REKLAMA

REKLAMA

Kategorie
Zaloguj się

Zarejestruj się

Proszę podać poprawny adres e-mail Hasło musi zawierać min. 3 znaki i max. 12 znaków
* - pole obowiązkowe
Przypomnij hasło
Witaj
Usuń konto
Aktualizacja danych
  Informacja
Twoje dane będą wykorzystywane do certyfikatów.

Czy banki celowo dawały kredytobiorcom wadliwe umowy do podpisu? Anatomia systemowego błędu

Czy banki celowo dawały kredytobiorcom wadliwe umowy do podpisu? Anatomia systemowego błędu
Czy banki celowo dawały kredytobiorcom wadliwe umowy do podpisu? Anatomia systemowego błędu
Shutterstock

REKLAMA

REKLAMA

W debacie publicznej na temat wadliwych umów o kredyt konsumencki coraz częściej pojawia się narracja o celowym działaniu banków na szkodę klientów. Jej zwolennicy twierdzą, że instytucje finansowe świadomie wpisywały do umów klauzule niezgodne z prawem, licząc na niewiedzę konsumentów i nikłe prawdopodobieństwo zakwestionowania zapisów. Tezę tę chętnie podchwytują prawnicy reprezentujący kredytobiorców w sporach sądowych. Tymczasem rzeczywistość jest bardziej złożona - i właśnie dlatego bardziej niepokojąca. Jeśli błędy wynikały z chciwości, remedium jest proste: lepsza regulacja i dotkliwe sankcje. Jeśli jednak u ich podstaw leży splot strukturalnych dysfunkcji organizacyjnych, luk kompetencyjnych i nieprecyzyjnych przepisów - problem jest znacznie trudniejszy do wyeliminowania. I znacznie trudniejszy do zapobieżenia w przyszłości. Dlatego rozumiem zarówno stronę kredytobiorców przez których najczęściej przemawiają emocje oraz bankowców, którzy rozliczani są za swoje błędy po wielu latach bez względu na to ile w tych bledach było celowego działania.

rozwiń >

Zarządzanie silosowe, czyli prawa ręka nie wie, co robi lewa

Współczesny bank to instytucja o złożonej strukturze departamentowej. Departament skarbu, departament produktów kredytowych, departament prawny, departament compliance, departament ryzyka - każda z tych jednostek funkcjonuje według własnej logiki, własnych celów i własnego języka. Problem pojawia się w momencie, gdy decyzja dotycząca konstrukcji produktu finansowego musi przejść przez wszystkie te ogniwa jednocześnie.

W praktyce mechanizm bywał następujący: departament skarbu wskazywał, że stosowany będzie kalendarz 365/360 przy naliczaniu odsetek, co przekłada się na wymierne korzyści finansowe dla banku. Informacja trafiała do departamentu prawnego z zadaniem przełożenia jej na język umowy. Problem w tym, że prawnicy - nawet kompetentni - nie zawsze byli w stanie ocenić ekonomiczne konsekwencje konkretnego zapisu dla całości produktu, jego kwalifikacji regulacyjnej ani jego relacji z przepisami ustawy o kredycie konsumenckim. Z kolei finansiści, sprawnie operujący w świecie spreadów i stóp procentowych, nie mieli narzędzi do oceny skutków prawnych swoich decyzji.

Efekt był przewidywalny: umowy, które powstawały jako produkt takiej współpracy, nosiły znamiona wewnętrznej niespójności - nie dlatego, że ktokolwiek tak chciał, lecz dlatego, że nikt nie miał pełnego obrazu całości. To klasyczna dysfunkcja zarządzania silosowego, którą zna każda duża organizacja na świecie. Tyle że w przypadku bankowości konsumenckiej skutki tej dysfunkcji ponoszą kredytobiorcy.

