REKLAMA

REKLAMA

Kategorie
Zaloguj się

Zarejestruj się

Proszę podać poprawny adres e-mail Hasło musi zawierać min. 3 znaki i max. 12 znaków
* - pole obowiązkowe
Przypomnij hasło
Witaj
Usuń konto
Aktualizacja danych
  Informacja
Twoje dane będą wykorzystywane do certyfikatów.

Czy banki celowo dawały kredytobiorcom wadliwe umowy do podpisu? Anatomia systemowego błędu

Czy banki celowo dawały kredytobiorcom wadliwe umowy do podpisu? Anatomia systemowego błędu
Czy banki celowo dawały kredytobiorcom wadliwe umowy do podpisu? Anatomia systemowego błędu
Shutterstock

REKLAMA

REKLAMA

W debacie publicznej na temat wadliwych umów o kredyt konsumencki coraz częściej pojawia się narracja o celowym działaniu banków na szkodę klientów. Jej zwolennicy twierdzą, że instytucje finansowe świadomie wpisywały do umów klauzule niezgodne z prawem, licząc na niewiedzę konsumentów i nikłe prawdopodobieństwo zakwestionowania zapisów. Tezę tę chętnie podchwytują prawnicy reprezentujący kredytobiorców w sporach sądowych. Tymczasem rzeczywistość jest bardziej złożona - i właśnie dlatego bardziej niepokojąca. Jeśli błędy wynikały z chciwości, remedium jest proste: lepsza regulacja i dotkliwe sankcje. Jeśli jednak u ich podstaw leży splot strukturalnych dysfunkcji organizacyjnych, luk kompetencyjnych i nieprecyzyjnych przepisów - problem jest znacznie trudniejszy do wyeliminowania. I znacznie trudniejszy do zapobieżenia w przyszłości. Dlatego rozumiem zarówno stronę kredytobiorców przez których najczęściej przemawiają emocje oraz bankowców, którzy rozliczani są za swoje błędy po wielu latach bez względu na to ile w tych bledach było celowego działania.

rozwiń >

Zarządzanie silosowe, czyli prawa ręka nie wie, co robi lewa

Współczesny bank to instytucja o złożonej strukturze departamentowej. Departament skarbu, departament produktów kredytowych, departament prawny, departament compliance, departament ryzyka - każda z tych jednostek funkcjonuje według własnej logiki, własnych celów i własnego języka. Problem pojawia się w momencie, gdy decyzja dotycząca konstrukcji produktu finansowego musi przejść przez wszystkie te ogniwa jednocześnie.

W praktyce mechanizm bywał następujący: departament skarbu wskazywał, że stosowany będzie kalendarz 365/360 przy naliczaniu odsetek, co przekłada się na wymierne korzyści finansowe dla banku. Informacja trafiała do departamentu prawnego z zadaniem przełożenia jej na język umowy. Problem w tym, że prawnicy - nawet kompetentni - nie zawsze byli w stanie ocenić ekonomiczne konsekwencje konkretnego zapisu dla całości produktu, jego kwalifikacji regulacyjnej ani jego relacji z przepisami ustawy o kredycie konsumenckim. Z kolei finansiści, sprawnie operujący w świecie spreadów i stóp procentowych, nie mieli narzędzi do oceny skutków prawnych swoich decyzji.

Efekt był przewidywalny: umowy, które powstawały jako produkt takiej współpracy, nosiły znamiona wewnętrznej niespójności - nie dlatego, że ktokolwiek tak chciał, lecz dlatego, że nikt nie miał pełnego obrazu całości. To klasyczna dysfunkcja zarządzania silosowego, którą zna każda duża organizacja na świecie. Tyle że w przypadku bankowości konsumenckiej skutki tej dysfunkcji ponoszą kredytobiorcy.

REKLAMA

REKLAMA

Deficyt wiedzy interdyscyplinarnej - prawnik bankowy jako gatunek zagrożony

Prawo bankowe i prawo finansowe to obszary wymagające rzadkiej kombinacji kompetencji. Dobry prawnik bankowy musi rozumieć mechanizmy wyceny instrumentów finansowych, zasady rachunkowości kredytowej, matematykę finansową - a jednocześnie dogłębnie znać prawo cywilne, prawo konsumenckie, dyrektywy unijne i regulacje nadzorcze. To profil, który na polskim rynku prawniczym jest wyjątkowo trudno znaleźć.

