REKLAMA

REKLAMA

Kategorie
Zaloguj się

Zarejestruj się

Proszę podać poprawny adres e-mail Hasło musi zawierać min. 3 znaki i max. 12 znaków
* - pole obowiązkowe
Przypomnij hasło
Witaj
Usuń konto
Aktualizacja danych
  Informacja
Twoje dane będą wykorzystywane do certyfikatów.

Jak banki „przestawiają kalendarz”, żeby zarabiać więcej na kredytach. Metoda 365/360 na zawyżanie odsetek (+1,39 proc. w skali roku)

kalendarz odsetkowy, kredyt, odsetki od kredytu
Jak banki „przestawiają kalendarz”, żeby zarabiać więcej na kredytach. Metoda 365/360 na zawyżanie odsetek (+1,39 proc. w skali roku)
Shutterstock

REKLAMA

REKLAMA

Jak banki liczą naliczają odsetki od kredytów w czasie? Co to jest kalendarz odsetkowy? Okazuje się, że w bankowości od dziesięcioleci funkcjonują umowne sposoby liczenia czasu, oderwane od rzeczywistego kalendarza. Jedną z tych metod jest ACT/360 (365/360) – metoda mieszana, w której bank liczy rzeczywiste dni, ale dzieli je przez skrócony rok 360-dniowy. To właśnie ta trzecia metoda stała się najkorzystniejsza dla banków – i najbardziej problematyczna dla klientów. Metoda ta prowadzi do systematycznego zawyżania odsetek przez bank a różnica wynosi około 1,39% w skali roku. Co równie ważne, metoda 365/360 jest praktycznie niewykrywalna, bo nie ma jej w umowie kredytowej.

rozwiń >

Cena pieniądza to nie tylko procenty

Gdy przeciętny klient podpisuje umowę kredytową, niemal zawsze skupia się na jednym parametrze: oprocentowaniu. To ono ma być odpowiedzią na pytanie, ile bank zarobi na udostępnieniu kapitału. W powszechnym odbiorze cena pieniądza jest wyrażona w procentach i na tym analiza się kończy. Tymczasem oprocentowanie to tylko jeden z elementów ceny kredytu.

Równie istotny – a w praktyce niemal całkowicie pomijany – jest sposób naliczania odsetek w czasie, czyli kalendarz odsetkowy. To on decyduje, czy procent zapisany w umowie jest procentem rzeczywistym, czy tylko pozornym. Właśnie w tym miejscu przez lata istniało pole do nadużyć. Banki nie musiały zmieniać oprocentowania, aby zarabiać więcej. Wystarczyło zmienić sposób liczenia czasu.

REKLAMA

REKLAMA

Rok ma 365 dni. Chyba że liczy go bank

W normalnym życiu czas jest jednoznaczny. Rok ma 365 dni, a co cztery lata 366. Miesiące mają 28, 30 albo 31 dni. Tak działa kalendarz gregoriański – uniwersalny, cywilizacyjny standard. Klient podpisujący umowę kredytową ma pełne prawo zakładać, że skoro umowa mówi o „oprocentowaniu rocznym”, to rok oznacza dokładnie to samo, co w każdej innej dziedzinie życia: rzeczywisty rok kalendarzowy.

Problem polega na tym, że w bankowości od dziesięcioleci funkcjonują umowne sposoby liczenia czasu, oderwane od rzeczywistego kalendarza. Co więcej – nie są one wprost uregulowane w przepisach prawa dotyczących kredytów konsumenckich i hipotecznych. Powstała więc przestrzeń, w której banki zaczęły stosować własne reguły.

Czas to pieniądz – dosłownie

Odsetki są funkcją trzech zmiennych: kapitału, stopy procentowej i czasu. Jeśli zmienia się sposób liczenia czasu, zmienia się wynik finansowy – nawet przy niezmienionej stopie procentowej. W praktyce oznacza to, że ten sam kredyt, z tym samym oprocentowaniem nominalnym, może kosztować więcej lub mniej, w zależności od tego, jak bank liczy dni. Z punktu widzenia konsumenta to fundamentalny problem. Klient nie kupuje „abstrakcyjnej stopy procentowej”, tylko konkretny produkt finansowy o określonym koszcie. Jeżeli koszt zależy od reguł, których klient nie zna – mamy do czynienia z asymetrią informacji.

