REKLAMA

REKLAMA

Kategorie
Zaloguj się

Zarejestruj się

Proszę podać poprawny adres e-mail Hasło musi zawierać min. 3 znaki i max. 12 znaków
* - pole obowiązkowe
Przypomnij hasło
Witaj
Usuń konto
Aktualizacja danych
  Informacja
Twoje dane będą wykorzystywane do certyfikatów.

WIBOR nie broni się samą legalnością. Dlaczego teza o „micie abuzywności” upraszcza problem za bardzo

WIBOR nie broni się samą legalnością. Dlaczego teza o „micie abuzywności” upraszcza problem za bardzo
WIBOR nie broni się samą legalnością. Dlaczego teza o „micie abuzywności” upraszcza problem za bardzo
Shutterstock

REKLAMA

REKLAMA

Spór o WIBOR nie jest sporem o samą nazwę wskaźnika i jego legalność. Jest sporem o coś znacznie poważniejszego: czy konsument, podpisując wieloletnią umowę kredytową, rzeczywiście otrzymał prawdziwy, pełny i zrozumiały obraz mechanizmu, który miał decydować o cenie jego kredytu. I to pytanie wciąż pozostaje otwarte - pisze Krzysztof Szymański.

rozwiń >

Sam fakt, że WIBOR został objęty nadzorem, nie zamyka sporów o kredyty złotowe

W debacie o kredytach opartych na WIBOR coraz częściej pojawia się wygodna dla sektora bankowego teza: skoro WIBOR jest wskaźnikiem legalnym, nadzorowanym i osadzonym w prawie unijnym oraz krajowym, to zarzuty wobec umów kredytowych opartych na tym wskaźniku są w istocie przesadzone. Taki kierunek przyjmuje również artykuł „Mit abuzywności WIBOR” napisany przez r.pr. Izabelę Szczepańską, którego zasadniczym celem jest wykazanie, że sam wskaźnik - jako element porządku regulacyjnego - nie może być traktowany jako źródło abuzywności.

Problem polega na tym, że taka narracja opiera się na szeregu uproszczeń, a miejscami także na wyraźnych sprzecznościach. Co więcej, w tekście dochodzi do pomieszania kilku zupełnie różnych płaszczyzn:
- legalności publicznoprawnej wskaźnika,
- jego historycznego sposobu wyznaczania,
- zgodności z rozporządzeniem BMR oraz
- uczciwości konkretnej klauzuli umownej wobec konsumenta.

To nie są pojęcia tożsame. I nie powinny być traktowane zamiennie.

REKLAMA

REKLAMA

Największy błąd: utożsamienie legalności wskaźnika z uczciwością umowy

Najważniejsza słabość artykułu polega na tym, że autorka zdaje się przyjmować prosty schemat: skoro WIBOR funkcjonuje legalnie w systemie prawa, to sposób jego użycia w umowie kredytowej również powinien być traktowany jako co do zasady prawidłowy. Tymczasem jest to podstawowy błąd metodologiczny.

Legalność samego instrumentu albo mechanizmu nie przesądza jeszcze o tym, że sposób jego zastosowania w relacji z konsumentem spełnia standard przejrzystości, lojalności kontraktowej i równowagi stron. Można mieć do czynienia z legalnym instrumentem, ale z nieuczciwą lub nieprzejrzystą klauzulą, która odwołuje się do tego instrumentu w sposób wadliwy.

Inaczej mówiąc: legalny może być sam benchmark, ale nieuczciwy może być sposób jego kontraktowego wbudowania do wieloletniej umowy z konsumentem. To rozróżnienie jest kluczowe. I właśnie ono w artykule mec. Szczepańskiej zostaje zatarte. Sprzeczność wewnętrzna: skoro liczy się moment zawarcia umowy, nie można zasłaniać się późniejszym reżimem BMR

REKLAMA

Autorka słusznie przypomina, że oceny abuzywności dokonuje się na moment zawarcia umowy, a nie przez pryzmat późniejszych wydarzeń. To akurat jest trafna teza. Problem w tym, że dalszy wywód nie jest z nią spójny.