Przez lata wiele banków obsadzało stanowiska prawne osobami z dobrym wykształceniem stricte prawniczym, ale bez dostatecznego przygotowania z zakresu finansów. Powstawały umowy formalnie poprawne w warstwie cywilnoprawnej, lecz nieuwzględniające w pełni szczegółowych wymogów ustawy o kredycie konsumenckim - regulacji technicznej, wymagającej rozumienia zarówno jej litery, jak i ekonomicznej funkcji poszczególnych postanowień.

Nie jest to zarzut pod adresem konkretnych osób. To diagnoza systemowa: rynek nie wytworzył wystarczającej liczby prawników o odpowiednim profilu, a banki nie zawsze były gotowe zapłacić rynkową cenę za tę rzadką kompetencję - ani zbudować ją wewnętrznie przez właściwie zaprojektowane ścieżki kariery i rotację kadr między departamentami. Brak inwestycji w kapitał ludzki na etapie tworzenia produktu kosztuje dziś znacznie więcej niż kiedykolwiek kosztowałoby jego zbudowanie.

Zaniedbania o skutkach nieproporcjonalnych do intencji

Osobną i szczególnie pouczającą kategorię stanowią błędy, których nie wytłumaczy ani chciwość, ani nawet nieuwaga - a które mimo to wywołały poważne skutki prawne. Przykładem jest brak wskazania pośrednika w umowie, która była zawarta w kanele pośrednim czy brak wskazania w umowie wysokości odsetek za opóźnienie w formie stopy procentowej.

Na wielu tego rodzaju uchybieniach bank nie zarabiał - znikomo lub wcale. Brak odpowiedniego zapisu nie miał więc charakteru odstraszającego w sensie ekonomicznym, bank nie czerpał z niego żadnych wymiernych korzyści. A jednak jego brak - zgodnie z art. 45 ustawy o kredycie konsumenckim - rodzi prawo konsumenta do skorzystania z sankcji kredytu darmowego, pozwalającej na spłatę wyłącznie kapitału bez odsetek i kosztów.

Tego typu błędy powstawały z niedopatrzenia lub niechlujstwa redakcyjnego. Nikt nie sprawdził listy kontrolnej, nikt nie zweryfikował kompletności umowy względem wymogów ustawy przed jej wdrożeniem do masowego obrotu. Tu nie ma miejsca na narrację o celowym działaniu - jest za to poważne pytanie o wewnętrzne procedury zapewnienia jakości dokumentacji kontraktowej i o to, dlaczego przez lata nikt tych procedur nie wyegzekwował.

REKLAMA

Chciwość - ale rozumiana precyzyjnie

Byłoby nadmiernym uproszczeniem całkowite odrzucenie czynnika motywacyjnego. Presja na wynik finansowy jest immanentną cechą działalności bankowej i nikt poważny nie powinien udawać, że jest inaczej. Część błędów w umowach - takich jak stosowanie kalendarza 365/360 czy blankietowych klauzul zmiennego oprocentowania - z pewnością nie była przypadkowa.

Jednak nawet w tych przypadkach należy zachować analityczną precyzję. Świadoma decyzja biznesowa po stronie departamentu skarbu - "stosujemy 365/360" - to jeszcze nie to samo, co świadome wpisanie do umowy zapisu niezgodnego z prawem. Między decyzją finansową a jej przełożeniem na tekst prawny jest cały łańcuch ludzi, spotkań, akceptacji i redakcji. I na tym łańcuchu coś się gubiło.

Innymi słowy: chciwość mogła być obecna na etapie projektowania ekonomii produktu, ale konkretny błąd prawny bywał efektem późniejszego, niezamierzonego przekłamania w procesie redakcji umowy. Różnica jest istotna — zarówno z punktu widzenia oceny moralnej, jak i prawnej kwalifikacji zachowania. Celowe wprowadzanie klienta w błąd to co innego niż organizacyjna niezdolność do prawidłowego przetransponowania decyzji biznesowej na zgodny z prawem zapis umowny.