Kalendarz odsetkowy – niewidzialny element ceny kredytu

Kalendarz odsetkowy nie jest dodatkiem technicznym ani detalem księgowym. To element mechanizmu cenowego. Tak samo jak marża banku czy wskaźnik referencyjny. Mimo to w wielu umowach kredytowych kalendarz odsetkowy:
- nie jest w ogóle wskazany, albo
- jest opisany w sposób niezrozumiały, albo
- funkcjonuje wyłącznie „w systemie bankowym”, poza świadomością klienta.

W praktyce oznacza to, że kredytobiorca nie wie, jak naprawdę liczona jest cena kredytu, mimo że prawo wymaga, aby była ona jasna, rzetelna i jednoznaczna.

REKLAMA

Trzy sposoby liczenia czasu przy kredytach, jeden faworyt banków

W praktyce bankowej funkcjonują trzy podstawowe konwencje:
ACT/ACT (365/365) – liczenie rzeczywistej liczby dni w miesiącu i w roku. To jedyna metoda w pełni zgodna z intuicją konsumenta i z cywilnym rozumieniem czasu.
30/360 (360/360) – każdy miesiąc ma 30 dni, a rok 360. Metoda historyczna, stosowana kiedyś z powodów czysto rachunkowych.
ACT/360 (365/360) – metoda mieszana, w której bank liczy rzeczywiste dni, ale dzieli je przez skrócony rok 360-dniowy.

To właśnie ta trzecia metoda stała się najkorzystniejsza dla banków – i najbardziej problematyczna dla klientów.

Dalszy ciąg materiału pod wideo

Metoda 365/360: techniczny trik, realny zysk

Metoda 365/360 prowadzi do systematycznego zawyżania odsetek. Mechanizm jest prosty: skoro rok ma „umownie” tylko 360 dni, to każdy dzień jest droższy. Efektywnie oznacza to, że:
- oprocentowanie nominalne jest inne niż oprocentowanie rzeczywiste,
- klient płaci więcej, choć nie widzi tego wprost w umowie.

Różnica wynosi około 1,39% w skali roku. To nie jest jednorazowy błąd – to stały mechanizm, działający przez cały okres kredytowania.

Ukryta podwyżka, której nie widać w umowie

Z punktu widzenia konsumenta metoda 365/360 jest praktycznie niewykrywalna. Klient nie zna wzorów, nie analizuje algorytmów bankowych, nie ma dostępu do wewnętrznych parametrów systemu.

Co więcej, nie da się jej wychwycić, porównując oferty rynkowe. Dwa kredyty o identycznym oprocentowaniu mogą mieć różny koszt, jeśli banki stosują inne kalendarze.

To podważa sens porównywania ofert i czyni ochronę konsumenta iluzoryczną.

Dlaczego to nie jest niewinny szczegół techniczny?

Banki często argumentują, że sposób liczenia dni to „technika finansowa”. Tymczasem orzecznictwo Sądu Najwyższego jednoznacznie wskazuje, że mechanizm ustalania oprocentowania musi być precyzyjny, zamknięty i przejrzysty.

Jeżeli kalendarz odsetkowy:
- wpływa na wysokość odsetek,
- nie jest jasno opisany,
- pozwala bankowi na uzyskanie dodatkowego wynagrodzenia,
to staje się elementem klauzuli zmiennego oprocentowania, podlegającym kontroli abuzywności.

Europejskie przebudzenie

W polskim orzecznictwie temat kalendarza odsetkowego pozostaje jak dotąd niemal nieobecny. Sądy w Polsce nie zajmowały się wprost oceną skutków stosowania metod 365/360 ani 360/360 w kontekście ochrony konsumenta, przejrzystości umów czy nieuczciwych praktyk rynkowych. Nie oznacza to jednak, że problem nie istnieje. Oznacza raczej, że nie został jeszcze nazwany i rozbrojony.

Zupełnie inaczej wygląda sytuacja w innych państwach Unii Europejskiej, gdzie sądy zaczęły dostrzegać, że sposób liczenia czasu w umowach kredytowych nie jest neutralnym „detalem technicznym”, lecz elementem wpływającym na cenę kredytu i równowagę stron.