Dalszy ciąg materiału pod wideo

Nie można bowiem jednocześnie twierdzić, że:
- sąd ma badać umowę wyłącznie według stanu istniejącego w chwili jej podpisania, a zarazem
- bezpieczeństwo tej umowy ma wynikać z późniejszego objęcia benchmarku reżimem BMR i późniejszego nadzoru publicznego.

To dwie tezy, które wzajemnie się wykluczają.

Jeżeli naprawdę liczy się moment zawarcia umowy, to trzeba uczciwie odpowiedzieć na pytania:
- jaki był wtedy status stawki WIBOR,
- według jakich reguł była administrowana,
- jakie informacje miał wówczas konsument,
- jak bank opisał wskaźnik w umowie,
- czy przedstawione definicje odpowiadały rzeczywistości,
- czy klient mógł realnie ocenić konsekwencje ekonomiczne klauzuli.

Późniejsza decyzja administracyjna nie działa wstecz. Późniejsze uporządkowanie benchmarku nie uzdrawia automatycznie umów zawartych wcześniej. Późniejszy nadzór nie kasuje pytań o dawną transparentność.

WIBOR przed BMR to nie to samo co wskaźnik referencyjny w rozumieniu obecnych przepisów

W analizie bardzo wyraźnie miesza się dwie kwestie:
1) wskaźnik referencyjny w rozumieniu BMR, już po objęciu formalnym nadzorem,
2) historyczną stawkę WIBOR, funkcjonującą przed pełnym dostosowaniem benchmarku do rozporządzenia BMR.

To nie jest tylko techniczna różnica. To jest różnica fundamentalna.

Nie można automatycznie utożsamiać dzisiejszego statusu wskaźnika z jego wcześniejszym funkcjonowaniem. Trzeba wyraźnie oddzielić WIBOR po objęciu reżimem BMR od stawki WIBOR funkcjonującej wcześniej, w innym otoczeniu regulacyjnym, przy innym modelu administrowania oraz bez dzisiejszego poziomu formalnego nadzoru.

Właśnie dlatego teza, że „WIBOR jest legalny, więc nie może być abuzywny”, jest zbyt szeroka. Nawet jeśli przyjąć legalność wskaźnika w obecnym rozumieniu, nie rozstrzyga to jeszcze problemu dawnych umów ani historycznej jakości samego mechanizmu.

Nie wolno mylić zapalnika pozwów z ich podstawą prawną

W dyskusji o kredytach WIBOR-owych bardzo często miesza się dwie różne rzeczy. Pierwsza to zapalnik pozwów. Nie ma wątpliwości, że był nim gwałtowny wzrost WIBOR w czasie, a wraz z nim wzrost rat kredytowych. Druga to podstawa prawna pozwów. I to już jest coś zupełnie innego. Podstawą sporów nie jest samo to, że WIBOR wzrósł.
Podstawą są przede wszystkim:
- kwestie informacyjne,
- transparentność klauzul umownych,
- sposób przedstawienia ryzyka,
- zgodność definicji użytych w umowach ze stanem faktycznym,
- przejrzystość sposobu ustalania stawki (wskaźnika), zwłaszcza w dawnym modelu administrowania.

To bardzo istotne rozróżnienie. Wzrost rat nie tworzy sam z siebie abuzywności. Ale może ujawniać wcześniejsze wady konstrukcyjne umowy, których konsument nie był w stanie ocenić w chwili podpisywania kontraktu.

WIBOR to nie stopa referencyjna NBP

W tekście pojawia się również bardzo daleko idące uproszczenie, gdy wzrost stóp procentowych jest przedstawiany w praktyce jako wyjaśnienie poziomu WIBOR. Oczywiście istnieje wysoka korelacja między stopami NBP a WIBOR. Tego nikt nie neguje. Problem w tym, że korelacja nie oznacza tożsamości. WIBOR nie jest stopą referencyjną NBP.