REKLAMA

REKLAMA

Deficyt wiedzy interdyscyplinarnej - prawnik bankowy jako gatunek zagrożony

Prawo bankowe i prawo finansowe to obszary wymagające rzadkiej kombinacji kompetencji. Dobry prawnik bankowy musi rozumieć mechanizmy wyceny instrumentów finansowych, zasady rachunkowości kredytowej, matematykę finansową - a jednocześnie dogłębnie znać prawo cywilne, prawo konsumenckie, dyrektywy unijne i regulacje nadzorcze. To profil, który na polskim rynku prawniczym jest wyjątkowo trudno znaleźć.

Przez lata wiele banków obsadzało stanowiska prawne osobami z dobrym wykształceniem stricte prawniczym, ale bez dostatecznego przygotowania z zakresu finansów. Powstawały umowy formalnie poprawne w warstwie cywilnoprawnej, lecz nieuwzględniające w pełni szczegółowych wymogów ustawy o kredycie konsumenckim - regulacji technicznej, wymagającej rozumienia zarówno jej litery, jak i ekonomicznej funkcji poszczególnych postanowień.

Nie jest to zarzut pod adresem konkretnych osób. To diagnoza systemowa: rynek nie wytworzył wystarczającej liczby prawników o odpowiednim profilu, a banki nie zawsze były gotowe zapłacić rynkową cenę za tę rzadką kompetencję - ani zbudować ją wewnętrznie przez właściwie zaprojektowane ścieżki kariery i rotację kadr między departamentami. Brak inwestycji w kapitał ludzki na etapie tworzenia produktu kosztuje dziś znacznie więcej niż kiedykolwiek kosztowałoby jego zbudowanie.

Zaniedbania o skutkach nieproporcjonalnych do intencji

Osobną i szczególnie pouczającą kategorię stanowią błędy, których nie wytłumaczy ani chciwość, ani nawet nieuwaga - a które mimo to wywołały poważne skutki prawne. Przykładem jest brak wskazania pośrednika w umowie, która była zawarta w kanele pośrednim czy brak wskazania w umowie wysokości odsetek za opóźnienie w formie stopy procentowej.

Na wielu tego rodzaju uchybieniach bank nie zarabiał - znikomo lub wcale. Brak odpowiedniego zapisu nie miał więc charakteru odstraszającego w sensie ekonomicznym, bank nie czerpał z niego żadnych wymiernych korzyści. A jednak jego brak - zgodnie z art. 45 ustawy o kredycie konsumenckim - rodzi prawo konsumenta do skorzystania z sankcji kredytu darmowego, pozwalającej na spłatę wyłącznie kapitału bez odsetek i kosztów.

Tego typu błędy powstawały z niedopatrzenia lub niechlujstwa redakcyjnego. Nikt nie sprawdził listy kontrolnej, nikt nie zweryfikował kompletności umowy względem wymogów ustawy przed jej wdrożeniem do masowego obrotu. Tu nie ma miejsca na narrację o celowym działaniu - jest za to poważne pytanie o wewnętrzne procedury zapewnienia jakości dokumentacji kontraktowej i o to, dlaczego przez lata nikt tych procedur nie wyegzekwował.

REKLAMA

Chciwość - ale rozumiana precyzyjnie

Byłoby nadmiernym uproszczeniem całkowite odrzucenie czynnika motywacyjnego. Presja na wynik finansowy jest immanentną cechą działalności bankowej i nikt poważny nie powinien udawać, że jest inaczej. Część błędów w umowach - takich jak stosowanie kalendarza 365/360 czy blankietowych klauzul zmiennego oprocentowania - z pewnością nie była przypadkowa.

Jednak nawet w tych przypadkach należy zachować analityczną precyzję. Świadoma decyzja biznesowa po stronie departamentu skarbu - "stosujemy 365/360" - to jeszcze nie to samo, co świadome wpisanie do umowy zapisu niezgodnego z prawem. Między decyzją finansową a jej przełożeniem na tekst prawny jest cały łańcuch ludzi, spotkań, akceptacji i redakcji. I na tym łańcuchu coś się gubiło.