Hiszpania: sąd najwyższy mówi wprost o nieuczciwej praktyce

Najdalej w tej analizie poszedł Sąd Najwyższy Hiszpanii (Tribunal Supremo), który w serii orzeczeń z 2021 r. zajął się problemem bankowego kalendarza odsetkowego.
Kluczowe znaczenie ma wyrok:
STS 360/2021 z dnia 25 maja 2021 r.
oraz uzupełniająco
STS 754/2021 z dnia 2 listopada 2021 r.

Sprawy te dotyczyły klauzul umownych przewidujących naliczanie odsetek według roku liczącego 360 dni, przy jednoczesnym liczeniu rzeczywistych dni okresu rozliczeniowego – a więc konstrukcji odpowiadającej metodzie 365/360.

Sąd Najwyższy nie miał wątpliwości, że taki mechanizm systematycznie zwiększa koszt kredytu po stronie konsumenta, a jednocześnie jest dla niego nieczytelny i nieprzewidywalny.

W uzasadnieniu wyroku STS 360/2021 Sąd Najwyższy stwierdził m.in.: „Zastosowanie roku liczącego 360 dni jako podstawy obliczeń, przy jednoczesnym uwzględnianiu rzeczywistej liczby dni okresu rozliczeniowego, prowadzi do wzrostu wynagrodzenia kredytodawcy w sposób systematyczny i strukturalny, bez aby przeciętny konsument mógł w sposób prosty i zrozumiały ocenić ekonomiczne konsekwencje takiej klauzuli.

Sąd podkreślił, że konsument: nie jest w stanie, w oparciu o samą treść umowy, oszacować rzeczywistego kosztu kredytu ani porównać go z innymi ofertami rynkowymi, jeżeli metoda obliczania odsetek odbiega od powszechnie przyjętego kalendarza cywilnego.”

Co szczególnie istotne, hiszpański Sąd Najwyższy wskazał, że tego rodzaju konstrukcja nie może być usprawiedliwiana tradycją bankową ani historycznym zwyczajem, ponieważ: „w warunkach nowoczesnych systemów informatycznych nie istnieje żadna obiektywna trudność techniczna, która uzasadniałaby stosowanie uproszczonych metod liczenia czasu kosztem konsumenta.”

Ważne

W konsekwencji Sąd Najwyższy Hiszpanii uznał, że metoda 365/360 narusza zasadę przejrzystości oraz może stanowić nieuczciwą praktykę rynkową, jeżeli prowadzi do ukrytego zwiększenia kosztu kredytu.

Czasy papirusu i szlaków handlowych już minęły więc nie ma uzasadnienia technicznego aby dokonywać jakichkolwiek uproszczeń bo cała prace wykonują dla nas komputery.

Niemcy: transparentność ponad „zwyczaj bankowy”

Również w orzecznictwie niemieckim problem bankowego kalendarza odsetkowego pojawia się w kontekście ochrony konsumenta i obowiązków informacyjnych. Niemieckie sądy – w tym Bundesgerichtshof (BGH) – konsekwentnie stoją na stanowisku, że wszystkie elementy wpływające na wysokość wynagrodzenia banku muszą być jednoznaczne, zrozumiałe i weryfikowalne dla klienta.

Choć niemieckie orzeczenia rzadziej odnoszą się wprost do samego pojęcia „365/360”, to linia orzecznicza BGH jest jasna: jeżeli mechanizm naliczania odsetek powoduje, że efektywne oprocentowanie odbiega od tego, które konsument mógł racjonalnie zakładać, a umowa nie pozwala mu tego samodzielnie obliczyć – klauzula narusza zasadę przejrzystości i może zostać uznana za niedozwoloną.
W niemieckim podejściu nie ma przyzwolenia na argument: „tak robi cały sektor”.

Dlaczego to ma znaczenie dla Polski

Fakt, że polskie sądy nie wypowiedziały się jeszcze wprost w tej sprawie, nie oznacza, że problem nie istnieje, ani że praktyka banków jest bezpieczna prawnie. Przeciwnie – doświadczenia Hiszpanii pokazują, że jest to temat, który:
- wymaga analizy ekonomicznej, a nie tylko formalnej,
- dotyczy realnego kosztu kredytu,
- wpisuje się w europejskie standardy ochrony konsumenta.