To rozróżnienie ma znaczenie zasadnicze. Autorka zdaje się sprowadzać wzrost WIBOR do prostego następstwa decyzji RPP, jak gdyby wskaźnik był wyłącznie technicznym odbiciem stopy banku centralnego. Tymczasem to zbyt daleko idące uproszczenie.

Liczy się nie tylko sam poziom stopy referencyjnej NBP, ale również:
- relacja WIBOR do tej stopy,
- odległość pomiędzy nimi,
- trwałość spreadu,
- ekonomiczna charakterystyka tego spreadu.

To właśnie ten spread ma realne znaczenie finansowe. Przy aktywach odsetkowych rzędu 1 bln zł każdy dodatkowy 10-punktowy spread oznacza w przybliżeniu 1 mld zł rocznie przychodu dla sektora bankowego. To pokazuje, że nie wystarczy powiedzieć: „WIBOR był zbliżony do stopy referencyjnej NBP”. To za mało.

Liczy się relacja, nie samo podobieństwo. I właśnie dlatego nie można całej odpowiedzialności za późniejszy wzrost rat po prostu „zrzucić” na NBP i RPP.

Korelacja to za mało. Ważna jest adekwatność wskaźnika (stawki)

Nawet wysoka korelacja WIBOR z podstawowymi stopami procentowymi nie przesądza jeszcze o pełnej adekwatności wskaźnika. Co więcej, można zasadnie podnosić, że relacja WIBOR do podstawowych stóp procentowych w Polsce miała mniej korzystną charakterystykę niż relacja WIBOR do stóp ECB.

To temat, który można stosunkowo łatwo badać na poziomie ekonomicznym. I właśnie taka analiza pokazuje, że nie wystarczy sprowadzić całego problemu do twierdzenia, iż WIBOR „podążał za polityką pieniężną”.

Benchmark nie ma być tylko podobny. Ma być adekwatny do rynku, który rzekomo mierzy. A to są dwie różne kategorie.

Sam fakt, że WIBOR był fundamentem gospodarki, nie dowodzi, że był zawsze wyznaczany prawidłowo

W debacie pojawia się często argument, że WIBOR przez lata stanowił fundament polskiej gospodarki, a więc jego prawidłowość powinna być niejako domniemana. To jednak rozumowanie pozorne.

Powszechność stosowania nie jest dowodem prawidłowości. Historia rynków finansowych zna wiele mechanizmów, które przez długi czas były masowo używane, a dopiero później zaczęto pytać o ich realną przejrzystość, reprezentatywność czy podatność na nadużycia.

To, że WIBOR był szeroko stosowany, nie oznacza automatycznie, że:
- sposób jego historycznego wyznaczania był idealny,
- był on w każdym okresie w pełni adekwatny do rynku,
- konsumenci byli należycie informowani,
- a wszystkie umowy kredytowe były poprawnie skonstruowane.

To właśnie ten automatyzm myślowy prowadzi na manowce.

NBP i NIK już wcześniej sygnalizowały problemy

Nie można też pomijać faktu, że wątpliwości wokół transparentności mechanizmu nie pojawiły się dopiero wraz z falą obecnych pozwów. Już w przeszłości zwracano uwagę na problemy dotyczące rynku referencyjnego i ryzyk związanych z mechanizmem fixingu. Podnoszono również konieczność uregulowania tych kwestii w sposób bardziej ścisły, właśnie dlatego, że model oparty głównie na deklaracjach lub ograniczonej transakcyjności może generować ryzyka manipulacyjne.

To pokazuje, że historyczna transparentność WIBOR nie była tak oczywista, jak chce to przedstawić autorka.