Dalszy ciąg materiału pod wideo

Trzeba jednak uczciwie przyznać, że istniała - i istnieje - kategoria banków, w których granica między agresywną strategią sprzedażową a świadomym naruszeniem prawa była przekraczana regularnie i za pełną wiedzą zarządów. Tu nie ma mowy o dysfunkcji organizacyjnej ani luce kompetencyjnej - tu mamy do czynienia z missellingiem jako modelem biznesowym.

Przejawy były różne, ale schemat ten sam: produkt zaprojektowany tak, żeby wyglądał atrakcyjnie, przy jednoczesnym ukryciu jego rzeczywistego kosztu lub niedopasowania do potrzeb klienta. Klientom prowadzącym biznes w obszarze B2C sprzedawano usługi faktoringowe - instrument stworzony z myślą o przedsiębiorcach zarządzających należnościami, nijak przystający do sprzedaży detalicznej. Konstruowano kredyty z prowizją sięgającą kilkudziesięciu procent wartości finansowania, przy nominalnym oprocentowaniu równym zeru - co tworzyło złudzenie taniego kredytu, podczas gdy rzeczywisty koszt był ukryty w opłacie wstępnej as przy wcześniejszej spłacie część prowizji proporcjonalnie nie była zwracana. Sprzedawano ubezpieczenia kredytowe, które z definicji nie mogły objąć danego klienta - ubezpieczenie od utraty pracy oferowane osobie prowadzącej działalność gospodarczą to nie niedopatrzenie, to celowe działanie na szkodę konsumenta.

Tego typu praktyki nie wynikały z silosowego zarządzania ani z braku interdyscyplinarnych prawników. Wynikały z kultury organizacyjnej, w której plan sprzedażowy był wartością nadrzędną, a pytanie "czy ten produkt jest odpowiedni dla tego klienta" w ogóle nie padało. I właśnie dlatego wrzucanie wszystkich banków do jednego worka - "celowo dawały wadliwe umowy" - jest nieuprawnione. Skala i charakter winy są różne. A różnica ta powinna mieć znaczenie - zarówno w debacie publicznej, jak i w orzecznictwie.

Gdzie byli KNF i UOKiK?

To pytanie pada za rzadko - a powinno paść jako jedno z pierwszych. Jeśli banki przez lata stosowały zapisy niezgodne z ustawą o kredycie konsumenckim, gdzie przez ten czas był Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów? Gdzie była Komisja Nadzoru Finansowego?

KNF koncentruje się na stabilności finansowej instytucji - adekwatności kapitałowej, zarządzaniu ryzykiem, wypłacalności ale też bada czy banki stosują praktyki zgodne z prawem (przykładem takiej kary może być decyzja nałożenia kary pieniężnych z czerwca 2024 na Nest Bank SA za brak odzwierciedlenia procedur awaryjnych w umowie z klientami). Ochrona konsumentów w relacjach umownych to formalnie bliższe UOKiK, jednak i tu aktywność przez długie lata była daleka od systematycznej (przykład takiego działania to kara nałożona na PKO w styczniu 2026 czy na Santander Consumer Bank w grudniu 2021). Kontrole wzorców umownych zdarzały się, decyzje administracyjne też - ale skala problemu, którą dziś ujawniają dziesiątki tysięcy spraw sądowych, wskazuje, że żaden z organów nie traktował tego obszaru jako priorytetu.

Trudno to usprawiedliwić. Wzorzec umowy kredytu konsumenckiego to dokument, który można przeczytać w godzinę. Jego zgodność z ustawą można sprawdzić metodycznie, stosując listę kontrolną. To nie jest praca detektywistyczna - to rutynowa praca administracyjna. Tymczasem te same klauzule, rok po roku, pojawiały się w umowach kolejnych instytucji, bez żadnej reakcji ze strony organów powołanych do ochrony porządku prawnego na rynku finansowym.

Brak prewencyjnej kontroli wzorców sprawił, że problem narastał cicho. Banki nie dostawały sygnału zwrotnego, że coś jest nie tak. Nikt nie pukał do drzwi z decyzją nakazującą zmianę wzorca. Mechanizm wczesnego ostrzegania po prostu nie zadziałał. I teraz cały ten rachunek - zamiast być rozliczony kilkanaście lat temu jedną decyzją administracyjną zmieniającą wzorzec - spada na sądy powszechne w postaci lawinowo rosnącej liczby indywidualnych powództw. To nie jest efektywne dla nikogo: ani dla konsumentów, ani dla banków, ani dla wymiaru sprawiedliwości.