Innymi słowy: chciwość mogła być obecna na etapie projektowania ekonomii produktu, ale konkretny błąd prawny bywał efektem późniejszego, niezamierzonego przekłamania w procesie redakcji umowy. Różnica jest istotna — zarówno z punktu widzenia oceny moralnej, jak i prawnej kwalifikacji zachowania. Celowe wprowadzanie klienta w błąd to co innego niż organizacyjna niezdolność do prawidłowego przetransponowania decyzji biznesowej na zgodny z prawem zapis umowny.

Dalszy ciąg materiału pod wideo

Trzeba jednak uczciwie przyznać, że istniała - i istnieje - kategoria banków, w których granica między agresywną strategią sprzedażową a świadomym naruszeniem prawa była przekraczana regularnie i za pełną wiedzą zarządów. Tu nie ma mowy o dysfunkcji organizacyjnej ani luce kompetencyjnej - tu mamy do czynienia z missellingiem jako modelem biznesowym.

Przejawy były różne, ale schemat ten sam: produkt zaprojektowany tak, żeby wyglądał atrakcyjnie, przy jednoczesnym ukryciu jego rzeczywistego kosztu lub niedopasowania do potrzeb klienta. Klientom prowadzącym biznes w obszarze B2C sprzedawano usługi faktoringowe - instrument stworzony z myślą o przedsiębiorcach zarządzających należnościami, nijak przystający do sprzedaży detalicznej. Konstruowano kredyty z prowizją sięgającą kilkudziesięciu procent wartości finansowania, przy nominalnym oprocentowaniu równym zeru - co tworzyło złudzenie taniego kredytu, podczas gdy rzeczywisty koszt był ukryty w opłacie wstępnej as przy wcześniejszej spłacie część prowizji proporcjonalnie nie była zwracana. Sprzedawano ubezpieczenia kredytowe, które z definicji nie mogły objąć danego klienta - ubezpieczenie od utraty pracy oferowane osobie prowadzącej działalność gospodarczą to nie niedopatrzenie, to celowe działanie na szkodę konsumenta.

Tego typu praktyki nie wynikały z silosowego zarządzania ani z braku interdyscyplinarnych prawników. Wynikały z kultury organizacyjnej, w której plan sprzedażowy był wartością nadrzędną, a pytanie "czy ten produkt jest odpowiedni dla tego klienta" w ogóle nie padało. I właśnie dlatego wrzucanie wszystkich banków do jednego worka - "celowo dawały wadliwe umowy" - jest nieuprawnione. Skala i charakter winy są różne. A różnica ta powinna mieć znaczenie - zarówno w debacie publicznej, jak i w orzecznictwie.

Gdzie byli KNF i UOKiK?

To pytanie pada za rzadko - a powinno paść jako jedno z pierwszych. Jeśli banki przez lata stosowały zapisy niezgodne z ustawą o kredycie konsumenckim, gdzie przez ten czas był Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów? Gdzie była Komisja Nadzoru Finansowego?

KNF koncentruje się na stabilności finansowej instytucji - adekwatności kapitałowej, zarządzaniu ryzykiem, wypłacalności ale też bada czy banki stosują praktyki zgodne z prawem (przykładem takiej kary może być decyzja nałożenia kary pieniężnych z czerwca 2024 na Nest Bank SA za brak odzwierciedlenia procedur awaryjnych w umowie z klientami). Ochrona konsumentów w relacjach umownych to formalnie bliższe UOKiK, jednak i tu aktywność przez długie lata była daleka od systematycznej (przykład takiego działania to kara nałożona na PKO w styczniu 2026 czy na Santander Consumer Bank w grudniu 2021). Kontrole wzorców umownych zdarzały się, decyzje administracyjne też - ale skala problemu, którą dziś ujawniają dziesiątki tysięcy spraw sądowych, wskazuje, że żaden z organów nie traktował tego obszaru jako priorytetu.