KNF badał przede wszystkim procedury, a nie sens istnienia rynku bazowego

Kolejny problem polega na tym, że z nadzoru KNF wyciąga się wnioski dalej idące, niż naprawdę z niego wynikają. Nadzór administracyjny nie oznacza automatycznie, że rozstrzygnięto wszystkie pytania o ekonomiczną adekwatność wskaźnika. KNF analizował przede wszystkim kwestie proceduralne, zgodność organizacyjną i formalną, a nie to, czy rynek bazowy dla wszystkich terminów jest wystarczająco żywy, głęboki i reprezentatywny.

A przecież istota benchmarku polega właśnie na tym, że ma on mierzyć coś realnie istniejącego. Nie da się rzetelnie mierzyć rynku, który na określonych terminach jest znikomy albo martwy.

Jeżeli więc na dłuższych terminach przez kolejne miesiące nie dochodziło do zawarcia transakcji na rynku podstawowym, to pytanie o reprezentatywność benchmarku nie jest herezją, tylko obowiązkiem analitycznym.

Nie tylko stawka jest problemem. Problemem są także same umowy

Nawet gdyby na chwilę odsunąć na bok pytania o historyczny model wyznaczania stawki, pozostaje jeszcze kwestia druga, być może jeszcze ważniejsza: konstrukcja samych umów. I tutaj artykuł „Mit abuzywności WIBOR” idzie w zdecydowanie zbyt szerokie uogólnienie.

W praktyce wiele umów:
- błędnie definiowało WIBOR,
- posługiwało się nieprecyzyjnymi przesłankami zmian oprocentowania,
- zawierało elementy blankietowości,
- nie dawało konsumentowi realnych narzędzi do przewidzenia skutków ekonomicznych.

Dotyczyło to również największych banków w Polsce.

To oznacza, że nie da się jednym ruchem „zalegalizować” wszystkich takich umów tylko dlatego, że odwoływały się do wskaźnika formalnie obecnego na rynku.

Prawo dopuszcza zmienne oprocentowanie, ale nie gwarantuje prawidłowości każdej jego konstrukcji

To, że polskie prawo dopuszcza stosowanie stopy zmiennej, jest oczywiste. Ale z tego nie wynika, że każdy sposób ustalania tej stopy był lub jest właściwy. Prawo dopuszcza konstrukcję kredytu o zmiennym oprocentowaniu. Nie daje jednak żadnej automatycznej rękojmi, że:
- zastosowany wskaźnik zawsze był adekwatny,
- sposób opisania go w umowie był prawidłowy,
- a rozkład ryzyka w umowie był uczciwy.

To bardzo ważne, bo właśnie tutaj obrona sektora bankowego często przeskakuje od ogólnej dopuszczalności konstrukcji do bezrefleksyjnego domniemania, że wszystkie konkretne umowy były poprawne.
To wniosek nieuprawniony.

Klauzula może być zrozumiała językowo i jednocześnie nieuczciwa

Jedną z najbardziej mylących tez w debacie jest twierdzenie, że jeśli klauzula została napisana w sposób jasny i zrozumiały, to nie może być abuzywna. To nie jest prawda.

Zrozumiałość językowa nie jest równoznaczna z uczciwością ekonomiczną. Klauzula może być napisana prostym językiem, a mimo to:
- dawać przedsiębiorcy nadmierną przewagę,
- nie pozwalać konsumentowi realnie ocenić skutków umowy,
- prowadzić do istotnej nierównowagi kontraktowej.

Dobrym przykładem jest prosty zapis: „oprocentowanie ustala bank”. Taki zapis jest językowo jasny. Każdy rozumie jego sens. A jednak właśnie dlatego może być wadliwy — bo daje jednej stronie niekontrolowaną władzę nad ceną kontraktu.

To pokazuje, że sama przejrzystość gramatyczna nie zamyka kontroli abuzywności.

