbrew pojawiającym się regularnie postulatom nie przewiduje automatycznego zawieszania zajęć po przekroczeniu określonego progu temperatury. Obecnie decyzje w tej sprawie należą do dyrektora szkoły i organu prowadzącego. Ministerstwo Edukacji zapowiadało analizę tego problemu, jednak od wielu miesięcy nie pojawiły się żadne nowe propozycje.
Lato 2026 bez nowych przepisów. Co mogą zrobić pracownicy już teraz?
Przesunięcie terminu wejścia w życie rozporządzenia oznacza, że również tegoroczne lato upłynie pod rządami starych przepisów. Nie oznacza to jednak całkowitego braku ochrony.
Obowiązujące od 1997 roku przepisy BHP nakładają na pracodawcę obowiązek zapewnienia pracownikom bezpłatnej wody do picia, gdy temperatura w pomieszczeniu przekracza 28 stopni Celsjusza. Za niewywiązanie się z tego obowiązku Państwowa Inspekcja Pracy może nałożyć grzywnę w wysokości od 1 tysiąca do 30 tysięcy złotych.
Najważniejszym narzędziem pozostaje jednak art. 210 § 1 Kodeksu pracy. Zgodnie z nim pracownik może powstrzymać się od wykonywania pracy, jeżeli warunki stwarzają bezpośrednie zagrożenie dla zdrowia lub życia. Co istotne, zachowuje za ten czas prawo do wynagrodzenia.
Problem polega na tym, że ustawodawca nie wskazał, jaka temperatura automatycznie spełnia kryterium „bezpośredniego zagrożenia”. W efekcie każdą sytuację trzeba oceniać indywidualnie. Dla zdrowego trzydziestolatka 36 stopni w biurze może nie zostać uznane za wystarczającą przesłankę do przerwania pracy. Dla osoby z chorobą układu krążenia, kobiety w ciąży czy seniora ta sama temperatura może stanowić realne zagrożenie zdrowotne.
Pracodawcy już dziś mogą także skracać czas pracy, wprowadzać dodatkowe przerwy albo zwalniać pracowników do domu z zachowaniem wynagrodzenia. Przepisy tego nie nakazują, ale również nie zabraniają. Część firm korzysta z tej możliwości od lat. Większość nadal czeka na przepisy, które mają jasno określić, kiedy troska o zdrowie pracowników przestaje być dobrą wolą, a staje się obowiązkiem.
REKLAMA
© Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A.
REKLAMA




