Obrona konieczna ma swoje granice. Kiedy i jak można się bronić?

REKLAMA
REKLAMA
Granice obrony koniecznej wciąż budzą wątpliwości, choć przepisy są w tej kwestii jednoznaczne. Jak podkreśla w rozmowie z PAP adwokat Maciej Kowalewski, osoba zaatakowana ma prawo odpowiedzieć na agresję, jednak jej reakcja powinna być proporcjonalna i podjęta we właściwym momencie — ani zbyt wcześnie, ani zbyt późno. Zaznaczył też, że obrona konieczna obejmuje nie tylko ochronę własną, lecz również działanie w obronie innych osób.
- Przypadek z Bystrzycy Kłodzkiej
- Co o obronie konieczne mówi prawo?
- Reakcja na atak musi być proporcjonalna
- Kiedy nie mamy do czynienia z obroną konieczną?
- Obrona konieczna także w przypadku obrony kogoś innego
Przypadek z Bystrzycy Kłodzkiej
W poniedziałek Sąd Rejonowy w Kłodzku przychylił się do wniosku prokuratury i zdecydował o aresztowaniu mężczyzny podejrzanego o zastrzelenie w Bystrzycy Kłodzkiej 26-latka. Po postawieniu zarzutów (zabójstwa z zamiarem bezpośrednim) podejrzany nie przyznał się do winy. Twierdził, że działał w obronie koniecznej.
REKLAMA
REKLAMA
Sprawa z Bystrzycy Kłodzkiej wywołała dyskusję na temat granic obrony koniecznej, które w polskim prawie określone są w art. 25 Kodeksu karnego i są dość szerokie interpretacyjnie. Zgodnie ze wspomnianym artykułem „nie popełnia przestępstwa, kto w obronie koniecznej odpiera bezpośredni, bezprawny zamach na jakiekolwiek dobro chronione prawem”.
Co o obronie konieczne mówi prawo?
Przepisy mówią ponadto, że również w razie przekroczenia granic obrony koniecznej, w szczególności gdy sprawca zastosował sposób obrony niewspółmierny do niebezpieczeństwa zamachu, sąd może zastosować nadzwyczajne złagodzenie kary, a nawet odstąpić od jej wymierzenia.
Kolejny z paragrafów mówi natomiast, że „nie podlega karze, kto przekracza granice obrony koniecznej, odpierając zamach polegający na wdarciu się do mieszkania, lokalu, domu albo na przylegający do nich ogrodzony teren lub odpierając zamach poprzedzony wdarciem się do tych miejsc, chyba że przekroczenie granic obrony koniecznej było rażące”. Z kolei paragraf 3 tego artykułu mówi, że „nie podlega karze, kto przekracza granice obrony koniecznej pod wpływem strachu lub wzburzenia usprawiedliwionych okolicznościami zamachu”.
REKLAMA
Do kwestii przepisów dotyczących obrony koniecznej w rozmowie z PAP odniósł się adwokat Maciej Kowalewski, który zaznaczył, że obrona konieczna w polskim prawie jest tzw. kontratypem, czyli okolicznością wyłączającą bezprawność czynu.
Reakcja na atak musi być proporcjonalna
- Przy obronie koniecznej mamy do czynienia z odparciem zamachu bezpośredniego, bezprawnego na nasze życie i zdrowie. Natomiast ważne jest to, aby ta reakcja była proporcjonalna, i aby nie było możliwości innej reakcji niż reakcja, którą zastosowaliśmy - zauważył Kowalewski.
Na pytanie o to, czy zatem jeśli napastnik atakuje gołymi pięściami, to w odpowiedzi nie można użyć wobec niego broni palnej, odpowiedział, że taka obrona będzie nieproporcjonalna. - Musimy zastosować odpór na ten atak, który jest proporcjonalny w stosunku do tego, w jaki sposób zostaliśmy zaatakowani - podkreślił.
Działanie pod wpływem strachu bądź silnego wzburzenia. Jak może wpłynąć na wyrok?