TSUE nie powiedział, że zrozumiałość klauzuli automatycznie ją legalizuje

W debacie publicznej po wyroku TSUE z 12 lutego 2026 r. pojawiły się próby przedstawiania tego orzeczenia jako definitywnego zwycięstwa sektora bankowego. To interpretacja zbyt daleko idąca.
Trybunał nie stwierdził, że:
- wszystkie klauzule oparte na WIBOR są zgodne z prawem,
- zrozumiałość językowa automatycznie wyłącza kontrolę,
- banki uzyskały blankietową ochronę przed pozwami.

Przeciwnie, logika ochrony konsumenckiej pozostaje taka sama: sąd ma badać, czy konsument rzeczywiście rozumiał mechanizm i jego skutki ekonomiczne, a także czy konstrukcja umowy nie prowadzi do znaczącej nierównowagi stron.

To oznacza, że każda sprawa nadal wymaga indywidualnej analizy.

Jeśli bank definiuje WIBOR, nie może robić tego błędnie

Nawet jeśli przyjąć, że umowa nie musi zawierać kompletnej, technicznej definicji wskaźnika, to nie oznacza to przyzwolenia na definicję błędną lub niezgodną ze stanem faktycznym. To jest bardzo istotne.
Jeżeli bank decyduje się opisać wskaźnik w umowie albo w materiałach informacyjnych, to nie może tego robić w sposób zniekształcający rzeczywistość. Skrót informacyjny nie może być nieprawdziwy. Uproszczenie nie może wprowadzać w błąd.
I właśnie w tym miejscu wiele sporów o WIBOR wcale się nie kończy, lecz dopiero zaczyna.

Edukacja finansowa nie zastępuje obowiązków informacyjnych banku

Autorka artykułu słusznie wspomina o edukacji finansowej. Problem w tym, że momentami używa jej niemal jako argumentu łagodzącego wobec braków informacyjnych po stronie banków. To błędne odwrócenie logiki ochronnej. Bank jako profesjonalista ma obowiązek tak przedstawić mechanizm umowy, aby klient nie musiał samodzielnie studiować rynku pieniężnego, dokumentów administratora ani publikacji nadzorczych. Konsument ma rozumieć sens zobowiązania na podstawie tego, co otrzymał od banku.
Edukacja jest ważna, ale nie może zastępować rzetelnej informacji przedkontraktowej.

Największa słabość artykułu: obrona wskaźnika zamiast analizy umowy

Ostatecznie artykuł „Mit abuzywności WIBOR” broni przede wszystkim systemowej pozycji wskaźnika. Znacznie słabiej mierzy się natomiast z pytaniem najważniejszym z perspektywy prawa konsumenckiego: czy konkretna umowa kredytowa rzeczywiście dawała konsumentowi możliwość zrozumienia ryzyka i mechanizmu, który przez lata miał kształtować wysokość jego raty.

A to są dwa różne poziomy analizy:
1) poziom makro — legalność i nadzór nad benchmarkiem,
2) poziom mikro — uczciwość konkretnej umowy i konkretnego procesu sprzedaży.

W sporze konsumenckim nie wystarczy obronić poziomu makro. Trzeba jeszcze obronić poziom mikro. I właśnie tego w analizowanym tekście najbardziej brakuje.

Wnioski: spór o WIBOR pozostaje otwarty

Największym błędem artykułu „Mit abuzywności WIBOR” jest założenie, że legalność systemowa wskaźnika niemal automatycznie wyłącza kontrolę sądową umów kredytowych. Tak nie jest. Nie można również jednocześnie twierdzić, że:
- wszystko oceniamy na moment zawarcia umowy,
a potem
- ratować dawnych kontraktów późniejszym reżimem BMR i późniejszym nadzorem.

