To już naprawdę koniec abonamentu RTV. Zostanie zlikwidowany. Konkretną datę już podali. Rząd szykuje rewolucyjne zmiany. Co z tymi, którzy z opłatami zalegają?

REKLAMA
REKLAMA
Od lat abonament radiowo-telewizyjny jest jednym z najbardziej kontrowersyjnych obowiązków. Część Polaków płaci go regularnie, inni konsekwentnie go ignorują, licząc na to, że system w końcu zostanie zmieniony. Kolejne rządy zapowiadały reformę, ale żaden nie zdołał skutecznie zastąpić obecnych zasad. Teraz temat wraca z konkretnym rozwiązaniem i datą. Od 2027 roku abonament RTV może zostać zastąpiony opłatą audiowizualną. Jej wysokość ma być niższa, ale sposób jej naliczania może sprawić, że nie dla każdego będzie to korzystna zmiana.
- Abonament RTV w górę. Tyle trzeba zapłacić za radio i telewizor
- Konkretna data i długi, które nie znikną
- Reforma, która wykracza poza pieniądze
- Czy to się w ogóle uda?
Abonament RTV w górę. Tyle trzeba zapłacić za radio i telewizor
Od początku 2026 roku posiadacze odbiorników radiowych i telewizyjnych płacą więcej niż rok wcześniej. Miesięczna opłata za radio wzrosła z 8,70 zł w 2025 roku do 9,50 zł obecnie. Jeszcze bardziej wzrosła opłata za telewizor. W 2026 roku wynosi ona 30,50 zł miesięcznie, podczas gdy w ubiegłym roku było to 27,30 zł.
REKLAMA
REKLAMA
Dla pojedynczego gospodarstwa domowego nie są to kwoty, które mogą poważnie obciążyć domowy budżet. Problem z abonamentem RTV leży jednak gdzie indziej. System od lat nie działa tak, jak pierwotnie zakładano.
Regularnie abonament opłaca niespełna 35 procent osób, które mają taki obowiązek. Pozostali albo nie płacą, albo próbują uniknąć obowiązku. W efekcie media publiczne nie są w stanie utrzymać się wyłącznie z pieniędzy pochodzących z abonamentu. Do systemu trzeba więc dokładać środki z budżetu państwa. Co roku są to miliardy złotych. W ostatnich latach mowa była o kwotach sięgających od 2 do 3 miliardów złotych.
Abonament RTV coraz trudniej uzasadnić. System może przejść do historii
REKLAMA
Obecny sposób finansowania mediów publicznych coraz gorzej pasuje do rzeczywistości. Abonament jest bowiem związany przede wszystkim z posiadaniem odbiornika. Tymczasem sposób korzystania z mediów zmienił się nie do poznania.
Telewizor nie jest już jedynym urządzeniem, za pomocą którego można oglądać programy. Polacy korzystają z internetu, platform streamingowych, telefonów i komputerów. Treści są dostępne na żądanie, a tradycyjny podział na odbiorców radia i telewizji przestał odpowiadać temu, jak faktycznie korzystamy z mediów.
Niska ściągalność abonamentu jest jednym z najważniejszych argumentów za zmianą całego systemu. Zamiast opłaty przypisanej do odbiornika miałaby rząd proponuje finansowanie mediów publicznych bezpośrednio z budżetu państwa. Wstępnie ma to być 2,5 miliarda złotych rocznie, kwota waloryzowana o inflację. Według resortu kultury suma ta wynika z audytu przeprowadzonego w Telewizji Polskiej oraz uzgodnień z Ministerstwem Finansów. Ma zapewnić stabilność i zakończyć coroczne targi o wysokość dotacji.
Nie wszyscy w rządzie są jednak entuzjastami tego rozwiązania. Ministerstwo Finansów ostrzega, że stałe zobowiązanie tej wielkości może okazać się zbyt dużym ciężarem, zwłaszcza w warunkach unijnej procedury nadmiernego deficytu. W trakcie prac pojawiały się także inne pomysły, w tym powszechna składka audiowizualna doliczana do podatków PIT i CIT, ale na razie nie znalazły one politycznego poparcia.
Konkretna data i długi, które nie znikną
Po raz pierwszy rząd zdecydował się wskazać konkretny termin. Zgodnie z projektem ustawy abonament RTV ma przestać obowiązywać z początkiem stycznia 2027 roku. Oznacza to, że rok 2026 byłby ostatnim, w którym trzeba go regulować. Projekt trafił już do konsultacji publicznych, a na początku 2026 roku ma zostać skierowany do Sejmu.
Jednocześnie resort kultury jasno stawia sprawę zaległości. Likwidacja abonamentu nie oznacza automatycznego umorzenia długów. Zaproponowano, aby przedawniły się one najpóźniej ostatniego dnia grudnia 2028 roku. Ten termin budzi jednak sprzeciw Ministerstwa Aktywów Państwowych, które uważa go za zbyt krótki. To zapowiada kolejne spory jeszcze przed uchwaleniem ustawy.
Reforma, która wykracza poza pieniądze
Projekt nie ogranicza się wyłącznie do kwestii finansowania. Zakłada także głęboką przebudowę systemu zarządzania mediami publicznymi. W jednym pakiecie znalazła się likwidacja Rady Mediów Narodowych i przekazanie jej kompetencji Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji, gruntowna reforma samej KRRiT, zwiększenie liczby jej członków do dziewięciu, zmiana trybu ich powoływania oraz wprowadzenie rotacyjności składu co dwa lata. Kandydaci do KRRiT i władz mediów publicznych mieliby spełniać rygorystyczne wymogi apolityczności i wykazać się wieloletnim doświadczeniem eksperckim. Przewidziano także nowy, dwuetapowy system wyłaniania zarządów w otwartych konkursach oraz ograniczenie działalności wydawniczej samorządów wyłącznie do informacyjnych biuletynów, bez publicystyki i reklam. To właśnie te zapisy mogą okazać się najbardziej zapalne politycznie.
Czy to się w ogóle uda?
Likwidacja Rady Mediów Narodowych, powołanej za czasów poprzedniego rządu, oraz zmiany w KRRiT już dziś zapowiadają ostrą walkę. Dodatkowym znakiem zapytania jest postawa prezydenta Karola Nawrockiego, który objął urząd w sierpniu 2025 roku i może zawetować ustawę, jeśli uzna ją za sprzeczną ze swoją wizją mediów publicznych.
Dlatego choć na papierze wszystko wygląda jasno, przyszłość abonamentu RTV wciąż nie jest przesądzona. Rok 2027 może przynieść koniec jednej z najbardziej nielubianych opłat w Polsce. Ale równie dobrze może być kolejnym terminem, który zapisze się na liście niespełnionych obietnic.
REKLAMA
© Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A.
REKLAMA



