Kredyty frankowe: Teoria salda, czy teoria dwóch kondykcji? Uproszczenie rozliczeń między bankiem a konsumentem sposobem na odkorkowanie sądów.

REKLAMA
REKLAMA
Lekiem na przewlekłość procesów „frankowych” jest nie dalsze podnoszenie kosztów bankom, lecz jasne i proporcjonalne zasady wzajemnych rozliczeń między stronami - piszą radcowie prawni Aneta Ciechowicz-Jaworska i Bartłomiej Ślażyński.
- Czy tylko konsumenci są zainteresowaną szybkim rozstrzygnięciem sporu w sądzie?
- Rezerwy są kosztem dziś, nie za siedem lat
- Dyscyplina – tak, nadmierna sankcja – nie
- Problemem dwa procesy zamiast jednego
- Teoria salda – realne odciążenie sądów
- Zamiast mnożyć sankcje – uporządkować zasady
Czy tylko konsumenci są zainteresowaną szybkim rozstrzygnięciem sporu w sądzie?
Jeden z prawników „frankowych” postawił na łamach Forbes.pl tezę, że jedyną realną metodą ograniczenia liczby spraw frankowych w sądach jest dalsze podnoszenie kosztów przegranych spraw po stronie banków – przede wszystkim poprzez utrzymanie bardzo wysokich ustawowych odsetek za opóźnienie oraz obciążenie banków dodatkowymi opłatami sądowymi. Z tego ma wynikać, że bankom opłaca się przeciągać procesy, a konsument jest jedyną stroną zainteresowaną szybkim rozstrzygnięciem sporu.
Taki obraz jest uproszczony i sprzeczny zarówno z ekonomią funkcjonowania banku, jak i z kierunkiem orzecznictwa TSUE oraz Sądu Najwyższego. Ochrona konsumentów nie polega na tym, by uczynić z procesu źródło dodatkowego zysku, ale by umożliwić szybkie, całościowe i proporcjonalne rozliczenie obu stron.
REKLAMA
REKLAMA
Rezerwy są kosztem dziś, nie za siedem lat
Sugestia, że odroczenie wypłaty 100 tys. zł o siedem lat jest dla banku opłacalne, ignoruje podstawowe zasady rachunkowości i regulacji ostrożnościowych. Bank nie czeka spokojnie na koniec procesu – musi już teraz tworzyć wysokie rezerwy na ryzyko prawne. Taka rezerwa natychmiast obciąża wynik finansowy i kapitały własne, a nie dopiero moment fizycznego „wypływu pieniędzy” z banku.
Każdy dodatkowy rok sporu to także zamrożony kapitał regulacyjny, presja nadzoru na podnoszenie rezerw, ryzyko prawne i reputacyjne oraz wyższy koszt finansowania. Z biznesowego punktu widzenia bank ma więc silny interes, by spór zakończyć jak najszybciej, w przewidywalny sposób – a nie, by go konserwować.
Warto też pamiętać, że w ostatnich latach to kredytobiorcy byli beneficjentami wysokiej inflacji i rosnących cen nieruchomości. Raty były spłacane w coraz „lżejszych” realnie złotówkach, a mieszkania finansowane kredytem znacząco zyskały na wartości. Trudno w takiej sytuacji utrzymywać, że to bank korzysta z upływu czasu, a konsument ponosi wyłącznie straty.
Dyscyplina – tak, nadmierna sankcja – nie
Autor słusznie zauważa, że odsetki ustawowe za opóźnienie są dziś wysokie. Wyciąga jednak z tego wniosek, że ich ograniczenie zachęci banki do przewlekania sporów, a zatem trzeba je utrzymać w obecnej formie. Tymczasem najnowsze postanowienia Sądu Najwyższego wskazują, że przyznawanie konsumentom wysokich odsetek za opóźnienie od całej kwoty wypłaconego kapitału prowadzi do nieproporcjonalnej sankcji po stronie banku i nieuzasadnionego wzbogacenia po stronie kredytobiorcy.
Zdaniem Sądu Najwyższego (m.in. postanowienie z 22 października br. w sprawie I CSK 812/25) bank ponosi już najbardziej dotkliwą sankcję: umowa jest nieważna, traci on całe wynagrodzenie za korzystanie z kapitału i musi zwrócić wszystkie nienależnie pobrane świadczenia. Dodatkowe, wieloletnie odsetki od pełnej kwoty kapitału, mimo że kredytobiorca przez lata korzystał z mieszkania, którego wartość istotnie wzrosła, wypaczają ideę ochrony konsumenta. Ochrona ma przywracać równowagę stron, a nie czynić z procesu narzędzie ponadnormatywnego zysku.
Problemem dwa procesy zamiast jednego
W artykule odpowiedzialnością za przeciążenie sądów obarcza się banki, które rzekomo zmuszają klientów do wchodzenia na drogę sądową. Tymczasem głównym źródłem zatorów jest konstrukcja rozliczeń oparta na teorii dwóch kondykcji. W tym modelu konsument pozywa bank o zwrot spełnionych świadczeń, a bank – aby nie dopuścić do przedawnienia – jest zmuszony pozywać konsumenta o zwrot kapitału w osobnym postępowaniu.