Nie można sprowadzać WIBOR do stopy referencyjnej NBP, bo to nie to samo. Nie wystarczy wskazać wysokiej korelacji, bo liczy się także spread, relacja i adekwatność wskaźnika. Nie można mylić zapalnika pozwów z ich podstawą prawną. Nie można utożsamiać jasnego języka z uczciwością ekonomiczną. Nie można też nadzoru proceduralnego traktować jako dowodu, że wskaźnik zawsze i w każdym zakresie wiernie mierzył rynek, który miał mierzyć.

Spór o WIBOR nie jest więc sporem o samą nazwę wskaźnika. Jest sporem o coś znacznie poważniejszego: czy konsument, podpisując wieloletnią umowę kredytową, rzeczywiście otrzymał prawdziwy, pełny i zrozumiały obraz mechanizmu, który miał decydować o cenie jego kredytu. I to pytanie wciąż pozostaje otwarte.

Krzysztof Szymański, ekonomista

Źródło: INFOR

Oceń jakość naszego artykułu

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Twoja opinia jest dla nas bardzo ważna

Powiedz nam, jak możemy poprawić artykuł.
Zaznacz określenie, które dotyczy przeczytanej treści:
Autopromocja

REKLAMA

QR Code

© Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A.

REKLAMA

Prawo
To świadczenie nie podlega ochronie. To przykra niespodzianka przed urlopem. Komornik zajmie je w całości

Czy pracodawca powinien dokonywać potrąceń z należnego pracownikom świadczenia z zfśs? Choć pracownicy często uważają, że jako świadczenie socjalne jest ono spod niej wyłączone, to rzeczywistość jest inna

Ten nadajnik automatycznie przekaże informacje o trybie życia mieszkańców. Co będzie wynikało z profilu grzewczego?

Już od 1 stycznia 2027 r. zmienią się zasady rozliczania zużycia wody i ciepła. Z danych dotyczących zużycia będzie można stworzyć profil grzewczy. Czego będzie można się z niego dowiedzieć o mieszkańcach?

Osoby z niepełnosprawnościami coraz częściej pracują. Co z limitami w ZUS?

Z informacji przekazanych przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej wynika, iż w Polsce rośnie zatrudnienie osób z niepełnosprawnościami. Czy jest szansa na likwidację limitów dorabiania do rent socjalnych i chorobowych?

WZON: Podobno niepełnosprawny dostał miskę z wodą, żeby udowodnił, że potrafi sam umyć ręce. Kazali mu się podrapać po głowie, wstać z łóżka i chodzić po pokoju

Mamy przesunięcie w tym co jest ważne dla osoby niepełnosprawnej. Kiedyś najważniejsze było orzeczenie o niepełnosprawności. Dziś w posiadanie tego dokumentu jest tylko wstępem staraniach o np. świadczenie wspierające. Ważniejsze jest wykazanie przed komisją orzeczniczą przyznającą świadczenia faktycznej niesamodzielności. I odbywa się to poprzez pytania i odpowiedzi. Osoby niepełnosprawne mają dziś listy pytań sprawdzających ich samodzielność, które są zadawane w procesie przyznawania punktów, od których zależy wysokość świadczenia wspierającego (albo w ogóle jego przyznanie).

REKLAMA

Zasądzenie kwoty na rzecz małżonków bez solidarności oznacza podział kwoty po połowie - wtedy może być poniżej progu do skargi kasacyjnej

Sąd Najwyższy 27 lutego 2026 (I CSK 150/25) odrzucił skargę kasacyjną pozwanego w sprawie, gdzie małżonkowie żądali solidarnego zasądzenia 90 261 zł. Problem? Sąd zasądził tę kwotę, ale bez solidarności – więc z mocy prawa podzieliła się po połowie (art. 379 § 1 k.c.). Każdy małżonek dostał 45 131 zł, czyli poniżej progu 50 000 zł wymaganego dla skargi kasacyjnej. Co to oznacza, gdy majątek jest wspólny?

Najem krótkoterminowy: wysokie zyski czy kosztowna pułapka? Kiedy staje się działalnością gospodarczą?

