Sejm zajął się legalizacją marihuany. Co z postulatem 3 gramów na własny użytek?

REKLAMA
REKLAMA
Czy w 2026 roku Polacy będą mogli legalnie posiadać niewielkie ilości marihuany? Sejmowa Komisja ds. Petycji uchwaliła dezyderat wzywający rząd do analizy depenalizacji posiadania do 3 gramów marihuany na własny użytek. Dokument trafił na biurko Premiera. Minęły już tygodnie, a odpowiedzi wciąż brak. Sprawdzamy, o co chodzi w tej sprawie i jakie są szanse na zmianę prawa.
- Komisja sejmowa podjęła temat, który elektryzuje społeczeństwo - czy zalegalizują marihuanę w 2026 r.?
- Co dokładnie zawiera petycja i dezyderat w sprawie legalizacji marihuany?
- Argumenty zwolenników legalizacji marihuany: Europa idzie do przodu, Polska stoi w miejscu
- Głosy przeciwników legalizacji marihuany: ochrona młodzieży i brak pewności naukowej
- Co dalej? Historia pokazuje, że temat legalizacji marihuany wraca i... odpływa
Komisja sejmowa podjęła temat, który elektryzuje społeczeństwo - czy zalegalizują marihuanę w 2026 r.?
Początek 2026 roku, a jeden z najbardziej kontrowersyjnych tematów społecznych wciąż pozostaje bez rozstrzygnięcia. Chodzi o kwestię, która od lat dzieli polskie społeczeństwo – legalizację lub przynajmniej depenalizację posiadania marihuany na własny użytek.
REKLAMA
REKLAMA
20 listopada 2025 roku Komisja do Spraw Petycji uchwaliła Dezyderat nr 176, w którym zwróciła się do Prezesa Rady Ministrów o „kompleksową i systemową analizę" postulatu legalizacji posiadania marihuany w ilości do 3 gramów. To efekt petycji obywatelskiej, która trafiła do Sejmu jeszcze w 2024 roku (petycję zarejestrowano pod nr sprawy w Komisji BKSP-155-X-374/24) i przez wiele miesięcy czekała na rozpatrzenie.
Dokument uchwalony przez Komisję stawia rządowi konkretne pytania: czy planowane są prace legislacyjne nad dekryminalizacją? Czy rozważano stworzenie regulowanego rynku marihuany? Minęło już ponad sześć tygodni od uchwalenia dezyderatu, a odpowiedzi ze strony rządu wciąż brak.
Co dokładnie zawiera petycja i dezyderat w sprawie legalizacji marihuany?
Autorzy petycji, która stała się podstawą sejmowych prac, domagają się zmiany przepisów, które dziś penalizują posiadanie nawet śladowych ilości marihuany. Jego główny postulat to dopuszczenie posiadania do 3 gramów suszu konopnego na własny użytek bez konsekwencji karnych.
REKLAMA
W uzasadnieniu petycji czytamy, że obecne przepisy „nie przystają do współczesnych realiów społecznych i naukowych". Autor wskazuje na kilka kluczowych problemów obecnego stanu prawnego:
- Obciążenie wymiaru sprawiedliwości – policja, prokuratura i sądy tracą zasoby na ściganie osób posiadających minimalne ilości marihuany, zamiast skupić się na poważniejszej przestępczości.
- Zmiana postaw społecznych – coraz więcej Polaków, szczególnie młodszych pokoleń, postrzega marihuanę jako substancję mniej szkodliwą niż alkohol czy tytoń.
- Potencjał regulowanego rynku – legalizacja mogłaby stworzyć kontrolowany obrót, zapewniający jakość produktu i wpływy do budżetu państwa.
Komisja do Spraw Petycji nie zajęła jednoznacznego stanowiska „za" lub „przeciw", ale sam fakt skierowania dezyderatu do Premiera świadczy o tym, że temat uznano za wymagający poważnej analizy rządowej.
Argumenty zwolenników legalizacji marihuany: Europa idzie do przodu, Polska stoi w miejscu
Zwolennicy zmian w prawie narkotykowym od lat wskazują na przykłady innych państw europejskich. Przykładowo, Niemcy, nasz zachodni sąsiad, w 2024 roku zalegalizowały posiadanie marihuany dla dorosłych – do 25 gramów w przestrzeni publicznej i do 50 gramów w domu.
