Istnieją realne podstawy do kwestionowania WIBOR-u w umowach kredytowych – i nie są to tylko naruszenia obowiązków informacyjnych

REKLAMA
REKLAMA
Niniejszy artykuł stanowi polemikę z wypowiedzią udzieloną dla Strefy Biznesu przez Katarzynę Urbańską, Dyrektor Zespołu Prawno-Legislacyjnego Związku Banków Polskich, opublikowaną w kontekście toczącej się debaty wokół kredytów opartych o WIBOR oraz pytania prejudycjalnego skierowanego do Trybunału Sprawiedliwości UE. Celem artykułu nie jest publicystyczna krytyka sektora bankowego, lecz rzeczowa analiza przedstawionych tez – z uwzględnieniem faktycznej chronologii regulacyjnej, praktyki kontraktowej banków oraz realiów tzw. starego portfela kredytowego. Spór o WIBOR nie sprowadza się bowiem wyłącznie do tego, „czy wskaźnik był legalny”, ale do pytania, jak był ustalany i czy konsument miał realną możliwość zrozumienia ryzyka, które na siebie brał.
- Tezy, z którymi trzeba polemizować
- Czy BMR rzeczywiście „chroni” WIBOR? Kluczowa jest data zawarcia umowy
- Spory o WIBOR to nie „drugie franki” – ale problem jest głębszy
- Brak „przełomowych” wyroków nie oznacza, że WIBOR jest poza kontrolą
- Stanowiska instytucji państwowych nie zastępują kontroli sądowej
- Administrator nie „ustala” WIBOR – robią to banki
- Sądy mogą badać WIBOR sprzed BMR
- Straszenie kosztami procesów to element narracji odstraszającej
- Banki często nie realizowały obowiązków informacyjnych
- Podsumowanie
Tezy, z którymi trzeba polemizować
W wypowiedzi dla Strefy Biznesu przedstawiono kilka kluczowych twierdzeń, które wymagają doprecyzowania lub korekty:
1. WIBOR jest legalnym wskaźnikiem referencyjnym, objętym nadzorem państwowym i zgodnym z rozporządzeniem BMR.
2. Banki nie mają wpływu na poziom WIBOR, a odpowiedzialność za metodologię i publikację wskaźnika ponosi wyłącznie niezależny administrator.
3. Dotychczasowe orzecznictwo sądowe ma potwierdzać prawidłowość konstrukcji i stosowania WIBOR.
4. Stanowiska instytucji publicznych (NBP, KNF, KSF) mają dowodzić rynkowego i poprawnego charakteru wskaźnika.
5. Ryzyko procesowe i potencjalne koszty sporów powinny zniechęcać kredytobiorców do kwestionowania umów.
Każda z tych tez wymaga osobnego omówienia.
REKLAMA
REKLAMA
Czy BMR rzeczywiście „chroni” WIBOR? Kluczowa jest data zawarcia umowy
Najpoważniejszy problem polega na tym, że argumentacja oparta na rozporządzeniu BMR jest często oderwana od daty zawarcia konkretnej umowy kredytowej.
Pytanie prejudycjalne skierowane do TSUE dotyczy kredytu zawartego w 2019 r. Tymczasem WIBOR został objęty pełnym reżimem nadzorczym BMR dopiero po tej dacie – zgoda na administrowanie wskaźnikiem kluczowym została wydana w grudniu 2020 r.
Odwoływanie się do obecnego statusu WIBOR w celu „uzdrawiania” umów zawartych wcześniej stanowi nieuprawnioną retrospekcję regulacyjną. Prawo unijne nie działa wstecz, a późniejsze objęcie wskaźnika nadzorem nie usuwa automatycznie potencjalnych wad prawnych wcześniejszych umów.
Innymi słowy: BMR nie tworzy tarczy ochronnej dla całego starego portfela kredytowego.
Spory o WIBOR to nie „drugie franki” – ale problem jest głębszy
Słusznie zauważa się, że sporów dotyczących WIBOR nie należy mechanicznie porównywać do spraw frankowych. Różnice są istotne.
W kredytach walutowych bank miał wpływ głównie na spread, natomiast sam kurs waluty był rynkowy. W przypadku WIBOR sytuacja jest jakościowo inna – banki są jednocześnie stroną umowy kredytowej i uczestnikami procesu ustalania wskaźnika, który bezpośrednio wpływa na wysokość ich wynagrodzenia.
Przy panelu liczącym ok. 10 banków, każdy z nich ma realny wpływ na końcową wartość wskaźnika. Co więcej, konsumenci nie byli informowani o tym konflikcie interesów, ani o roli banku w procesie kwotowania.