Jednocześnie zwrócił uwagę, że zgodnie z przepisami, nawet w przypadku przekroczenia granic obrony koniecznej poprzez użycie nadmiernej siły, można liczyć na to, że sąd odstąpi od wymierzenia kary lub nadzwyczajnie ją złagodzi w związku z tym, że działamy pod wpływem strachu bądź silnego wzburzenia. - Jednak sytuacja, kiedy stosujemy broń przeciwko napastnikowi, który atakuje nas pięściami, jest ewidentnym przekroczeniem granicy obrony koniecznej - ocenił. Dodał, że należy jednak pamiętać, że proporcjonalność nie oznacza tożsamości stosowanych środków, a zatem przykładowo atak nożem może być odparty za pomocą broni palnej lub innego podobnie działającego środka.
Kiedy nie mamy do czynienia z obroną konieczną?
Ekspert zwrócił również uwagę na kwestię zastosowania obrony koniecznej w odpowiedni sposób, np. na to, czy nie stało się to zbyt wcześnie lub zbyt późno, jeśli atak już ustąpił.
Pytany o interpretację poszczególnych przypadków, wskazał, że najczęściej prawnicy mają do czynienia z tzw. ekscesem intensywnym - gdy obrona była zbyt silna w stosunku do ataku oraz ekscesem ekstensywnym - gdy obrona nastąpiła zbyt wcześnie lub zbyt późno.
- Wtedy nie mamy do czynienia z obroną konieczną, a ewentualnie możemy mówić o przekroczeniu granic obrony koniecznej lub o stanie silnego wzburzenia wynikającym np. z poczucia zagrożenia, z jakiegoś wcześniejszego zachowania napastnika itp. - wyjaśnił mecenas.
Zapytany o to, czy ma znaczenie fakt, że obrona następuje na terenie ogrodzonym, w domu czy mieszkaniu lub na terenie otwartym, przypomniał - że stosunkowo niedawno do art. 25 Kk dodano par. 2a mówiący o tym, że karze nie podlega osoba, która przekracza granice obrony koniecznej, odpierając zamach polegający np. na wdarciu się do mieszkania. - To ma znaczenie przy przekroczeniu granic obrony koniecznej, natomiast jeżeli chodzi o samą obronę konieczną, nie ma różnicy, czy to się dzieje na zewnątrz, w pomieszczeniu, w miejscu publicznym, czy prywatnym - zauważył.
Obrona konieczna także w przypadku obrony kogoś innego
Wskazał ponadto, że przepis dotyczący obrony koniecznej ma także zastosowanie w przypadku obrony kogoś innego. - Paragraf 1 wyraźnie mówi, że nie popełnia przestępstwa, kto w obronie koniecznej odpiera bezpośredni, bezprawny zamach na jakiekolwiek dobro chronione prawem, czyli też na inną osobę - podkreślił.
Z relacji rzecznika Prokuratury Okręgowej w Świdnicy prok. Mariusza Pindera wynika, że w piątek trzej młodzi mężczyźni, będąc pod wpływem alkoholu, zaczepiali przechodniów. – Byli dość agresywni; spotkali mężczyznę, który spacerował z psem, doszło do awantury między nimi, ale się rozstali. Mężczyzna wrócił do domu, zostawił psa, wziął karabinek automatyczny, wyszedł z domu i ponownie spotkał tę trójkę mężczyzn – powiedział prokurator.
Ponownie doszło do kłótni. Mężczyzna oddał strzał ostrzegawczy, a później strzelił serią w kierunku 26-latka. Mężczyzna zginął na miejscu, pozostali dwaj uciekli. Później wrócili na miejsce zdarzenia. Zgłosili się na policję w niedzielę, po wytrzeźwieniu, jako świadkowie.
Wcześniej prok. Pindera przekazywał, że mężczyzna, który strzelał, sam zgłosił się na policję, ale w poniedziałek uściślił, że jedynie zadzwonił do „znajomego policjanta, informując go o zdarzeniu”. – Gdy policja udała się do jego mieszkania, zatrzymała go na klatce schodowej. Miał przy sobie większą sumę pieniędzy i spakowane rzeczy osobiste oraz paszport – powiedział prokurator.
Marcin Chomiuk
REKLAMA
REKLAMA