Natomiast w Portugalii wprowadzono tabelę ilości granicznych, jakie można posiadać na własny użytek. Odpowiadają one umownie przyjętym dawkom na dziesięć dni używania: dla konopi jest to 25 g, haszyszu – 5 g, kokainy – 2g, heroiny - 1g. W przypadku zatrzymania przez policję osoby posiadającej narkotyki ale, których ilość nie przekroczyła wartości progowych, następuje konfiskata substancji, a sprawę traktuje się jako wykroczenie, podchodzące pod prawo administracyjne. Zatrzymanej osoby nie wpisuje się do rejestru karnego (figuruje tylko w kartotece policyjnej i np. może zostać wezwana jako świadek), zostaje za to skierowana na rozmowę do tzw. Komisji Odwodzenia. Dopiero w przypadku przekroczenia ilości progowych, sprawa jest kierowana do sądu.
Argumenty „za" zwolenników, można sprowadzić do kilku głównych punktów:
- Po pierwsze – skuteczność prohibicji jest wątpliwa. Mimo surowych przepisów, dostęp do marihuany w Polsce nie stanowi problemu dla osób, które chcą ją zdobyć. Czarny rynek kwitnie, a jakość produktów pozostaje poza jakąkolwiek kontrolą.
- Po drugie – koszty społeczne karania. Według szacunków, rocznie kilkadziesiąt tysięcy postępowań w Polsce dotyczy posiadania niewielkich ilości narkotyków. To obciążenie dla wymiaru sprawiedliwości, ale też dla samych „sprawców" – często młodych ludzi, którzy za błąd młodości mogą mieć problem ze znalezieniem pracy czy wyjazdem za granicę.
- Po trzecie – aspekt zdrowotny. Badania wskazują, że marihuana może mieć zastosowania medyczne (w Polsce funkcjonuje już program medycznej marihuany), a jej szkodliwość – przy odpowiedzialnym użytkowaniu przez dorosłych – jest porównywalna lub mniejsza niż legalnych używek.
Głosy przeciwników legalizacji marihuany: ochrona młodzieży i brak pewności naukowej
Druga strona debaty ma równie mocne argumenty. Przeciwnicy legalizacji, wśród których znajdują się przedstawiciele części środowisk medycznych, organizacji abstynenckich i politycy konserwatywni, wskazują na poważne zagrożenia.
- Ryzyko dla młodych ludzi. Mózg człowieka rozwija się do około 25. roku życia. Regularne używanie marihuany w okresie dojrzewania może prowadzić do trwałych zmian w funkcjonowaniu poznawczym. Liberalizacja prawa – argumentują krytycy – wysyła fałszywy sygnał, że „marihuana jest bezpieczna", co może zwiększyć jej popularność wśród nastolatków.
- Zachęta do sięgania go coraz mocniejsze narkotyki.
- Brak gotowości społecznej. Sondaże pokazują, że polskie społeczeństwo jest podzielone mniej więcej po połowie (chociaż istnieją i takie, pokazujące wyraźną większość zwolenników legalizacji). Czy w takiej sytuacji państwo powinno dokonywać tak znaczącej zmiany cywilizacyjnej? Tradycyjnie i kulturowo w Polsce nie istniały tradycje związane ze środkami odurzającymi (jak np. żucie liści koki w Andach), a np. tabaka jest uznawana za produkt tytoniowy.
Co dalej? Historia pokazuje, że temat legalizacji marihuany wraca i... odpływa
To nie pierwsza próba podjęcia tematu dekryminalizacji marihuany w polskim parlamencie. W poprzednich kadencjach Sejmu składane były projekty ustaw czy petycje idące w podobnym kierunku – żaden nie doczekał się finału legislacyjnego.
Dezyderat, choć brzmi poważnie, jest jedynie formą zwrócenia się Komisji do organu władzy wykonawczej z prośbą o stanowisko lub podjęcie działań. Nie ma mocy wiążącej – rząd może odpowiedzieć, może też temat zignorować lub odłożyć na bliżej nieokreśloną przyszłość. Jak dotąd – na początku stycznia 2026 roku – odpowiedzi brak. Kancelaria Premiera nie odniosła się publicznie do dezyderatu. Brak też sygnałów, by którakolwiek z partii koalicji rządzącej planowała wnieść projekt ustawy w tej sprawie w najbliższym czasie.
Czy rok 2026 przyniesie przełom? Sceptycy wskazują, że w roku poprzedzającym wybory (parlamentarne zaplanowane na 2027 rok) politycy raczej unikają tematów polaryzujących elektorat. Optymiści liczą, że europejskie trendy – szczególnie niemiecka legalizacja – będą wywierać presję na polskich decydentów.
Jedno jest pewne: temat marihuany w Polsce nie zniknie. Petycja za petycją, dezyderat za dezyderatem – obywatele sygnalizują, że oczekują co najmniej poważnej debaty. Czy politycy w końcu się jej podejmą, czy znów ograniczą się do bezpiecznego milczenia? Najbliższe miesiące pokażą. Trzeba śledzić losy petycji zarejestrowanej pod nr BKSP-155-X-374/24
REKLAMA
© Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A.
REKLAMA



