Władza robi autopromocję na dobroczynności z publicznych środków. Prawo musi wreszcie określić, co wolno rządzącym

REKLAMA
REKLAMA
Gdzie przebiega granica między informowaniem obywateli a autopromocją władzy? Czy polityk może budować własny wizerunek – nawet w szczytnym celu – z wykorzystaniem urzędu, symboliki państwa i pieniędzy publicznych? I dlaczego w Polsce wciąż brakuje jasnych reguł, które chroniłyby powagę instytucji oraz samych decydentów przed przekraczaniem granic odpowiedzialności?
- Państwo to nie prywatny profil w mediach społecznościowych
- Areszt śledczy nie jest narzędziem wizerunkowym
- Korzyść osobista to nie tylko pieniądze
- Problem znany z samorządów
- Potrzeba jasnych wytycznych ze strony rządu
- Rola prokuratury: standardy, nie represje
- Jasne reguły zamiast domysłów
Państwo to nie prywatny profil w mediach społecznościowych
W przestrzeni publicznej coraz częściej pojawiają się działania władzy, które wywołują intuicyjny niepokój, choć trudno je jednoznacznie zakwalifikować jako naruszenie prawa. Nie dlatego, że prawo jest tu oczywiście łamane, lecz dlatego, że granice dopuszczalnych zachowań władzy publicznej stają się nieostre. To właśnie w takich momentach państwo prawa jest wystawiane na próbę.
Oficjalne kanały komunikacji instytucji publicznych – ministerstw, urzędów, służb – nie są odpowiednikiem prywatnych kont w mediach społecznościowych. Korzystają z autorytetu państwa i zaufania, jakie obywatele przypisują instytucjom. Dlatego każdy przekaz publikowany w tych kanałach ma wagę inną niż wpis osoby prywatnej.
Jeżeli w takim przekazie pojawia się promocja konkretnej osoby pełniącej funkcję publiczną, a komunikat oparty jest na emocjonalnej narracji dobroczynności, rodzi się pytanie: czy to jeszcze neutralna informacja, czy już osobista autopromocja finansowana i legitymizowana przez państwo?
REKLAMA
REKLAMA
Areszt śledczy nie jest narzędziem wizerunkowym
Szczególne wątpliwości budzi sięganie po symbolikę instytucji o charakterze przymusu państwowego, takich jak areszt śledczy. Areszt nie jest zwykłym budynkiem administracyjnym ani neutralnym tłem komunikacyjnym. To miejsce pozbawienia wolności, silnie osadzone w konstytucyjnym porządku ochrony praw jednostki.
Państwo ma wobec takich instytucji szczególny obowiązek powagi, umiaru i neutralności. Wykorzystywanie ich symboliki w przekazach o charakterze promocyjnym lub wizerunkowym – nawet jeśli towarzyszą temu dobre intencje – prowadzi do rozmycia granicy między funkcją państwa a narracją osobistą. A to granica, której państwo prawa nie powinno przekraczać.
Korzyść osobista to nie tylko pieniądze
W debacie publicznej pojęcie nadużycia władzy bywa sprowadzane wyłącznie do korzyści majątkowych. Tymczasem prawo – także karne – rozumie korzyść osobistą znacznie szerzej. Może ona mieć charakter niemajątkowy: wizerunkowy, reputacyjny, polityczny.
Budowanie osobistego kapitału zaufania, narracji o własnej wspaniałomyślności czy szczególnej „bliskości z obywatelami” przy użyciu urzędowych kanałów komunikacji i symboliki państwa nie jest działaniem neutralnym. To przesuwanie granicy między urzędem a osobą. Granicy, która w państwie prawa pełni funkcję ochronną – zarówno dla obywateli, jak i dla samych decydentów.
Problem znany z samorządów
Ten mechanizm nie jest nowy. Od lat widoczny jest w samorządach, gdzie:
- środki spółek komunalnych finansują kampanie wizerunkowe,
- na billboardach i materiałach promocyjnych pojawiają się nazwiska i twarze polityków,
- granica między informacją o działaniach instytucji a promocją osób sprawujących władzę bywa systematycznie przekraczana.
Wielu samorządowców podejmowało takie działania w dobrej wierze, nie mając jasnych wytycznych. Część z nich po latach dowiadywała się, że granice zostały ocenione inaczej. Państwo, które nie mówi jasno zawczasu, samo generuje niepewność prawną i strach decyzyjny.
REKLAMA
Potrzeba jasnych wytycznych ze strony rządu
Dlatego dziś potrzebne są jednoznaczne, ogólnopaństwowe wytyczne dotyczące promowania się osób pełniących funkcje publiczne przy użyciu środków publicznych – zarówno w tradycyjnych kampaniach informacyjnych, jak i w mediach społecznościowych.
Oczekiwanie takich standardów od Prezesa Rady Ministrów i Rady Ministrów nie jest postulatem politycznym. Jest elementarną potrzebą państwa prawa. Jeżeli urzędowe konta, pieniądze publiczne i autorytet instytucji są wykorzystywane do budowania rozpoznawalności konkretnych osób, nawet pod pozorem dobroczynności, dochodzi do kompromitacji urzędu, a nie jego wzmocnienia.
Jeżeli ktoś chce angażować się społecznie i budować własny wizerunek – ma do tego pełne prawo jako osoba prywatna. Nie powinien jednak robić tego z wykorzystaniem aparatu państwa.
Rola prokuratury: standardy, nie represje
W tym kontekście naturalnie pojawia się pytanie o rolę instytucji stojących na straży praworządności. Zgodnie z art. 3 i 5 ustawy – Prawo o prokuraturze, prokuratura nie jest wyłącznie organem reagującym po fakcie. Jej zadaniem jest również czuwanie nad praworządnością, interesem publicznym oraz jednolitością stosowania prawa.
Problemem nie jest to, czy w konkretnej sprawie dojdzie do postępowania. Problemem jest brak jasnej odpowiedzi: czy tego rodzaju praktyki są dopuszczalne, czy nie. Milczenie instytucji w sprawach granicznych nie jest neutralne. Oznacza pozostawienie przestrzeni, w której te same działania mogą być raz akceptowane, a innym razem kwestionowane.
Oczekiwanie zajęcia stanowiska przez Prokuraturę Krajową nie jest wezwaniem do karania. Jest wezwaniem do porządkowania standardów, zanim dojdzie do konfliktów i zarzutów.
Jasne reguły zamiast domysłów
Ten tekst nie jest próbą oceniania jednej osoby ani jednej akcji. Jest pytaniem o kondycję instytucjonalną państwa. O to, czy potrafimy jeszcze jasno oddzielić to, co prywatne, od tego, co urzędowe. I czy dobroczynność władzy ma swoje granice – zanim granice te zostaną przekroczone.
Państwo prawa nie polega na tym, że wszystko, co moralnie słuszne, jest automatycznie dopuszczalne instytucjonalnie. Polega na tym, że reguły są znane wcześniej, a urzędy zachowują powagę niezależnie od intencji rządzących.
Bo władza, która uznaje, że dobre intencje znoszą granice, w dłuższej perspektywie sama podkopuje fundamenty państwa. Nawet jeśli robi to w imię dobra.
Grzegorz Prigan, adwokat i menedżer
REKLAMA
© Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A.
REKLAMA