Wadliwe prawo jako współsprawca kryzysu

Ustawa o kredycie konsumenckim, implementująca dyrektywę 2008/48/WE, nie była wzorem legislacyjnej precyzji. Dyrektywa - a za nią polska ustawa - pozostawiała szereg kwestii niedookreślonych lub podatnych na rozbieżną interpretację, co przez lata tworzyło przestrzeń dla niezamierzonych, ale realnych naruszeń.

Weźmy kwestię, która dziś wydaje się oczywista: czy od prowizji można naliczać odsetki? Przez lata odpowiedź wcale oczywista nie była. Część banków stosowała taką praktykę, opierając się na interpretacjach, które znajdowały oparcie w ówczesnym piśmiennictwie lub w milczącej akceptacji nadzorcy. Dopiero seria pytań prejudycjalnych skierowanych do TSUE i kolejne orzeczenia Trybunału ostatecznie zamknęły tę dyskusję - negatywnie dla banków.

Gdy prawo jest niedookreślone, rozbieżności interpretacyjne są nieuniknione. A rozbieżności interpretacyjne przekładają się na rozbieżności w treści umów zawieranych z milionami konsumentów. Sankcje, które dziś dotykają sektor bankowy, są - co do zasady - uzasadnione i powinny być stosowane. Ale pełna diagnoza odpowiedzialności za ten stan rzeczy musi uwzględniać również rolę prawodawcy - krajowego i unijnego - który nie zadbał o dostateczną jasność przekazu normatywnego na etapie, gdy mogło to jeszcze zapobiec problemom.

TSUE jako wyrok z datą wsteczną

W mechanizmie europejskiego systemu ochrony konsumentów jest pewien strukturalny paradoks, rzadko artykułowany wprost. Dyrektywa wchodzi w życie, banki piszą umowy, nadzorcy milczą, rynek funkcjonuje przez dekadę. A następnie TSUE wydaje wyroki prejudycjalne, które redefiniują rozumienie przepisów - i te wyroki stosuje się do umów zawartych wiele lat wcześniej, w zupełnie innym otoczeniu interpretacyjnym.

To nie jest zarzut pod adresem Trybunału. TSUE robi dokładnie to, do czego jest powołany: wykłada prawo unijne wiążąco i jednolicie. Problem leży gdzie indziej - w tym, że interpretacja, która dziś wydaje się jedyną możliwą, przez lata wcale taka nie była. Krajowe sądy, komentatorzy, organy nadzoru i sami prawnicy bankowi rozumieli te same przepisy inaczej. Banki działały w środowisku prawnym, które dopuszczało ich praktyki - aż do momentu, gdy okazało się, że nie powinno.

Efektem jest fala roszczeń dotyczących produktów sprzedawanych pięć, osiem, dziesięć lat temu. Dokumentacja jest niekompletna, pracownicy, którzy tworzyli te produkty, dawno odeszli, a procedury wielokrotnie się zmieniły. Sądy muszą rekonstruować stan faktyczny sprzed dekady. To system, który zamiast zachęcać do wyciągania wniosków i reformowania praktyk, generuje przede wszystkim koszty i niepewność - po obu stronach sporu.

Wnioski: diagnoza systemowa zamiast narracji o złym banku

Powyższa analiza nie ma na celu wybielania sektora bankowego ani umniejszania praw konsumentów. Sankcja kredytu darmowego istnieje, obowiązuje i konsumenci mają pełne prawo z niej korzystać - i słusznie to robią coraz sprawniej.

Chodzi o coś innego: o rzetelną diagnozę przyczyn problemu, bo tylko taka diagnoza umożliwia skuteczną prewencję. Narracja o bankach celowo krzywdzących klientów jest atrakcyjna medialnie i nośna procesowo - ale nieprecyzyjna analitycznie. Prawda jest taka, że za falą wadliwych umów stoi splot wzajemnie wzmacniających się czynników: silosowa struktura organizacyjna i brak przepływu wiedzy między departamentami, deficyt interdyscyplinarnych kompetencji prawno-finansowych, presja na wynik finansowy niepoddana dostatecznej kontroli prawnej, zaniedbania redakcyjne o nieproporcjonalnie poważnych skutkach, wieloletnia bezczynność organów nadzoru oraz nieprecyzyjne przepisy prawa krajowego i unijnego rozliczane z mocą wsteczną.