W praktyce jedna umowa kredytu generuje więc dwa pełne procesy, dwa komplety kosztów, dwa obciążenia dla sądu. Kredytobiorca, który wygra sprawę z własnego powództwa, może następnie przegrać drugi proces z powództwa banku. Taki system trudno uznać za przyjazny konsumentowi, nawet jeżeli chwilowo wzmacnia jego pozycję negocjacyjną.
To właśnie ten model – a nie rzekomo „zbyt niskie” koszty po stronie banku – odpowiada za skalę i czas trwania postępowań.
REKLAMA
Teoria salda – realne odciążenie sądów
Trybunał Sprawiedliwości UE oraz polski Sąd Najwyższy w serii kilkunastu postanowień zapadłych w ostatnim czasie (Chodzi o postanowienia: z dnia 22 lipca 2025 r. - I CSK 652/25, 11 września 2025 r. - I CSK 3697/23, I CSK 3894/23, I CSK 37/24, I CSK 4373/23, I CSK 3827/23, I CSK 4568/23, I CSK 3875/23, I CSK 3784/23, I CSK 4483/23, I CSK 4536/23 oraz 22 października 2025 r. - I CSK 812/25) otworzyły drogę do stosowania rozwiązań zbliżonych do teorii salda i do rozliczania stron w jednym postępowaniu. Istota tego podejścia jest prosta: skoro obie strony nieważnej umowy świadczyły na swoją rzecz, sąd ustala ostateczne saldo wzajemnych rozliczeń i zasądza tylko różnicę.
Z punktu widzenia konsumenta oznacza to jedno, krótsze postępowanie oraz brak ryzyka, że po wygranej sprawie o zwrot rat będzie musiał brać udział w kolejnym, kosztownym procesie z powództwa banku. Z punktu widzenia sądu – radykalne ograniczenie liczby spraw. Z punktu widzenia banku – przewidywalność skutków sporu i szybsze domknięcie rezerw.
Wbrew tezie z artykułu nie jest to „prezent dla banków”, ale model, który lepiej realizuje cel dyrektywy 93/13: skuteczną, ale proporcjonalną ochronę konsumenta, bez mnożenia postępowań i kosztów.
Zamiast mnożyć sankcje – uporządkować zasady
Postulat dodania kolejnej, 5-procentowej opłaty sądowej od przegranych spraw banków brzmi atrakcyjnie jako prosta recepta na przyspieszenie postępowań. W rzeczywistości oznaczałby jednak dalsze podnoszenie kosztów funkcjonowania sektora, które w dłuższej perspektywie i tak przełożą się na warunki oferowane wszystkim klientom, nie tylko frankowiczom.
Zamiast dokładać kolejne sankcje ponad to, co wynika z samej nieważności umowy, rozsądniejsze jest ograniczenie liczby sporów i ich czasu trwania poprzez:
- rozliczenie stron w jednym postępowaniu (teoria salda, potrącenie, pozew wzajemny),
- doprecyzowanie w ustawie zasad naliczania odsetek, tak aby pełniły funkcję dyscyplinującą, ale nie prowadziły do nieuzasadnionego wzbogacenia.
Warto przy tym zauważyć, że najsilniejszy sprzeciw wobec rozwiązań, które realnie skracają czas trwania sporów (przewidzianych w procedowanym w Sejmie tzw. pakiecie frankowym), nie pochodzi od banków, lecz właśnie od środowisk reprezentujących kredytobiorców. To pełnomocnicy frankowi najgłośniej krytykują zarówno rozszerzenie możliwości potrącenia, jak i uproszczone zasady wnoszenia pozwu wzajemnego, mimo że są to kluczowe narzędzia pozwalające rozliczyć obie strony w jednym postępowaniu, a nie w dwóch odrębnych sprawach.
W praktyce oznacza to, że to nie banki dążą do przedłużania postępowań – przeciwnie, to część pełnomocników konsumentów sprzeciwia się rozwiązaniom, które prowadzą do szybszego i całościowego rozliczenia stron. Wynika to wprost z konstrukcji ich wynagrodzeń oraz z faktu, że dwa postępowania (konsument przeciwko bankowi oraz bank przeciwko konsumentowi) oznaczają dwa honoraria, dwa zastępstwa procesowe i znacznie dłuższy czas trwania sporu. W tym kontekście teza, że banki „blokują szybkie zakończenie spraw”, nie znajduje potwierdzenia w rzeczywistości.
Podsumowując, prawdziwym remedium na przewlekłość postępowań nie jest dalsze windowanie kosztów po stronie banków, lecz jasne, jednolite i proporcjonalne zasady rozliczeń. Takie, które pozwolą szybko zakończyć spory, zapewnią konsumentom realną ochronę, a jednocześnie nie będą podważały stabilności systemu finansowego, z którego korzystamy wszyscy – nie tylko posiadacze kredytów „frankowych”.
Autorzy:
Aneta Ciechowicz- Jaworska, radca prawny
Bartłomiej Ślażyński, radca prawny
Kancelaria Radców Prawnych Aneta Ciechowicz-Jaworska Bartłomiej Ślażyński
REKLAMA
© Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A.
REKLAMA