Zmiany w kodeksie pracy: nowe przepisy o czasie pracy to nie wszystko, co z wynagrodzeniami i urlopami

REKLAMA
REKLAMA
Czterodniowy tydzień pracy jako powszechnie obowiązujący wymiar czasu pracy w Polsce znajdzie się w Kodeksie pracy szybciej niż to sobie wyobraża teraz większość pracowników i pracodawców. Jeśli nie jako rozwiązanie krajowe, to wprowadzone dyrektywą Unii Europejskiej.
- Duża zmiana w kodeksie pracy: nowe przepisy o czasie pracy na umowie o pracę
- Czterodniowy tydzień pracy: pracownicy mają tylko obawę o wysokość wynagrodzenia
- Czterodniowy tydzień pracy: polskich firm nie stać na taką redukcję czasu funkcjonowania?
Dla zobrazowania można by ten mechanizm porównać do wdrażanej obecnie powszechnie dyrektywy płacowej. Dyrektywa płacowa została ustanowiona jako narzędzie walki z dyskryminacją płacową – i to we wszelkich postaciach.
Od dysproporcji w wynagrodzeniach mężczyzn i kobiet po dyskryminację pracowników z pewnym już stażem w firmie na rzecz nowo zatrudnianych; teraz jest tak, że im trzeba zaoferować stawki rynkowe, a starzy mają się zadowalać stabilnością zatrudnienia.
REKLAMA
REKLAMA
Duża zmiana w kodeksie pracy: nowe przepisy o czasie pracy na umowie o pracę
Natomiast nowa dyrektywa skracająca czas pracy, jeśli w ogóle będzie potrzebna, bo może jednak poszczególne kraje same w swoim prawie pracy wcześniej uregulują tę kwestię, będzie miała na celu powszechne wymuszenie i egzekwowanie zasady work-life balance czyi równowagi między pracą i karierą zatrudnionego a jego życiem osobistym i rodzinnym.
W tej chwili trudno przesądzić, którą drogą nastąpi formalne usankcjonowanie czterodniowego tygodnia pracy – nowelizacja kodeksu pracy czy wdrożenie dyrektywy. Formalnie rząd przymierza się do pierwszego rozwiązania.
Jak wiadomo trwa aktualnie eksperyment i w trybie czterodniowego tygodnia pracy funkcjonuje 90 firm z różnych branż, zatrudniających około 5 tysięcy osób. Wnioski z tego eksperymentu mają posłużyć do określenia zasad, na jakich tygodniowy wymiar czasu pracy w Polsce zostanie skrócony.
Warto bowiem przypomnieć, że brane pod uwagę są dwa modele – klasyczny czterodniowy tydzień pracy, a więc z trzydniowymi wszystkimi weekendami od piątku do niedzieli oraz odpowiednie skrócenie każdego z pięciu dni pracy. W obu wariantach 40-godzinny aktualnie wymiar tygodnia pracy miałby być odpowiednio zredukowany.
Czterodniowy tydzień pracy: pracownicy mają tylko obawę o wysokość wynagrodzenia
Ze strony pracowników sprawa zdaje się być przesądzona. Po tej stronie kontrowersje wzbudzały jedynie obawy, że skrócony czas pracy może się wiązać albo z redukcją wynagrodzenia, albo co najmniej wyhamowaniem tempa jej waloryzacji.
Od kiedy wiadomo, że nowe prawo zagwarantuje także w skróconym systemie pracy wynagrodzenie bez żadnych redukcji, wszelkie badania pokazują, iż zdecydowana większość pracowników ocenia, iż skrócenie tygodnia pracy skutkowałoby zdecydowanym wzrostem ich satysfakcji z pracy.
REKLAMA
Nie przerażają ich już inne mnożone przez przeciwników komplikacje typu problem z opieką nad dziećmi gdy szkoły będą także funkcjonować cztery dni w tygodniu czy dodatkowe kolejki w sklepach gdy handel w weekendy także zredukuje dodatkowo godziny pracy.
I słusznie, bo jest to wyłącznie kwestia organizacji pracy – i to zdecydowanie łatwiejsza do wdrożenia niż pół wieku temu gdy tydzień pracy został zredukowany z sześciu do pięciu dni. Nikt już nie widzi przecież komplikacji spowodowanych tym, że od dawna wszystkie soboty są wolne. Podobnie będzie gdy do wolnych sobót dołączą obligatoryjnie wolne piątki.
Czterodniowy tydzień pracy: polskich firm nie stać na taką redukcję czasu funkcjonowania?
Największe kontrowersje budzą zastrzeżenia pracodawców, którzy uważają, że nie da się bezkolizyjnie zredukować czasu pracy tak, by firmy – a w konsekwencji cała gospodarka – nie poniosły ogromnych strat, a wzrost gospodarczy Polski nie zostałby poważnie zahamowany.
Czy tak jest rzeczywiście? Na pierwszy rzut oka może i tak.
Jednak jak pokazują badania, w większości polskich firm w tej chwili realnie pracuje się i tak trzy a nie pięć dni w tygodniu. Dwa dni to jałowy przebieg gospodarczy – czas poświęcany na zbędne biurokratyczne procedury, z czego paradoksalnie(!) najwięcej czasu pochłania samo ewidencjonowanie czasu pracy, by wszystko było zgodne z kodeksem pracy i innymi przepisami prawa pracy!
- Polacy chcą pracować 4 dni w tygodniu, co jest naturalnym trendem w Europie, ale polskie firmy wciąż próbują tym zarządzać za pomocą Excela i papierowych wniosków. Matematyka jest tu bezlitosna - nie da się obciąć 20 proc. czasu pracy ustawą i oczekiwać, że biznes to przetrwa bez szwanku, jeśli wcześniej nie zautomatyzujemy procesów - mówi Tomasz Wykowski, Country Manager Poland w Factorial.
- W wielu polskich firmach pracownicy już teraz wykonują sensowną pracę tylko przez 3 dni, a pozostałe 2 dni tracą na wypełnianie tabelek, raportowanie i walkę z biurokracją. Jesteśmy rzekomo jednym z najbardziej zapracowanych narodów w Europie, ale musimy zadać sobie pytanie: czy jesteśmy naprawdę aż tak pracowici, czy po prostu fatalnie zorganizowani cyfrowo? - pyta retorycznie ekspert.
Jako tworzywo do przemyśleń – i wyciągnięcia odpowiednich wniosków – ekspert sugeruje zestawiać cztery Fakty. Po pierwsze 40 proc. czasu pracy w Polsce zajmują powtarzalne zadania administracyjne. Po drugie – Polska zajmuje 21. miejsce w Unii Europejskiej pod względem cyfryzacji firm.
Po trzecie – jako najbardziej czasochłonny element zadań administracyjnych pracownicy wskazują konieczność ręcznej ewidencji czasu pracy. I po czwarte wreszcie – 31 proc. firm, które zautomatyzowały ewidencję czasu pracy, odnotowało wzrost zwrotu z inwestycji (ROI) w ciągu zaledwie sześciu miesięcy.
REKLAMA
© Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A.
REKLAMA
