REKLAMA
Zarejestruj się
REKLAMA
Państwo ma specyficzny talent do oszczędności tam, gdzie oszczędzać nie wolno. Najtańszy sukces statystyczny to „ściganie słów”. Wystarczy zrzut ekranu, protokół i jedno zdanie: „Bałem się”. I już mamy sprawę, która „się kręci”. Problem w tym, że art. 190 § 1 Kodeksu karnego (KK) nie powstał po to, by karać za brak kultury osobistej. Ten przepis ma chronić przed realnym zagrożeniem, a nie służyć jako gaśnica do tłumienia sąsiedzkich czy internetowych emocji. Państwo prawa nie może udawać, że każda inwektywa to zamach na życie - piszą adwokaci Karol Pachnik i Grzegorz Prigan.
W polskim prawie karnym od lat funkcjonuje pojęcie groźby karalnej. Jest to przestępstwo ścigane na wniosek pokrzywdzonego uregulowane w art. 190 kodeksu karnego. Ale aby można było mówić o tym przestępstwie nie wystarczy udowodnić kierowanie do danej osoby groźby popełnienia przestępstwa na jej szkodę lub na szkodę osoby dla niej najbliższej. Trzeba jeszcze wykazać, że groźba ta wzbudziła w osobie, do której została skierowana lub której dotyczy, uzasadnioną obawę, że będzie spełniona. Jak interpretują tę przesłankę Sąd Najwyższy i inne polskie sądy?
Aby groźba była karalna na gruncie polskiego prawa, musi spełniać określone warunki. Przykłady z orzecznictwa pokazują, iż uznanie przez sąd użytych słów za groźbę, nie jest w każdej sytuacji oczywiste.
Groźba nie jest niczym przyjemnym. Wiele osób może odczuwać poważne obawy, a co za tym idzie także emocjonalno–psychiczne cierpienia utrudniające normalne, codzienne funkcjonowanie. Tymczasem są też ludzie bardzo odporni psychicznie na tyle, że w przypadku stosowania wobec nich gróźb, często mogą nie odczuwać ani żadnych obaw ani emocji.
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA