Czy są realne powody kwestionowania WIBOR-u w umowach kredytowych? Związek Banków Polskich zaprzecza [polemika]

REKLAMA
REKLAMA
Argumentacja przedstawiona przez Krzysztofa Szymańskiego w artykule pt. „Istnieją realne podstawy do kwestionowania WIBOR-u w umowach kredytowych – i nie są to tylko naruszenia obowiązków informacyjnych”, opublikowanym w portalu infor.pl, opiera się między innymi na dwóch zasadniczych założeniach. Po pierwsze, że objęcie WIBOR rozporządzeniem BMR miało charakter konstytutywny dla jego rzetelności, a po drugie, że z raportu Najwyższej Izby Kontroli można wyprowadzać wnioski o manipulowaniu wskaźnikiem w okresie wcześniejszym. Oba te założenia są nieuprawnione.
- BMR nie stworzył WIBOR ani nie „uzdrowił” go ex post
- Co stwierdził NIK
- Udział banków w wyznaczaniu WIBOR
- Nie ma żadnej „afery WIBOR-owej”
Niniejszy artykuł jest polemiką do artykułu dostępnego pod poniższym linkiem:
REKLAMA
REKLAMA
BMR nie stworzył WIBOR ani nie „uzdrowił” go ex post
Po pierwsze, BMR nie stworzył WIBOR ani nie „uzdrowił” go ex post, lecz wprowadził jednolity, unijny reżim regulacyjny dla wskaźników referencyjnych, które funkcjonowały już wcześniej w oparciu o krajowe ramy prawne, nadzorcze i rynkowe. Fakt objęcia WIBOR formalną autoryzacją administratora w 2020 r. nie oznacza, że przed tą datą wskaźnik był ustalany poza jakimikolwiek standardami rzetelności czy kontroli. Przed wejściem w życie BMR mechanizm WIBOR podlegał nadzorowi bankowemu, kontroli ze strony NBP oraz ocenie w ramach stabilności systemu finansowego. Fakt późniejszego objęcia wskaźnika jednolitym reżimem unijnym nie oznacza, że wcześniej był on ustalany poza jakimikolwiek ramami prawnymi lub nadzorczymi. Przeciwstawianie „WIBOR sprzed BMR” i „WIBOR po BMR” jako dwóch jakościowo różnych konstrukcji ma charakter czysto publicystyczny i nie znajduje oparcia w faktach regulacyjnych.
Co stwierdził NIK
Po drugie, wyciąganie z raportu NIK wniosków o jakimkolwiek celowym działaniu polegającym na zawyżaniu kwotowań WIBOR jest całkowicie nieuprawnione. Opisane przez NIK przypadki nie dotyczą manipulacji wskaźnikiem, lecz wskazują jedynie, że kwotowania części banków dla WIBOR 3M były wyższe niż stopa referencyjna NBP. Samo użycie w raporcie określenia „zawyżanie” odnosi się do relacji poziomów stóp, a nie do zarzutu nieuczciwego działania. Należy przypomnieć, że WIBOR 3M nie jest odpowiednikiem stopy NBP, gdyż WIBOR odzwierciedla cenę pieniądza na rynku międzybankowym dla określonego terminu zapadalności i uwzględnia oczekiwania uczestników rynku co do przyszłego kształtowania się stóp procentowych. W okresach podwyższonej niepewności gospodarczej (takich jak rok 2011) różnice w kwotowaniach poszczególnych banków są zjawiskiem naturalnym i potwierdzają rynkowy, a nie administracyjny charakter wskaźnika. Warto również podkreślić, że w ponad trzydziestoletnim okresie funkcjonowania WIBOR żaden z właściwych organów, w tym KNF ani NBP, nie stwierdził przypadku manipulacji tym wskaźnikiem. Co więcej, sam Prezes Najwyższej Izby Kontroli w publicznej wypowiedzi z lutego 2025 r. jednoznacznie wskazał, że z dokumentów NIK nie wynika, aby Izba stwierdziła jakiekolwiek manipulacje lub nieprawidłowości w procesie ustalania WIBOR.
Udział banków w wyznaczaniu WIBOR
W tym kontekście nie sposób pominąć, że udział banków w procesie przekazywania danych do opracowywania wskaźnika referencyjnego nie jest patologią systemu, lecz jego immanentnym i normatywnie przesądzonym elementem. Wynika to wprost z definicji wskaźnika referencyjnego stopy procentowej zawartej w rozporządzeniu BMR, które zakłada wyznaczanie takiego wskaźnika w oparciu o stopy, według których banki pożyczają sobie środki na rynku finansowym. Podważanie dopuszczalności udziału banków w tym procesie oznacza w istocie kwestionowanie samej konstrukcji wskaźników stóp procentowych przyjętej przez unijnego prawodawcę. Co istotne, model oparty na danych przekazywanych przez banki panelistów nie stanowi rozwiązania specyficznego dla WIBOR, lecz jest standardem stosowanym globalnie przy opracowywaniu kluczowych wskaźników referencyjnych, takich jak EURIBOR, LIBOR, PRIBOR czy STIBOR – a także wskaźników typu risk-free rate. Twierdzenia sugerujące, że sam udział banków w przekazywaniu danych prowadzi do manipulacji, abstrahują od tej elementarnej rzeczywistości regulacyjnej i rynkowej. Jednocześnie metoda wyznaczania WIBOR, w tym tzw. metoda kaskady danych, była przedmiotem szczegółowej oceny organu nadzoru w toku postępowania administracyjnego zakończonego wydaniem zezwolenia na administrowanie wskaźnikiem. Komisja Nadzoru Finansowego wielokrotnie publicznie potwierdzała zgodność procesu opracowywania WIBOR z wymogami rozporządzenia BMR, co dodatkowo podważa tezy o rzekomej systemowej wadliwości lub niezgodności tego wskaźnika z obowiązującym prawem.
REKLAMA
Nie ma żadnej „afery WIBOR-owej”
Twierdzenia sugerujące istnienie „afery WIBOR-owej” pozostają więc bez oparcia w ustaleniach instytucji nadzorczych, kontrolnych czy orzeczniczych. Krytyka rozwiązań systemowych czy postulaty zwiększania przejrzystości nie mogą być utożsamiane z zarzutem manipulacji wskaźnikiem referencyjnym zwłaszcza wtedy, gdy przez lata nie znalazło to potwierdzenia w decyzjach właściwych organów ani w prawomocnych rozstrzygnięciach sądowych.
Na marginesie należy również wskazać na istotne nadużycie argumentacyjne obecne w artykule, polegające na ocenie umów zawieranych przed wejściem w życie rozporządzenia BMR przez pryzmat obowiązków informacyjnych ukształtowanych dopiero na gruncie tego aktu oraz późniejszych rekomendacji nadzorczych. Taka perspektywa ma charakter retrospektywny i jest nie do pogodzenia z podstawowymi zasadami oceny zgodności działań z prawem. Standardy informacyjne dotyczące szczegółowego opisywania metod ustalania wskaźników referencyjnych, prezentowania symulacji przy skrajnych scenariuszach makroekonomicznych czy odnoszenia się do poziomów stóp procentowych rzędu kilkunastu procent nie obowiązywały w okresie zawierania znacznej części tzw. starego portfela umów. Formułowanie zarzutu ich „niewykonania” oznacza w istocie przypisywanie bankom obowiązków, które w dacie zawarcia umowy nie istniały. Nie sposób również pomijać, że ocena przejrzystości i rzetelności umowy powinna uwzględniać kontekst regulacyjny i rynkowy właściwy dla momentu jej zawarcia, a nie standardy wypracowane wiele lat później w odpowiedzi na zmieniające się uwarunkowania gospodarcze i regulacyjne. Próba takiej retroaktywnej rekonstrukcji obowiązków informacyjnych prowadzi do wniosków pozbawionych podstaw normatywnych.
r.pr. Wojciech Kapica, Związek Banków Polskich
REKLAMA
© Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A.
REKLAMA