Informatyzacja sądów może pobić absurdy informatyzacji ZUS. Dlaczego zażalenia i apelacje nie mogłyby być rozpoznawane w zupełnie innym sądzie?

REKLAMA
REKLAMA
Niedawno z szumem ogłoszono, że niektóre pisma do niektórych sądów można, a czasem trzeba, wysyłać elektronicznie. Wyszło jak zwykle. Prowizorka, aż zgrzytają zęby - piszą adwokaci Karol Pachnik i Grzegorz Prigan. Ale może będzie lepiej…
- Od lat to samo
- Prawo sobie, technika sobie
- Pięć skrzynek i papier w tle
- Sędziowie i prokuratorzy tego nie widzą
- Prawdziwa informatyzacja dopiero przed nami
- Zażalenie z jednego końca Polski na drugi
- Co można na tym zyskać
Od lat to samo
O informatyzacji sądów słychać mniej więcej od czasu, kiedy pierwszy sędzia kupił sobie komputer. Byli więc pełnomocnicy, wiceministrowie, urzędnicy od specjalnych poruczeń. Sami specjaliści od informatyzacji z ramienia Ministerstwa Sprawiedliwości. Ich wieloletnie efekty mozolnej pracy można porównać do informatyzacji ZUS-u. Długo, drogo i mało przydatnie dla użytkownika końcowego.
Na razie wyzwaniem jest ujednolicenie stron internetowych sądów tak, żeby z łatwością znaleźć numer rachunku bankowego i telefon do biura obsługi interesantów. Nie dziwi więc, że „to się nie mogło udać”.
REKLAMA
REKLAMA
Prawo sobie, technika sobie
Od strony prawnej możliwość wnoszenia pism do sądów istnieje w przepisach proceduralnych od dawna. Nie było „tylko” możliwości technicznych. Szlaki przetarło sądownictwo administracyjne. Najpierw przez jakieś pięć lat przygotowywano się do wprowadzenia korespondencji elektronicznej, by na ostatniej prostej rozpaczliwie poszukiwać sposobu na realizację tego pomysłu. Stanęło na niezbyt fortunnym wyborze korespondencji przez ePUAP. Ale to już było coś. Do tego doszła możliwość zapoznawania się z aktami w wersji elektronicznej, chociaż tylko z tymi sądowymi, co nie jest szczególnie przydatne. Niemniej pokazano, że „polski lotnik to i na drzwiach od stodoły poleci”.
Teraz do NSA można wnosić pisma elektronicznie, a do SN, który ma dla sędziów elektroniczne akta spraw, już nie.
Pięć skrzynek i papier w tle
Stanęło na tym, że adwokat, chcąc korespondować z sądami i organami, powinien korzystać z portalu sądów powszechnych, ePUAP, skrzynki osobistej, skrzynki przedsiębiorcy i e-Urzędu Skarbowego.
Do tego dochodzi kolejny absurd: Portal Zewnętrzny prokuratury i zdigitalizowane akta. Otóż, chcąc je otrzymać, trzeba wysłać wniosek przez portal. Wniosku nie można podpisać elektronicznie, więc część prokuratorów domaga się przesłania tego samego wniosku jeszcze raz, ale w formie papierowej i z podpisem odręcznym. Do tego akta elektroniczne można uzyskać, ale… nie da się ich pobrać przez portal. Można je otrzymać na tzw. nośniku, czyli najczęściej na płycie DVD. Pytanie, ile nowych komputerów ma dziś taki napęd i dlaczego nie można po prostu pobrać danych z portalu, nawet po uiszczeniu opłaty.
Sędziowie i prokuratorzy tego nie widzą
Sędziowie czy prokuratorzy nie korzystają z tych wszystkich skrzynek i portali, więc często po prostu nie wiedzą, jak to wygląda i jak funkcjonuje. Na razie jest… średnio. Ale z potencjałem na poprawę. Tylko do tego potrzeba odwagi.
REKLAMA
Prawdziwa informatyzacja dopiero przed nami
Jakie zarzuty formułowane są przeciwko sądom i sędziom, szczególnie na poziomie lokalnym? Sitwa, układ i tym podobne. Nawet jeżeli są nieuzasadnione, nie budują wizerunku wymiaru sprawiedliwości.
Łatwo można z tym dziś walczyć. Dodatkowo w końcu można odnaleźć sens wprowadzenia tzw. poziomek, czyli zażaleń do składu równorzędnego. Dotychczas liczenie na zmianę stanowiska przez innego sędziego z tego samego wydziału bywało dość naiwne.
Zażalenie z jednego końca Polski na drugi
A gdyby tak dopuścić, by zażalenia były rozpoznawane w zupełnie innym sądzie? Nawet spoza apelacji. Sprawa rozpoznawana na posiedzeniu niejawnym może przecież trafić ze Szczecina do Rzeszowa. Nie ma wtedy podejrzeń o „układy lokalne”. Sędzia orzekający nie musi się również krygować w swoich ocenach. Można pójść jeszcze dalej i oprócz zażaleń dopuścić także apelacje, zwłaszcza w sprawach cywilnych, kierowane „w Polskę”. Rozprawy i tak mogą odbywać się zdalnie. Nie musi to być rozwiązanie obligatoryjne, ale mogłoby być dopuszczalne, jeżeli strony się nie sprzeciwią.
Co można na tym zyskać
Co można zyskać poza kwestiami wizerunkowymi? Równomierne obciążenie pracą sędziów, zmniejszenie zatorów w największych sądach i przekonanie, że informatyzacja to coś więcej niż komputer i elektroniczna skrzynka odbiorcza.
Naszym zdaniem warto te pomysły wdrożyć.
Karol Pachnik, adwokat
Grzegorz Prigan, adwokat
REKLAMA
© Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A.
REKLAMA