Polskie sądy, stosując dyrektywę 93/13/EWG i orzecznictwo TSUE, będą musiały zadać to samo pytanie, które zadał Sąd Najwyższy Hiszpanii: czy przeciętny konsument, czytając umowę, jest w stanie zrozumieć, ile naprawdę zapłaci?
Jeżeli odpowiedź brzmi „nie” – to problemem nie jest matematyka, lecz uczciwość mechanizmu rynkowego.

To tylko kwestia czasu

Doświadczenia innych państw pokazują jednoznacznie, że problem bankowego kalendarza odsetkowego nie jest ani marginalny, ani abstrakcyjny. Przez długi czas pozostawał on w cieniu bardziej medialnych sporów – takich jak waloryzacja, spread walutowy czy wskaźniki referencyjne – ale jego znaczenie ekonomiczne jest porównywalne. W wielu przypadkach wpływa bowiem na koszt kredytu w sposób systematyczny, trwały i trudny do wykrycia przez konsumenta.

Fakt, że polskie sądy nie wypowiedziały się dotąd wprost w tej kwestii, nie oznacza, że problem nie zostanie dostrzeżony. Przeciwnie – wszystko wskazuje na to, że jest to jedynie kwestia czasu, zanim temat trafi na wokandę Sądu Najwyższego, a następnie stanie się przedmiotem pytania prejudycjalnego do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

Mechanizm jest dobrze znany z innych sporów konsumenckich. Najpierw problem funkcjonuje w praktyce bankowej latami, następnie pojawiają się pierwsze analizy doktrynalne i orzeczenia zagraniczne, a dopiero później temat przebija się do krajowego orzecznictwa. Tak było ze spreadami walutowymi. Tak było z klauzulami przeliczeniowymi. Tak było z obowiązkami informacyjnymi przy zmiennym oprocentowaniu. I wszystko wskazuje na to, że identyczną drogą podąży kwestia kalendarza odsetkowego.

Z perspektywy prawa unijnego sprawa jest wręcz modelowa. Dotyczy:
- przejrzystości warunków umownych,
- możliwości zrozumienia ekonomicznych skutków umowy,
- ukrytego elementu ceny kredytu,
- naruszenia równowagi kontraktowej między przedsiębiorcą a konsumentem.

To dokładnie te obszary, w których TSUE od lat buduje spójną i konsekwentną linię orzeczniczą. Trybunał wielokrotnie podkreślał, że konsument musi być w stanie nie tylko przeczytać umowę, ale także realnie ocenić jej skutki finansowe. Jeżeli mechanizm naliczania odsetek opiera się na założeniach odbiegających od powszechnie przyjętego kalendarza, a umowa nie pozwala konsumentowi tego samodzielnie obliczyć – problem przejrzystości staje się oczywisty.

Również Sąd Najwyższy w Polsce, analizując klauzule zmiennego oprocentowania, wielokrotnie wskazywał, że mechanizm kształtowania ceny kredytu nie może mieć charakteru blankietowego ani ukrytego. Kalendarz odsetkowy, który wpływa na wysokość świadczenia pieniężnego, a jednocześnie nie jest jasno opisany, idealnie wpisuje się w ten schemat.

Dlatego pytanie nie brzmi już „czy”, lecz „kiedy”. Kiedy pierwsza sprawa trafi do Sądu Najwyższego. Kiedy padnie pytanie prejudycjalne do TSUE. I kiedy polskie sądy będą musiały zmierzyć się z tym samym problemem, który wcześniej dostrzegły sądy w Hiszpanii czy Niemczech.

Jedno jest pewne: czas w tej sprawie działa nie tylko w kalendarzu bankowym, ale i w realnym świecie prawa. A gdy temat w końcu trafi na poziom europejski, argument, że „to tylko techniczny szczegół”, może okazać się niewystarczający.

Kilka przykładów skutków wtórych stosowania innego kalendarza odsetkowego niż rzeczywisty

RRSO, która nie mówi prawdy
Rzeczywista Roczna Stopa Oprocentowania ma odzwierciedlać całkowity koszt kredytu. Jeśli bank liczy odsetki według kalendarza 365/360, a RRSO wylicza według założeń ustawowych, powstaje rozbieżność.

Gdy bank zarabia, bo luty ma 30 dni
Metoda 30/360 rodzi inne problemy. W lutym bank może naliczyć odsetki za 30 dni, mimo że miesiąc miał 28 lub 29 dni. Klient płaci za czas, którego nie było. W długim okresie różnice te mogą się częściowo „zniwelować”, ale przy:
- krótkich okresach,
- wcześniejszej spłacie,
- zmianach oprocentowania,
bilans bywa często niekorzystny dla kredytobiorcy.