Trudno to usprawiedliwić. Wzorzec umowy kredytu konsumenckiego to dokument, który można przeczytać w godzinę. Jego zgodność z ustawą można sprawdzić metodycznie, stosując listę kontrolną. To nie jest praca detektywistyczna - to rutynowa praca administracyjna. Tymczasem te same klauzule, rok po roku, pojawiały się w umowach kolejnych instytucji, bez żadnej reakcji ze strony organów powołanych do ochrony porządku prawnego na rynku finansowym.

Brak prewencyjnej kontroli wzorców sprawił, że problem narastał cicho. Banki nie dostawały sygnału zwrotnego, że coś jest nie tak. Nikt nie pukał do drzwi z decyzją nakazującą zmianę wzorca. Mechanizm wczesnego ostrzegania po prostu nie zadziałał. I teraz cały ten rachunek - zamiast być rozliczony kilkanaście lat temu jedną decyzją administracyjną zmieniającą wzorzec - spada na sądy powszechne w postaci lawinowo rosnącej liczby indywidualnych powództw. To nie jest efektywne dla nikogo: ani dla konsumentów, ani dla banków, ani dla wymiaru sprawiedliwości.

Wadliwe prawo jako współsprawca kryzysu

Ustawa o kredycie konsumenckim, implementująca dyrektywę 2008/48/WE, nie była wzorem legislacyjnej precyzji. Dyrektywa - a za nią polska ustawa - pozostawiała szereg kwestii niedookreślonych lub podatnych na rozbieżną interpretację, co przez lata tworzyło przestrzeń dla niezamierzonych, ale realnych naruszeń.

Weźmy kwestię, która dziś wydaje się oczywista: czy od prowizji można naliczać odsetki? Przez lata odpowiedź wcale oczywista nie była. Część banków stosowała taką praktykę, opierając się na interpretacjach, które znajdowały oparcie w ówczesnym piśmiennictwie lub w milczącej akceptacji nadzorcy. Dopiero seria pytań prejudycjalnych skierowanych do TSUE i kolejne orzeczenia Trybunału ostatecznie zamknęły tę dyskusję - negatywnie dla banków.

Gdy prawo jest niedookreślone, rozbieżności interpretacyjne są nieuniknione. A rozbieżności interpretacyjne przekładają się na rozbieżności w treści umów zawieranych z milionami konsumentów. Sankcje, które dziś dotykają sektor bankowy, są - co do zasady - uzasadnione i powinny być stosowane. Ale pełna diagnoza odpowiedzialności za ten stan rzeczy musi uwzględniać również rolę prawodawcy - krajowego i unijnego - który nie zadbał o dostateczną jasność przekazu normatywnego na etapie, gdy mogło to jeszcze zapobiec problemom.

TSUE jako wyrok z datą wsteczną

W mechanizmie europejskiego systemu ochrony konsumentów jest pewien strukturalny paradoks, rzadko artykułowany wprost. Dyrektywa wchodzi w życie, banki piszą umowy, nadzorcy milczą, rynek funkcjonuje przez dekadę. A następnie TSUE wydaje wyroki prejudycjalne, które redefiniują rozumienie przepisów - i te wyroki stosuje się do umów zawartych wiele lat wcześniej, w zupełnie innym otoczeniu interpretacyjnym.

To nie jest zarzut pod adresem Trybunału. TSUE robi dokładnie to, do czego jest powołany: wykłada prawo unijne wiążąco i jednolicie. Problem leży gdzie indziej - w tym, że interpretacja, która dziś wydaje się jedyną możliwą, przez lata wcale taka nie była. Krajowe sądy, komentatorzy, organy nadzoru i sami prawnicy bankowi rozumieli te same przepisy inaczej. Banki działały w środowisku prawnym, które dopuszczało ich praktyki - aż do momentu, gdy okazało się, że nie powinno.

