Paragraf na emocje: art. 190 Kodeksu karnego (groźba karalna) stał się systemowym „gotowcem”. A przecież nie każda inwektywa to zamach na życie

REKLAMA
REKLAMA
Państwo ma specyficzny talent do oszczędności tam, gdzie oszczędzać nie wolno. Najtańszy sukces statystyczny to „ściganie słów”. Wystarczy zrzut ekranu, protokół i jedno zdanie: „Bałem się”. I już mamy sprawę, która „się kręci”. Problem w tym, że art. 190 § 1 Kodeksu karnego (KK) nie powstał po to, by karać za brak kultury osobistej. Ten przepis ma chronić przed realnym zagrożeniem, a nie służyć jako gaśnica do tłumienia sąsiedzkich czy internetowych emocji. Państwo prawa nie może udawać, że każda inwektywa to zamach na życie - piszą adwokaci Karol Pachnik i Grzegorz Prigan.
- Groźba karalna - art. 190 Kodeksu karnego
- Obawa to nie opinia, to twardy dowód
- Standardy w cieniu reflektorów
- Trzy patologie „wygodnego” „paragrafu”
- Dojrzałe państwo umie umarzać
Groźba karalna - art. 190 Kodeksu karnego
Na wstępie warto przytoczyć treść przepisu art. 190 Kodeksu karnego określającego przestępstwo tzw. groźby karalnej:
„§ 1. Kto grozi innej osobie popełnieniem przestępstwa na jej szkodę lub na szkodę osoby dla niej najbliższej, jeżeli groźba wzbudza w osobie, do której została skierowana lub której dotyczy, uzasadnioną obawę, że będzie spełniona, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
§ 2. Ściganie następuje na wniosek pokrzywdzonego.”
REKLAMA
REKLAMA
Obawa to nie opinia, to twardy dowód
Groźba staje się przestępstwem dopiero wtedy, gdy wzbudza uzasadnioną obawę, że zostanie spełniona. Słowo „uzasadniona” nie jest tu ozdobnikiem – to bezpiecznik systemu. To wymóg, by strach pokrzywdzonego miał obiektywne podstawy, a nie był jedynie wygodną deklaracją procesową.
Rzecznik Praw Obywatelskich od lat przypomina: nie wolno skazywać wyłącznie na podstawie subiektywnego odczucia pokrzywdzonego. Sąd ma obowiązek prześwietlić kontekst, historię relacji i realną sprawczość sprawcy. Sąd Najwyższy idzie dalej, podkreślając, że bez obiektywnej, racjonalnej obawy przestępstwo po prostu nie istnieje. Tymczasem w praktyce prokuratorskiej ten bezpiecznik bywa traktowany jak uciążliwa formalność, którą omija się, przyjmując deklarację o lęku jako dogmat.
Standardy w cieniu reflektorów
W sprawach osób publicznych aparat państwa bywa nadgorliwy. Przykładem jest nieprawomocny wyrok Sądu Rejonowego w Toruniu z 28 stycznia 2026 r. dotyczący gróźb pod adresem Jerzego Owsiaka. Oczywiście – państwo musi chronić obywateli, zwłaszcza tych narażonych na hejt. Jednak im większe emocje społeczne, tym łatwiej wpaść w tryb „robienia przykładu”.
Właśnie w takich momentach standard dowodowy powinien rosnąć, a nie spadać. W trybie pokazowym najczęściej cierpi rzetelna analiza, a prawo karne zamienia się w instrument polityki wizerunkowej.
Trzy patologie „wygodnego” „paragrafu”
Dlaczego art. 190 KK stał się tak kuszącym narzędziem?
1. Subiektywizm zamiast weryfikacji. Zeznanie „bałem się” stało się dowodem kompletnym. System rzadko pyta o fakty: Czy pokrzywdzony zmienił zamki? Czy zaczął unikać sprawcy? Czy lęk pojawił się w chwili zdarzenia, czy dopiero podczas konsultacji z prawnikiem „na potrzeby sprawy”?
2. Prawo karne jako dźwignia cywilna. Art. 190 KK coraz częściej służy do „zmiękczania” przeciwnika w sporach o majątek, rozwód czy spadek. Prokuratura, zamiast odesłać strony na drogę cywilną, wchodzi w rolę darmowego mediatora w togach, angażując publiczne środki w prywatne pyskówki.
3. Kara za styl, nie za czyn. Jeśli penalizujemy słowa, których realizacja jest fizycznie niemożliwa lub absurdalna, przestajemy chronić bezpieczeństwo. Zaczynamy chronić etykietę. Prawo karne staje się regulaminem savoir-vivre’u, a prokurator – arbitrem elegancji wypowiedzi.
REKLAMA
Dojrzałe państwo umie umarzać
Prawo karne to ultima ratio – ostateczność, a nie plaster na każdą społeczną awanturę. Standard „uzasadnionej obawy” to nie uprzejmość wobec oskarżonego, ale mechanizm ochrony powagi wymiaru sprawiedliwości.
Jeśli pozwolimy na erozję tego pojęcia, dostaniemy państwo, które zamiast ścigać realnych bandytów, poluje na najłatwiejszy materiał dowodowy: emocjonalne wybuchy. Słowa są tanie w produkcji, ale skutki czynienia z nich masowego oręża prokuratury bywają dla standardów wolności obywatelskich bardzo drogie.
Karol Pachnik, adwokat
Grzegorz Prigan, adwokat
REKLAMA
© Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A.
REKLAMA