Granica, której nie wolno przekraczać

Szczególnie niebezpieczne są sytuacje, gdy oprocentowanie zbliża się do ustawowego maksimum. Zastosowanie kalendarza 365/360 może sprawić, że efektywne oprocentowanie przekroczy limit, mimo że nominalnie mieści się w granicach prawa. W takim przypadku problemem nie jest tylko wysokość odsetek, ale wadliwość całego mechanizmu umownego.

Czego klient nie wie, a co wie system bankowy

Bank zawsze wie, jaki kalendarz stosuje. Klient – zazwyczaj nie. To bank ustawia parametry, algorytmy i wzory. Klient otrzymuje jedynie wynik końcowy. To klasyczny przykład nierównowagi kontraktowej, którą prawo konsumenckie miało eliminować.

Transparentność nie jest luksusem

Jeżeli bank stosuje niestandardowy kalendarz, powinien:
- jasno go wskazać w umowie,
- wyjaśnić jego skutki,
- umożliwić klientowi realne porównanie ofert.

Bez tego nie ma mowy o świadomej zgodzie konsumenta.
Matematyka sama w sobie nie jest ani dobra, ani zła. Problem zaczyna się wtedy, gdy staje się narzędziem ukrywania kosztów. Gdy skomplikowane wzory maskują prosty fakt: klient płaci więcej.

Wnioski: czas wrócić do normalnego kalendarza

W dobie zaawansowanych systemów informatycznych nie ma żadnego racjonalnego uzasadnienia dla stosowania uproszczonych lub mieszanych kalendarzy. Rok ma 365 dni (w rok przestępny 366). I tyle.

Jeżeli bank chce liczyć inaczej – musi to powiedzieć wprost i pokazać konsekwencje finansowe. No chyba, że w przyszłości taka praktyka okaże się niedozwolona – co jest bardzo możliwe. Bo uczciwa cena kredytu zaczyna się od uczciwego liczenia czasu.

Krzysztof Szymański, ekonomista

Źródło: INFOR

Oceń jakość naszego artykułu

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Twoja opinia jest dla nas bardzo ważna

Powiedz nam, jak możemy poprawić artykuł.
Zaznacz określenie, które dotyczy przeczytanej treści:
Autopromocja

REKLAMA

QR Code

© Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A.

REKLAMA

Prawo
Zmiany w pomocy społecznej: Obligatoryjny kurs. Nowy standard świadczenia usług

Rada Ministrów zaakceptowała projekty zmian dotyczących systemu opieki nad osobami starszymi oraz usług opiekuńczych świadczonych w miejscu zamieszkania. Nowe rozwiązania przygotowane przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej mają uporządkować system wsparcia i zwiększyć dostępność pomocy dla seniorów. Projekt nowelizacji wprowadza także nowe obowiązki dla osób świadczących opiekę nad podopiecznymi w miejscu ich zamieszkania. Ważny obowiązek, to obowiązek ukończenia szkolenia z zakresu udzielania pierwszej pomocy. Obowiązek ten obejmie przede wszystkim osoby zatrudnione przez MOPS/GOPS.OPS oraz podmioty realizujące usługi opiekuńcze na zlecenie gmin. Nowelizacja przewiduje również obowiązek składania oświadczenia potwierdzającego zdolność psychofizyczną do wykonywania usług opiekuńczych.

Niepełnosprawność 09-M. Jakie uprawnienia daje orzeczenie w 2026 roku? [LISTA]

Co oznacza symbol 09-M w orzeczeniu o stopniu niepełnosprawności? Od czego zależą dostępne formy pomocy? Ile w 2026 roku wynoszą najważniejsze świadczenia? Oto przydatny poradnik!

"Zgadzam się, że komisje nagminnie uzdrawiają niepełnosprawne dzieci." Rodzice po wyjściu z komisji dla niepełnosprawnych

Od roku Infor.pl otrzymuje listy od rodziców, których dzieci mają odbierany pkt 7 albo pkt 8 z orzeczenia o niepełnosprawności. Rodzice są oburzeni procedurą stosowaną przez PZON wobec ich dzieci. Posiadanie obu punktów (7 i 8) jest warunkiem otrzymania przez rodzica (jako opiekuna) świadczenia pielęgnacyjnego.