Efektem jest fala roszczeń dotyczących produktów sprzedawanych pięć, osiem, dziesięć lat temu. Dokumentacja jest niekompletna, pracownicy, którzy tworzyli te produkty, dawno odeszli, a procedury wielokrotnie się zmieniły. Sądy muszą rekonstruować stan faktyczny sprzed dekady. To system, który zamiast zachęcać do wyciągania wniosków i reformowania praktyk, generuje przede wszystkim koszty i niepewność - po obu stronach sporu.

Wnioski: diagnoza systemowa zamiast narracji o złym banku

Powyższa analiza nie ma na celu wybielania sektora bankowego ani umniejszania praw konsumentów. Sankcja kredytu darmowego istnieje, obowiązuje i konsumenci mają pełne prawo z niej korzystać - i słusznie to robią coraz sprawniej.

Chodzi o coś innego: o rzetelną diagnozę przyczyn problemu, bo tylko taka diagnoza umożliwia skuteczną prewencję. Narracja o bankach celowo krzywdzących klientów jest atrakcyjna medialnie i nośna procesowo - ale nieprecyzyjna analitycznie. Prawda jest taka, że za falą wadliwych umów stoi splot wzajemnie wzmacniających się czynników: silosowa struktura organizacyjna i brak przepływu wiedzy między departamentami, deficyt interdyscyplinarnych kompetencji prawno-finansowych, presja na wynik finansowy niepoddana dostatecznej kontroli prawnej, zaniedbania redakcyjne o nieproporcjonalnie poważnych skutkach, wieloletnia bezczynność organów nadzoru oraz nieprecyzyjne przepisy prawa krajowego i unijnego rozliczane z mocą wsteczną.

Dopóki dyskusja publiczna i regulacyjna będzie koncentrować się wyłącznie na złej woli banków, ryzyko powtórzenia błędów pozostaje wysokie. Bo jeśli problem jest w swojej istocie strukturalny i kompetencyjny — a w dużej mierze właśnie taki jest - żadna ilość retoryki o bankowej chciwości go nie wyeliminuje.

Krzysztof Szymański
kontakt@krzysztofszymanski.pl

Źródło: INFOR

Oceń jakość naszego artykułu

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Twoja opinia jest dla nas bardzo ważna

Powiedz nam, jak możemy poprawić artykuł.
Zaznacz określenie, które dotyczy przeczytanej treści:
Autopromocja

REKLAMA

QR Code

© Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A.

REKLAMA

Prawo
Ojciec nie płaci na dziecko? Matki wpadają w tę pułapkę, a alimenciarze czują się bezkarni

To potężny problem społeczny, który w 2026 roku dotyka setek tysięcy polskich rodzin. Gdy ojciec unika łożenia na utrzymanie własnego dziecka, zdesperowane matki często decydują się na krok, który w świetle prawa obraca się przeciwko nim. Jak zatem skutecznie i legalnie walczyć z alimenciarzem?

Renta wdowia ma wzrosnąć do 50 proc. Włodzimierz Czarzasty podał datę

Renta wdowia może w przyszłości wzrosnąć do 50 proc. drugiego świadczenia i objąć wszystkich uprawnionych wdowców oraz wdowy. Taką zapowiedź złożył marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty, wskazując, że zmiany miałyby zostać wprowadzone po ewaluacji programu w 2028 roku. Obecnie świadczenie wynosi 15 proc. drugiego świadczenia, a od 2027 roku wzrośnie do 25 proc.

Cyfrowe e-dyplomy obowiązkowe od 2027 roku. Papierowe tylko na wniosek. Co uczelnia musi zmienić w procedurach?