Najem krótkoterminowy w Polsce wciąż jest trochę „między światami”. Nie ma jednej ustawy, która porządkuje go od A do Z, a wszystko zależy od charakteru najmu i jego skali. Oznacza to, że ten sam wynajem może być raz traktowany jako prywatny, innym razem jako działalność gospodarcza, a w pewnych sytuacjach nawet jako coś zbliżonego do usług hotelowych. I właśnie przez tę nieostrość wielu właścicieli porusza się w szarej strefie interpretacyjnej – dopóki nic się nie wydarzy, temat nie istnieje.

Ceny paliwa na środę. Tyle jutro zapłacimy za benzynę i olej napędowy

Minister energii wydał nowe obwieszczenie, w którym określił maksymalne ceny detaliczne benzyny i oleju napędowego obowiązujące w środę 27 maja. Czy nadal utrzymuje się tendencja spadkowa cen paliw? Sprawdzamy!

Czy banki celowo dawały kredytobiorcom wadliwe umowy do podpisu? Anatomia systemowego błędu

W debacie publicznej na temat wadliwych umów o kredyt konsumencki coraz częściej pojawia się narracja o celowym działaniu banków na szkodę klientów. Jej zwolennicy twierdzą, że instytucje finansowe świadomie wpisywały do umów klauzule niezgodne z prawem, licząc na niewiedzę konsumentów i nikłe prawdopodobieństwo zakwestionowania zapisów. Tezę tę chętnie podchwytują prawnicy reprezentujący kredytobiorców w sporach sądowych. Tymczasem rzeczywistość jest bardziej złożona - i właśnie dlatego bardziej niepokojąca. Jeśli błędy wynikały z chciwości, remedium jest proste: lepsza regulacja i dotkliwe sankcje. Jeśli jednak u ich podstaw leży splot strukturalnych dysfunkcji organizacyjnych, luk kompetencyjnych i nieprecyzyjnych przepisów - problem jest znacznie trudniejszy do wyeliminowania. I znacznie trudniejszy do zapobieżenia w przyszłości. Dlatego rozumiem zarówno stronę kredytobiorców przez których najczęściej przemawiają emocje oraz bankowców, którzy rozliczani są za swoje błędy po wielu latach bez względu na to ile w tych bledach było celowego działania.

REKLAMA

Polska coraz bardziej zależna od cudzoziemców na rynku pracy. Nowe dane

W 2025 r. pracujący i mieszkający w Polsce cudzoziemcy zwiększyli nasz PKB od 200 do 416 mld zł, czyli od 5,1 proc. do 10,7 proc. - wynika z raportu „Migracja w Polsce”, którego wyniki publikuje „Rz”.

Pracodawcy żądają rachunków potwierdzających zakup wakacyjnych wyjazdów. Bez tego nie chcą wypłacać pieniędzy. Czy to jest zgodne z prawem?

Prawo do świadczeń z ZFŚS budzi wiele emocji. Uprawnieni błędnie zakładają, że należą się one każdemu po równo, a pracodawcy często próbują w uchwalanych regulaminach niezgodnie z prawem ograniczać dostęp do świadczeń. Są też kwestie, których od lat nie udaje się ostatecznie wyjaśnić. Tymczasem każdemu zależy na przysługujących mu pieniądzach.

Zapisz się na newsletter
Najlepsze artykuły, najpoczytniejsze tematy, zmiany w prawie i porady. Skoncentrowana dawka wiadomości z różnych kategorii: prawo, księgowość, kadry, biznes, nieruchomości, pieniądze, edukacja. Zapisz się na nasz newsletter i bądź zawsze na czasie.
Zaznacz wymagane zgody
loading
Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich
Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj.
success

Potwierdź zapis

Sprawdź maila, żeby potwierdzić swój zapis na newsletter. Jeśli nie widzisz wiadomości, sprawdź folder SPAM w swojej skrzynce.

failure

Coś poszło nie tak

REKLAMA