Dodatek wspierający, czyli 1000 zł do zasiłku pielęgnacyjnego. Skąd taki pomysł?

Do Senatu została złożona petycja w sprawie ustanowienia nowego świadczenia i modyfikacji w przyznawaniu zasiłku stałego. Komu miałoby przysługiwać 1000 zł dodatku wspierającego? Dlaczego osoby z niepełnosprawnościami proponują takie zmiany? Oto szczegóły.

REKLAMA

Za szkodę wyrządzoną przez dziecko mogą odpowiadać: rodzice, nauczyciel, opiekunka, samo dziecko. Od czego to zależy?

W przypadku wyrządzenia szkody przez dziecko — na przykład poprzez wybicie szyby piłką, zniszczenie szkolnej ławki czy zarysowanie samochodu podczas jazdy hulajnogą — często pojawia się pytanie o to, kto ponosi konsekwencje takiego zdarzenia. Odpowiedzialność odszkodowawcza spoczywa z reguły na rodzicach, ale może obciążać też samo dziecko, w zależności od takich czynników jak np. wiek czy stopień dojrzałości.

Od 6,30 zł do 6,93 zł za paliwo - tyle zapłacimy za benzynę i diesla na stacjach benzynowych

Minister energii określił ceny benzyny i oleju napędowego na wtorek 12 maja. Sprawdzamy, ile maksymalnie zapłacimy za tankowanie.

Spór o uproszczone rozwody. Prawniczka: weto prezydenta wydłuży "agonię martwych związków" [WYWIAD]

Weto prezydenta wobec przepisów o uproszczonych rozwodach tylko wydłuży „agonię martwych związków” – uważa adwokatka, dr hab. Joanna Dominowska. Państwo nie uratuje małżeństwa przez to, że każe komuś czekać 10 miesięcy na termin rozprawy - oceniła.

Od grudnia 2027 nowe obowiązki, a tylko do połowy 2028 ważne dotychczasowe certyfikaty. Co musisz wiedzieć o CRA?

W grudniu 2027 roku wchodzą w życie główne obowiązki wynikające z unijnego rozporządzenia Cyber Resilience Act (CRA). Od tego momentu żaden produkt z elementami cyfrowymi – od smartwatcha, przez router, po oprogramowanie – nie będzie mógł być sprzedawany w UE bez spełnienia nowych wymogów cyberbezpieczeństwa. Dotychczasowe certyfikaty badania typu UE zachowają ważność najdalej do 11 czerwca 2028 r. Firmy, które nie zdążą się dostosować, ryzykują kary sięgające 15 milionów euro.

REKLAMA

5 błędów w testamencie, które mogą kosztować singla cały majątek

Brak testamentu, źle napisany dokument albo pominięcie partnera mogą sprawić, że majątek trafi do osób, których wcale nie chciałeś uwzględnić. Kodeks cywilny jasno określa zasady dziedziczenia, a błędy formalne często przekreślają wolę spadkodawcy. Oto 5 najczęstszych pułapek, których warto unikać.

Rok czekania na rozwód. Im dłuższy proces, tym więcej problemów prawnych i finansowych

Weto prezydenta wobec przepisów o uproszczonych rozwodach nie uratuje małżeństw, lecz wydłuży „agonię martwych związków” – uważa dr hab. Joanna Dominowska. W rozmowie z PAP adwokatka i profesor SGH opowiedziała o rozwodach, wojnach o dzieci i zmianach społecznych w Polsce. Projekt miał przede wszystkim odciążyć sądy i ograniczyć wielomiesięczne oczekiwanie na zakończenie formalności.

Zapisz się na newsletter
Najlepsze artykuły, najpoczytniejsze tematy, zmiany w prawie i porady. Skoncentrowana dawka wiadomości z różnych kategorii: prawo, księgowość, kadry, biznes, nieruchomości, pieniądze, edukacja. Zapisz się na nasz newsletter i bądź zawsze na czasie.
Zaznacz wymagane zgody
loading
Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich
Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj.
success

Potwierdź zapis

Sprawdź maila, żeby potwierdzić swój zapis na newsletter. Jeśli nie widzisz wiadomości, sprawdź folder SPAM w swojej skrzynce.

failure

Coś poszło nie tak

REKLAMA