Od 30 czerwca 2026 roku podmioty wydające dyplomy mogą rejestrować dokumenty elektroniczne w Repozytorium Dyplomów Elektronicznych, które jest częścią systemu POL-on. Przez drugą połowę 2026 roku korzystanie z tego rozwiązania ma charakter dobrowolny. Od 1 stycznia 2027 roku wydawanie dyplomów elektronicznych jako podstawowego dokumentu poświadczającego uzyskany stopień lub tytuł stanie się obowiązkowe. Dla absolwentów oznacza to łatwiejszy dostęp do dokumentu, możliwość zdalnego pobrania dyplomu oraz jego szybkiej weryfikacji. Dla uczelni zmiana jest jednak dużo głębsza niż przejście z papieru na format cyfrowy. E-dyplom jest efektem całego łańcucha działań: od jakości danych w systemach uczelni, przez poprawność informacji w POL-onie, aż po podpisy, konfiguracje, role użytkowników, suplementy, odpisy i obsługę sytuacji niestandardowych. Dlatego wdrożenie e-dyplomów warto potraktować nie jako zadanie wyłącznie techniczne, lecz sprawdzian gotowości organizacyjnej uczelni. Jeśli w danych, procedurach albo odpowiedzialności pojawią się luki, repozytorium ich nie ukryje. Przeciwnie - cyfrowy proces może je ujawnić dokładnie w momencie, w którym absolwent będzie czekał na gotowy dokument.

Czy WIBOR poprawnie mierzy cenę pieniądza? Nie jest tak, że liczba transakcji nie ma znaczenia dla jakości WIBOR-u [Polemika]

W artykule „Dlaczego liczba transakcji na rynku międzybankowym nie przesądza o wiarygodności i jakości WIBOR-u” opublikowanym 16 czerwca 2026 r. na infor.pl Marcin Bartczak i Marek Trzos-Rastawiecki bronią WIBOR-u, opierając się na eleganckim rozróżnieniu pojęciowym. Ich zdaniem krytycy wskaźnika mieszają dwie różne kategorie: aktywność rynku, czyli liczbę transakcji, oraz cenę pieniądza, czyli przedmiot pomiaru. WIBOR - jak argumentują Autorzy - jest wskaźnikiem stopy procentowej, a więc ma mierzyć cenę, nie wolumen. Skoro cena pieniądza jest „zakotwiczona” w stopach NBP, to niewielka liczba depozytów międzybankowych nie podważa wiarygodności wskaźnika. Zliczanie transakcji jako test jakości WIBOR-u ma być więc „błędem kategorialnym”. Samo rozróżnienie jest trafne. Wniosek już nie – pisze Krzysztof Szymański.

REKLAMA

Co zrobić z umowami B2B przed 8 lipca 2026 r. aby uniknąć represji podatkowo-składkowych? Prof. Modzelewski: warto rozważyć rozwiązanie tych umów i zawarcie na nowych zasadach

PIP zacznie od 8 lipca 2026 r. przekształcać umowy cywilnoprawne z samozatrudnionymi (umowy B2B) w umowy o pracę. Prof. dr hab. Witold Modzelewski wskazuje pewną możliwość złagodzenia prawdopodobnych represji podatkowo-składkowych po wejściu w życie nowych przepisów. Otóż decyzja „przekształcenia” nie ma formalnie mocy wstecznej i może dotyczyć (podobnie jak powództwo) umów wykonywanych w dniu wejścia w życie tej nowelizacji. Czyli można przed tą datą rozwiązać istniejące umowy B2B do tego dnia i zawrzeć je na nowych zasadach. Bo decyzja Okręgowego Inspektora Pracy nie może dotyczyć umów rozwiązanych przed 8 lipca 2026 r.

