Koniec z pieniędzmi na kolędzie? Szykuje się rewolucyjna zmiana w wizytach księży i ministrantów

REKLAMA
REKLAMA
Zanim w progu stanie kapłan, wcześniej rozlega się pukanie. To ministranci anonsują wizytę duszpasterską, zapowiadając przyjście księdza chodzącego po kolędzie. Od lat z tą rolą wiąże się niepisany zwyczaj drobnego wynagrodzenia. Kilka, kilkanaście, czasem kilkadziesiąt złotych od rodziny. Coraz częściej jednak pojawia się pytanie, czy taka forma „kieszonkowego” ma jeszcze rację bytu. Jedna z parafii postanowiła ją zlikwidować.
- Kolęda, czyli jedyny moment w roku na dodatkowe pieniądze
- Internauci liczą zarobki ministrantów
- Parafia w Żorach zrezygnowała z tradycyjnego „zarobkowania”
- Pieniądze do wspólnej skarbonki ministrantów
- Każda parafia decyduje samodzielnie
- „To nie są wielkie pieniądze”
Pomagają w przygotowaniu ołtarza przed mszą świętą, asystują księżom podczas liturgii, a w niektórych parafiach są także odpowiedzialni za czytanie Słowa Bożego. Posługa ministrantów ma charakter dobrowolny i nieodpłatny. Wynika z zasad wiary, zaangażowania we wspólnotę parafialną oraz potrzeby duchowej, a nie z chęci zarobku. Ministranci nie otrzymują żadnego finansowego wynagrodzenia. Wyjątkiem od tej reguły jest okres kolędowy, który od lat wiąże się z drobnymi datkami wręczanymi przez wiernych.
REKLAMA
REKLAMA
Kolęda, czyli jedyny moment w roku na dodatkowe pieniądze
Kolędowanie rozpoczyna się zazwyczaj tuż po świętach Bożego Narodzenia. Księża mogą odwiedzać domy parafian najwcześniej od 27 grudnia, a wizyty duszpasterskie trwają do 2 lutego, czyli do święta Ofiarowania Pańskiego.
To właśnie w tym czasie ministranci, którzy towarzyszą kapłanom, anonsują ich przyjście. Utarło się, że w zamian otrzymują drobne kwoty, traktowane jako kieszonkowe. Jak wysokie bywa takie „wynagrodzenie”? Ppisywał to portal o2.pl, powołując się na relację Patryka Śliwy, znanego youtubera, który sam przez lata był ministrantem.
– Zazwyczaj podczas jednej kolędy ministrant miał może jeden blok dziesięciopiętrowy, po dwie klatki. Średnio koło 100 zł, trochę ponad, ministrant dostaje podczas jednej kolędy. Raz spotkałem księdza, z którym chodziłem po kolędzie i zdarzyło się, że wyciągnął ze swojej koperty pieniądze i dał nam po stówce – opowiadał „Śliwson”.
REKLAMA
Internauci liczą zarobki ministrantów
Serwis o2.pl przytaczał również komentarze internautów, którzy dzielili się własnymi doświadczeniami z czasów ministranckiej posługi. Z ich relacji wynika, że kwoty potrafią się znacząco różnić w zależności od parafii, regionu i hojności wiernych.
„Chodzi się po trzech ministrantów tak z trzydzieści, czterdzieści domów. Ludzie dają minimum 10 zł, a nawet 50 zł. W tym roku byłem trzy razy i mam już 850 złotych” – pisali internauci w komentarzach.
Takie wypowiedzi pokazują, że kolęda bywa dla młodych ministrantów jedyną okazją w roku do zgromadzenia większej sumy pieniędzy.
Parafia w Żorach zrezygnowała z tradycyjnego „zarobkowania”
Z tym zwyczajem postanowił zerwać już rok temu proboszcz parafii pod wezwaniem świętego Stanisława, Biskupa i Męczennika w Żorach. O sprawie informował „Fakt”. Na stronie parafii pojawił się komunikat, że ofiary zbierane podczas wizyty duszpasterskiej zostaną przeznaczone na remont i malowanie dolnego kościoła.
Jednocześnie poruszono kwestię pieniędzy, które dotychczas trafiały bezpośrednio do ministrantów. Okazało się, że nowy sezon kolędowy przyniesie w tej parafii istotne zmiany.
Pieniądze do wspólnej skarbonki ministrantów
W komunikacie opublikowanym na stronie parafii poinformowano, że datki zebrane podczas kolędy nie będą przekazywane ministrantom indywidualnie, lecz trafią do wspólnej skarbonki. – Ofiary służą wspólnocie ministrantów przez cały rok formacji – przekazano w oficjalnym komunikacie.
Zgromadzone w ten sposób środki mają zostać przeznaczone m.in. na sfinansowanie wakacyjnych rekolekcji oraz innych działań formacyjnych dla ministrantów.
Każda parafia decyduje samodzielnie
Jak podkreślał w rozmowie z o2.pl ksiądz Paweł Borowski, rzecznik Diecezji Toruńskiej, w tej kwestii nie obowiązują odgórne wytyczne. Każda parafia kieruje się własnymi zasadami. – Parafie rozwiązują to różnie. Służba ministrantów to wolontariat. Tak naprawdę jedynie chodząc po kolędzie, mogą zbierać środki. Te są na przykład przeznaczane do ich kieszeni lub na tak zwany fundusz ministrancki – wyjaśniał duchowny.
Jak dodał, fundusz ministrancki umożliwia finansowanie prezentów, dofinansowanie wyjazdów czy organizację wspólnych ognisk. Z roku na rok koszty takich inicjatyw rosną, a środki z kolędy często nie są wystarczające.
„To nie są wielkie pieniądze”
Rzecznik Diecezji Toruńskiej zaznaczał również, że w praktyce nie są to duże kwoty, a parafie często dokładają własne środki jako formę podziękowania za posługę ministrantów.
– Jeśli chodzi o fundusz, to nie ma tu odgórnych wytycznych. W każdej parafii panuje dowolność, a sytuacja ministrantów zależy głównie od zaangażowania wikariuszy, którzy zwyczajowo sprawują pieczę nad tą grupą – podkreślał ksiądz Borowski.
Decyzja z Żor pokazuje jednak, że dotychczasowe zwyczaje mogą się zmieniać, a dyskusja o roli pieniędzy w ministranckiej posłudze dopiero się zaczyna.
REKLAMA
© Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A.
REKLAMA