Dla przeciętnego kredytobiorcy WIBOR był przedstawiany jako obiektywny, zewnętrzny parametr rynkowy. W rzeczywistości mechanizm jego ustalania był znacznie bardziej złożony – i znacznie bliższy bankowi, z którym konsument zawierał umowę.
Brak „przełomowych” wyroków nie oznacza, że WIBOR jest poza kontrolą
Często powtarzanym argumentem jest twierdzenie, że skoro zapadło wiele wyroków oddalających roszczenia kredytobiorców, to WIBOR musi być prawidłowy. To rozumowanie jest błędne.
Większość dotychczasowych spraw nie dotyczyła faktycznego mechanizmu ustalania WIBOR, lecz opierała się na formalnym założeniu jego legalności albo na zarzutach stricte informacyjnych. Sądy nie badały procesu kwotowania, bo nie miały ku temu materiału dowodowego.
Co istotne, już w 2012 r. NBP wskazywał na przypadki nieprzestrzegania zasad ustalania WIBOR. Problem nie dotyczy więc wyłącznie teorii, ale praktyki.
Brak negatywnych rozstrzygnięć nie jest równoznaczny z „zatwierdzeniem” wskaźnika – często oznacza jedynie, że sąd nie został wyposażony w narzędzia pozwalające na jego realną ocenę.
REKLAMA
Stanowiska instytucji państwowych nie zastępują kontroli sądowej
Wypowiedzi NBP, KNF czy Komitetu Stabilności Finansowej należy czytać z uwzględnieniem ich podstawowego celu – ochrony stabilności systemu finansowego. Nie oznacza to, że instytucje te działają w złej wierze, ale ich perspektywa jest systemowa, nie konsumencka. Co więcej, NBP w przeszłości sygnalizował nieprawidłowości w ustalaniu WIBOR, by później prezentować stanowisko uspokajające. Ta niespójność pokazuje, że deklaracje instytucjonalne nie mogą zastępować niezależnej oceny sądowej opartej na dowodach.
Administrator nie „ustala” WIBOR – robią to banki
Twierdzenie, że banki nie mają wpływu na WIBOR, jest uproszczeniem. Administrator nie tworzy stawki w sensie ekonomicznym – on przetwarza dane dostarczane przez banki-panelistów. To banki dostarczają kwotowania. To one są beneficjentami stosowania WIBOR w umowach kredytowych. Konflikt interesów jest realny, a jego istnienie nie było konsumentom komunikowane.
Sądy mogą badać WIBOR sprzed BMR
Rozporządzenie BMR nie wyłącza kontroli sądowej wskaźników referencyjnych stosowanych przed objęciem ich pełnym nadzorem. Nie wprowadza też domniemania prawidłowości „wstecz”. W takich sprawach sądy powinny stosować ogólne zasady prawa krajowego i unijnego: przejrzystość, rzetelność, ochronę konsumenta. Brak szczegółowej regulacji nie ogranicza kompetencji sądu – wręcz przeciwnie, ją wzmacnia.
Straszenie kosztami procesów to element narracji odstraszającej
Argument o „wysokich kosztach przegranych spraw” często pełni funkcję psychologiczną – ma zniechęcić kredytobiorców do dochodzenia swoich praw. Tymczasem sprawy WIBOR są złożone i wymagają wysokiej jakości pozwów oraz pełnomocników rozumiejących mechanikę wskaźników referencyjnych. To nie sama idea sporu decyduje o wyniku, lecz jakość argumentacji i dowodów.
Banki często nie realizowały obowiązków informacyjnych
W wielu umowach z tzw. starego portfela:
- nie wyjaśniano mechanizmu ustalania WIBOR,
- nie wskazywano realnej skali ryzyka,
- nie przedstawiano symulacji przy znacznym wzroście oprocentowania,
- ignorowano rekomendacje KNF dotyczące prezentowania kosztów kredytu przy stopach rzędu 15%.
W efekcie konsument nie miał realnej możliwości oceny, na co się decyduje. Taki standard nie spełnia wymogów przejrzystości i rzetelności.
Podsumowanie
Spór o WIBOR nie jest prostą kalką spraw frankowych ani wyłącznie problemem informacyjnym. To złożony problem prawny i ekonomiczny, obejmujący sposób ustalania wskaźnika, konflikt interesów, brak przejrzystości i próbę stosowania regulacji wstecz. Dlatego twierdzenie, że „WIBOR jest poza dyskusją”, jest zbyt daleko idące. Dyskusja ta dopiero się zaczyna – i powinna być oparta na faktach, a nie uproszczonych tezach.
Krzysztof Szymański, ekonomista
REKLAMA
© Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A.
REKLAMA