Dopóki dyskusja publiczna i regulacyjna będzie koncentrować się wyłącznie na złej woli banków, ryzyko powtórzenia błędów pozostaje wysokie. Bo jeśli problem jest w swojej istocie strukturalny i kompetencyjny — a w dużej mierze właśnie taki jest - żadna ilość retoryki o bankowej chciwości go nie wyeliminuje.

Krzysztof Szymański
kontakt@krzysztofszymanski.pl

Źródło: INFOR

Oceń jakość naszego artykułu

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Twoja opinia jest dla nas bardzo ważna

Powiedz nam, jak możemy poprawić artykuł.
Zaznacz określenie, które dotyczy przeczytanej treści:
Autopromocja

REKLAMA

QR Code

© Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A.

REKLAMA

Prawo
Czy banki celowo dawały kredytobiorcom wadliwe umowy do podpisu? Anatomia systemowego błędu

W debacie publicznej na temat wadliwych umów o kredyt konsumencki coraz częściej pojawia się narracja o celowym działaniu banków na szkodę klientów. Jej zwolennicy twierdzą, że instytucje finansowe świadomie wpisywały do umów klauzule niezgodne z prawem, licząc na niewiedzę konsumentów i nikłe prawdopodobieństwo zakwestionowania zapisów. Tezę tę chętnie podchwytują prawnicy reprezentujący kredytobiorców w sporach sądowych. Tymczasem rzeczywistość jest bardziej złożona - i właśnie dlatego bardziej niepokojąca. Jeśli błędy wynikały z chciwości, remedium jest proste: lepsza regulacja i dotkliwe sankcje. Jeśli jednak u ich podstaw leży splot strukturalnych dysfunkcji organizacyjnych, luk kompetencyjnych i nieprecyzyjnych przepisów - problem jest znacznie trudniejszy do wyeliminowania. I znacznie trudniejszy do zapobieżenia w przyszłości. Dlatego rozumiem zarówno stronę kredytobiorców przez których najczęściej przemawiają emocje oraz bankowców, którzy rozliczani są za swoje błędy po wielu latach bez względu na to ile w tych bledach było celowego działania.

Polska coraz bardziej zależna od cudzoziemców na rynku pracy. Nowe dane

W 2025 r. pracujący i mieszkający w Polsce cudzoziemcy zwiększyli nasz PKB od 200 do 416 mld zł, czyli od 5,1 proc. do 10,7 proc. - wynika z raportu „Migracja w Polsce”, którego wyniki publikuje „Rz”.

Pracodawcy żądają rachunków potwierdzających zakup wakacyjnych wyjazdów. Bez tego nie chcą wypłacać pieniędzy. Czy to jest zgodne z prawem?

Prawo do świadczeń z ZFŚS budzi wiele emocji. Uprawnieni błędnie zakładają, że należą się one każdemu po równo, a pracodawcy często próbują w uchwalanych regulaminach niezgodnie z prawem ograniczać dostęp do świadczeń. Są też kwestie, których od lat nie udaje się ostatecznie wyjaśnić. Tymczasem każdemu zależy na przysługujących mu pieniądzach.

Dodatkowy dzień wolny od pracy w sierpniu 2026 r. – jest decyzja Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Czy 1 sierpnia nie będziemy pracować?

W dniu 27 maja 2026 r. sejmowa Komisja do Spraw Petycji rozpatrzy odpowiedź Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej na dezyderat w sprawie ustanowienia 1 sierpnia (tj. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego, która jest już świętem państwowym) dniem ustawowo wolnym od pracy. Resort pracy zajął w tej sprawie stanowisko już styczniu br. Teraz czas na „ruch” posłów, będących członkami ww. Komisji.

REKLAMA

Zasiłek macierzyński na JDG do 16,5 tys. zł brutto. Co muszą wiedzieć mamy-przedsiębiorczynie?

