P. Kuczyński: WIBOR straszy tylko na papierze. Masowych pozwów nie będzie

REKLAMA
REKLAMA
Od kilku dni w przestrzeni medialnej znów pojawia się znany już schemat: zbliża się orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości UE, więc należy zapowiedzieć „moment przełomowy”, „początek lawiny pozwów” i „historyczne rozstrzygnięcie”, które rzekomo ma wywrócić do góry nogami rynek kredytów w Polsce. Artykuł Karoliny Pilawskiej wpisuje się dokładnie w ten scenariusz. Dlatego czuję się w obowiązku po raz kolejny tę narrację ostudzić.
- Wyrok TSUE nie dotyczy WIBOR-u, tylko narracji wokół niego
- WIBOR to nie „bankowy wymysł”, tylko rynkowy termometr
- Gospodarka nie wytrzyma „drugiej sagi frankowej”
- Zachęcanie do pozwów to nie porada, to marketing
- To nie pierwsza taka prognoza i nie pierwsza, która się nie sprawdzi
Niniejszy artykuł jest polemiką z artykułem opublikowanym pod poniższym linkiem:
TSUE pojutrze wyda wyrok dot. WIBOR. Czy miliony kredytobiorców w Polsce ruszą z pozwami do sądów?
Nie pierwszy raz zresztą prowadzę publiczną polemikę z Panią Mecenas w sprawie WIBOR-u. Poprzednio – na antenie Polsat News – dyskusja dotyczyła między innymi tak podstawowej kwestii, jak wskazanie administratora wskaźnika (Pani Mecenas upierała się, że kontrolowana przez Skarb Państwa spółka GPW Benchmark jest… prywatną firmą). Skoro więc znów wracamy do tego tematu, spróbujmy tym razem oprzeć się na faktach, a nie na emocjach i życzeniowym myśleniu.
REKLAMA
REKLAMA
Wyrok TSUE nie dotyczy WIBOR-u, tylko narracji wokół niego
Zacznijmy od rzeczy zasadniczej. Nadchodzący wyrok TSUE nie rozstrzyga, czy WIBOR jest legalny, ani czy można go „unieważnić”. To zostało już rozstrzygnięte wcześniej – zarówno regulacyjnie, jak i instytucjonalnie. Wskaźnik funkcjonuje w ramach unijnego rozporządzenia BMR i podlega ścisłemu nadzorowi. Trybunał nie jest od oceniania parametrów rynkowych ani od zastępowania regulatorów finansowych.
Przedmiotem rozstrzygnięcia jest coś zupełnie innego: zakres obowiązku informacyjnego banków wobec konsumentów. To ogromna różnica, którą w tekstach alarmistycznych konsekwentnie się zaciera. Czy bank wystarczająco jasno informował klienta, że oprocentowanie jest zmienne? Czy klient mógł zrozumieć, że rata może rosnąć wraz ze wzrostem stóp procentowych? To są pytania prawne. WIBOR jako wskaźnik referencyjny w ogóle nie jest tu bohaterem pierwszego planu.
WIBOR to nie „bankowy wymysł”, tylko rynkowy termometr
W artykule Karoliny Pilawskiej po raz kolejny pojawia się sugestia, że WIBOR jest konstrukcją, którą można podważać w sądzie niemal tak samo jak niektóre klauzule frankowe. To błąd podstawowy, wynikający z niezrozumienia mechanizmów rynku pieniężnego.
WIBOR nie jest elementem swobodnie kształtowanym przez banki udzielające kredytów. Jest wskaźnikiem rynkowym, który odzwierciedla koszt pieniądza w gospodarce. Gdy rosną stopy procentowe NBP, rośnie WIBOR. Gdy inflacja przyspiesza, rośnie WIBOR. Gdy bank centralny luzuje politykę pieniężną, WIBOR spada. To nie jest żadna tajemnica ani manipulacja, tylko elementarz ekonomii.
Próba zakwestionowania WIBOR-u oznaczałaby w praktyce zakwestionowanie samego mechanizmu transmisji polityki pieniężnej. To tak, jakby twierdzić, że termometr kłamie, bo pokazuje wysoką temperaturę podczas gorączki.
Gospodarka nie wytrzyma „drugiej sagi frankowej”
W artykule pojawia się sugestia, że miliony kredytobiorców mogą ruszyć do sądów. Ekonomicznie taki scenariusz byłby katastrofalny – i właśnie dlatego jest skrajnie nieprawdopodobny. System finansowy nie działa w próżni. Masowe podważanie umów złotowych oznaczałoby nie tylko problem dla banków, ale dla całej gospodarki: koszt kredytu dla nowych klientów, ograniczenie akcji kredytowej, presję na budżet państwa i wzrost ryzyka systemowego.
Unijne regulacje – w tym BMR – powstały właśnie po to, aby takie ryzyka eliminować, a nie generować. Trudno uwierzyć, by TSUE chciał własnym wyrokiem wywołać chaos finansowy w kraju członkowskim, skoro nie zrobił tego nawet w sprawach walutowych, gdzie skala nieprawidłowości była nieporównywalnie większa.
REKLAMA
Zachęcanie do pozwów to nie porada, to marketing
Najbardziej niepokojącym elementem narracji obecnej w tekście Karoliny Pilawskiej jest sugestia, że kredytobiorcy powinni „już teraz” przygotowywać się do pozwów, aby nie przegapić swojej szansy. Z ekonomicznego punktu widzenia to rada ryzykowna.
Nie ma prawomocnych wyroków podważających WIBOR jako wskaźnik. Nie ma orzeczenia TSUE, które dawałoby zielone światło do masowych roszczeń. Jest za to bardzo realne ryzyko poniesienia kosztów: opłat sądowych, wynagrodzeń pełnomocników, czasu i stresu. W tej układance wygrywają przede wszystkim kancelarie, które – jak pokazuje doświadczenie z kredytów frankowych – zarabiają niezależnie od ostatecznego wyniku spraw.
To nie pierwsza taka prognoza i nie pierwsza, która się nie sprawdzi
Warto przypomnieć, że podobne zapowiedzi „przełomu” wokół WIBOR-u pojawiały się już wcześniej. Za każdym razem kończyło się na medialnym szumie, a nie na realnej zmianie rynku. Tym razem będzie podobnie. Wyrok TSUE może uporządkować kwestie informacyjne, ale nie wywróci systemu finansowego.
Ekonomia jest w tej sprawie bezlitosna dla sensacyjnych tez. WIBOR nie jest ani toksycznym produktem, ani prawną bombą z opóźnionym zapłonem. Jest wskaźnikiem, który – jak każdy rynkowy parametr – bywa wysoki lub niski w zależności od sytuacji gospodarczej. I dokładnie tak należy go traktować.
Piotr Kuczyński, analityk Domu Inwestycyjnego Xelion
REKLAMA
© Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A.
REKLAMA