3 lipca Sejm uchwalił: Zakaz komórek, lex szarlatan, OKI, vouchery

Posłowie mieli pracowity piątek. Dziś Sejm uchwalił ważne zmiany w prawie. Ustawa o Osobistych Kontach Inwestycyjnych zakłada, że aktywa inwestycyjne na koncie będą zwolnione z tzw. podatku Belki do kwoty 100 tys. zł, a aktywa oszczędnościowe - do 25 tys. zł. Nowelizacja ustawy – Prawo oświatowe wprowadza zakaz korzystania z m.in. telefonów komórkowych w szkołach podstawowych i przedszkolach od 1 września 2026 r. Nowelizacja ustawy o imprezach turystycznych i powiązanych usługach turystycznych wprowadza mechanizm umożliwiający zaproponowanie podróżnemu przez organizatora turystyki vouchera na realizację imprezy turystycznej w przyszłości, tj. w okresie do dwóch lat od dnia przyjęcia vouchera.

300 plus 2026 - zmiany. Jak złożyć wniosek o 300 zł na wyprawkę szkolną w roku 2026/2027?

300 plus w 2026 roku - jakie zmiany weszły w życie? Jak złożyć wniosek o 300 zł na wyprawkę szkolną w kolejnym roku szkolnym 2026/2027? Kto nie musi już spełniać warunku aktywności zawodowej, by uzyskać świadczenie z ZUS?

UE zakazała zgrzewek dla wody mineralnej, mleka, napojów. Butelki 1,5 l kupisz pojedynczo. Ale nie od 12 VIII 2026 r. Od 1 stycznia 2030 r.

Uratować zgrzewki może wykazanie, że są "niezbędne do usprawnienia procesu postępowania z butelkami 1,5 l". To ewentualny wyjątek. Jeżeli nie będzie miał zastosowania to zgrzewki z np. wodą mineralną, będą zakazane na terenie całej UE od 1 stycznia 2030 r. Na mocy rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady UE. Obowiązuje od 12 sierpnia 2026 r. Zakaz zgrzewek wejdzie jednak 4,5 roku później na mocy przepisów dostosowawczych. Co ma być zamiast zgrzewek? Po prostu będziemy kupowali wodę mineralną 1,5 litra pojedynczo wkładając do koszyka w sklepie jako "butelka po butelce". Do tego się przyzwyczaimy (jeżeli UE nie wycofa nowego prawa). Gorzej z drogą wody mineralnej, mleka i innych napojów od rozlewni poprzez ciężarówki, magazyny i centra logistyczne. Tam podstawą jest zgrzewka. Rezygnacja z niej to koszty inwestycji w nowe linie produkcyjne i sposoby pakowania i transportowania butelek.

REKLAMA

Rolnicy chcą tysięcy złotych od hektara. Za 2024 r. było nawet 3000 zł. Susza pustoszy pola

Ministerstwo Rolnictwa uruchomiło aplikację suszową i producenci rolni mogą już składać wnioski o oszacowanie strat powstałych w wyniku wystąpienia suszy. To pierwszy etap w staraniu się o pomoc w związku z suszą w 2026 r.

Większe pieniądze dla osób z niepełnosprawnością. ZUS wypłaci nawet 4353 zł

Wielu Polaków posiada orzeczenie o stopniu niepełnosprawności, ale nie ma pojęcia, jak potężne daje ono możliwości. Przepisy w 2026 roku otwierają drzwi do realnego wsparcia finansowego, ogromnych ulg w podróżach oraz dodatkowych dni wolnych od pracy. Co ważne, zyskać mogą nie tylko osoby ze znacznym stopniem, ale także te z umiarkowanym i lekkim.

Zapisz się na newsletter
Najlepsze artykuły, najpoczytniejsze tematy, zmiany w prawie i porady. Skoncentrowana dawka wiadomości z różnych kategorii: prawo, księgowość, kadry, biznes, nieruchomości, pieniądze, edukacja. Zapisz się na nasz newsletter i bądź zawsze na czasie.
Zaznacz wymagane zgody
loading
Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich
Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj.
success

Potwierdź zapis

Sprawdź maila, żeby potwierdzić swój zapis na newsletter. Jeśli nie widzisz wiadomości, sprawdź folder SPAM w swojej skrzynce.

failure

Coś poszło nie tak

REKLAMA