W 2025 roku kobiety założyły w Polsce 102,8 tys. jednoosobowych działalności gospodarczych, co stanowiło 39% wszystkich nowo powstałych JDG – wynika z danych Polskiego Instytutu Ekonomicznego i CEIDG. Własna firma daje niezależność, ale wymaga też przemyślanego planowania – zwłaszcza gdy przedsiębiorczyni jest już mamą lub planuje nią zostać.

Nowe wzory aktów małżeństwa umożliwią USC transkrypcję zagranicznych małżeństw jednopłciowych - jest już rozporządzenie z 22.05.2026

Minister Cyfryzacji oraz Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji 22 maja 2026 podpisali rozporządzenie określające nowe wzory aktów małżeństwa. Umożliwi to urzędom stanu cywilnego w całej Polsce transkrypcję zagranicznych aktów małżeństw jednopłciowych – dotychczas USC odmawiały (poza niedawnym wyjątkiem w Warszawie). Rozporządzenie wchodzi w życie pod koniec sierpnia.

Zaskakujące ceny paliwa we wtorek. Ile dzisiaj zapłacimy za benzynę i olej napędowy?

Minister energii określił ceny benzyny i oleju napędowego na wtorek – ich wysokość to prawdziwa niespodzianka. Sprawdzamy, ile maksymalnie kierowcy zapłacą dzisiaj za paliwo na stacjach benzynowych.

8 miesięcy ograniczenia wolności za kradzież kabli ze stacji ładowania EV oraz zwrot 15,5 tys. zł – precedensowy wyrok

Sąd Rejonowy w Głogowie skazał mężczyznę za kradzież dwóch kabli ładujących ze stacji Powerdot w Przemkowie (woj. dolnośląskie). Wyrok: 8 miesięcy ograniczenia wolności + 240 godzin nieodpłatnych prac społecznych + zwrot pełnej wartości (niemal 15,5 tys. zł). To pierwszy szeroko nagłośniony wyrok w Polsce dotyczący kradzieży kabli z infrastruktury do ładowania pojazdów elektrycznych.

REKLAMA

Świadek w sądzie ma prawo do zwrotu kosztów - co przysługuje?

Udział w rozprawie sądowej przez świadka jest związany z poniesieniem przez wezwanego wymiernych kosztów albo utraty zarobku bądź dochodu z powodu stawiennictwa w sądzie. Świadek na swój wniosek ma prawo do rekompensaty finansowej z tym związanej

Podatek od tarasu i podjazdu samochodowego w 2026 r. – te przepisy już obowiązują, a niewielu właścicieli nieruchomości jest świadomych konieczności poniesienia tej opłaty

Niewielu właścicieli nieruchomości jest świadomych, że wykonanie przydomowego tarasu lub podjazdu samochodowego (którego podłoże zostało np. zabetonowane) – jeżeli wystąpią określone w ustawie przesłanki w zakresie wyłączenia określonej powierzchni nieruchomości z tzw. powierzchni biologicznie czynnej, a powierzchnia nieruchomości przekracza ustawowy próg – może wiązać się z koniecznością ponoszenia cyklicznej opłaty, jaką jest opłata za tzw. zmniejszenie naturalnej retencji terenowej. Potocznie bywa ona określana „podatkiem” od deszczu, ale w związku z tym, że obowiązek jej ponoszenia – zgodnie z prawem wodnym – uzależniony jest m.in. od wielkości nieprzepuszczalnej (dla wód opadowych), utwardzonej, powierzchni nieruchomości – można określić ją również „podatkiem” od tarasu czy podjazdu samochodowego.

Zapisz się na newsletter
Najlepsze artykuły, najpoczytniejsze tematy, zmiany w prawie i porady. Skoncentrowana dawka wiadomości z różnych kategorii: prawo, księgowość, kadry, biznes, nieruchomości, pieniądze, edukacja. Zapisz się na nasz newsletter i bądź zawsze na czasie.
Zaznacz wymagane zgody
loading
Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich
Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj.
success

Potwierdź zapis

Sprawdź maila, żeby potwierdzić swój zapis na newsletter. Jeśli nie widzisz wiadomości, sprawdź folder SPAM w swojej skrzynce.

failure

Coś poszło nie tak

REKLAMA