Twój sprzęt AGD padł po dwóch latach? Już niedługo wyrzucanie go do śmieci przestanie być jedyną opcją

REKLAMA
REKLAMA
Znasz to? Drogi telefon psuje się tuż po gwarancji, a serwis mówi, że naprawa się nie opłaca. Podobnie z pralką, która odmawia posłuszeństwa zaraz po okresie ochrony. Unia Europejska chce to zmienić — nowe przepisy o prawie do naprawy mają ograniczyć takie praktyki także w Polsce.
- Czym właściwie jest prawo do naprawy
- Dyrektywa R2R: dodatkowy rok ochrony
- Producent nie powie już: „nie ma części”
- Koniec wycen „na oko”
- Kary, terminy i to, gdzie jesteśmy dzisiaj
- Nie wszystko złoto, czyli o czym mówią serwisy i producenci
- Czy naprawimy wszystko?
REKLAMA
REKLAMA
Mowa o tzw. dyrektywie R2R — od angielskiego right to repair, czyli prawo do naprawy. To regulacja, która ma uderzyć w kosztowny nawyk wymiany sprzętu na nowy i jednocześnie zmniejszyć górę elektroodpadów rosnącą w Europie z roku na rok. Dla ciebie oznacza to konkretne pieniądze w portfelu i realne prawo, by domagać się naprawy.
Czym właściwie jest prawo do naprawy
REKLAMA
Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2024/1799 z 13 czerwca 2024 r. zmienia logikę, do której przywykliśmy. Do tej pory, gdy sprzęt się psuł, sklep zwykle proponował wymianę na nowy egzemplarz, a po upływie gwarancji producent mógł rozłożyć ręce i powiedzieć: „nie ma już części do tego modelu”. Nowe przepisy wywracają ten układ. Stawiają naprawę na pierwszym miejscu i nakładają na firmy obowiązki, których wcześniej nie było.

parlament europejski
parlament europejski
Shutterstock
W Polsce dyrektywę wdraża projekt nowelizacji ustawy o prawach konsumenta o numerze UC154, przygotowywany przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. 15 czerwca 2026 r. w wykazie prac legislacyjnych rządu opublikowano projekt ustawy o zmianie ustawy o prawach konsumenta oraz niektórych innych ustaw (UC154), który ma na celu wdrożenie tej dyrektywy. Kraj ma obowiązek wprowadzić nowe zasady najpóźniej do 31 lipca 2026 r.
Dyrektywa R2R: dodatkowy rok ochrony
To przepis, który najbardziej dotyczy zwykłego kupującego. Jeśli zgłosisz wadę towaru i zamiast wymiany wybierzesz naprawę, okres odpowiedzialności sprzedawcy za ten egzemplarz wydłuży się jednorazowo o 12 miesięcy. Wyobraź sobie, że pralka psuje się 18 miesięcy po zakupie. Sklep uznaje reklamację i ją naprawia. Dzięki nowym przepisom twoja ochrona nie kończy się po standardowych dwóch latach, lecz biegnie aż do 36. miesiąca. Naprawa przestaje być „łataniem starego sprzętu”, a staje się opłacalnym wyborem, który daje ci dodatkowy rok spokoju. Co ważne, sprzedawca będzie miał obowiązek wprost cię o tym poinformować, zanim zdecydujesz między naprawą a wymianą.

dyrektywa right to repair naprawa sprzętu urządzenia elektronika agd
dyrektywa right to repair naprawa sprzętu urządzenia elektronika agd
Shutterstock
Jest jeden haczyk, o którym warto wiedzieć: ten bonus zadziała dla umów zawartych po wejściu przepisów w życie. Sprzęt kupiony dziś jeszcze się pod niego nie załapie.
Producent nie powie już: „nie ma części”
Druga, znacznie głębsza zmiana dotyczy okresu po gwarancji. Producent będzie musiał naprawić sprzęt nawet wtedy, gdy rękojmia i gwarancja już dawno wygasły. Jeśli naprawa jest technicznie możliwa, odmowa stanie się złamaniem prawa.
Co istotne, dotyczy to konkretnej listy produktów z załącznika II do dyrektywy. Są na niej między innymi smartfony i telefony komórkowe, tablety, a także duży sprzęt AGD: pralki, pralko-suszarki, zmywarki, lodówki i zamrażarki oraz odkurzacze.
Lista obejmuje też wyświetlacze elektroniczne, czyli telewizory i monitory, serwery, sprzęt spawalniczy oraz urządzenia z bateriami do lekkich pojazdów, takie jak rowery elektryczne i hulajnogi. Zestaw ten może być rozszerzany — na początku 2026 r. dopisano do niego domowe ogrzewacze pomieszczeń.
Naprawa ma być wykonana „za rozsądną cenę” i „w rozsądnym terminie”. I tu zaczynają się schody, do których jeszcze wrócimy.
Koniec wycen „na oko”
Żeby ukrócić sytuacje, w których wycena naprawy zmienia się w zależności od humoru serwisanta, dyrektywa wprowadza europejski formularz informacji o naprawie. Serwis będzie musiał wystawić go bezpłatnie na twoje żądanie, a podana w nim cena będzie wiążąca przez 30 dni.
W praktyce zyskujesz coś bardzo cennego: możliwość zebrania ofert z kilku warsztatów i porównania ich bez obawy, że po dostarczeniu sprzętu cena nagle skoczy. Dodatkowo do połowy 2027 r. ma ruszyć ogólnoeuropejska platforma internetowa z wyszukiwarką serwisów w okolicy, co rozwiąże najprostszy problem: gdzie w ogóle znaleźć zaufanego fachowca.
Kary, terminy i to, gdzie jesteśmy dzisiaj
Nowe obowiązki będą egzekwowane. Za ich naruszenie grożą kary administracyjne do 20 tys. zł, a przy ponownym przewinieniu do 40 tys. zł. Pilnować ma tego przede wszystkim Inspekcja Handlowa. Jeśli firma naruszy przepisy na tyle szeroko, że zostanie to uznane za praktykę godzącą w zbiorowe interesy konsumentów, do gry wejdzie Prezes UOKiK, który może nałożyć karę sięgającą 10 proc. rocznego obrotu.
Na jakim etapie jesteśmy? Przyjęcie projektu UC154 przez Radę Ministrów planowane jest na trzeci kwartał 2026 r. Sama ustawa ma wejść w życie 14 dni po ogłoszeniu, z wyjątkiem przepisów o platformie napraw, które ruszą później. Innymi słowy: kierunek jest przesądzony, ale dokładny kształt finalnych przepisów wciąż może się zmieniać.
Nie wszystko złoto, czyli o czym mówią serwisy i producenci
Entuzjazmu nie podzielają wszyscy. Niezależne serwisy, które teoretycznie najwięcej zyskują, ostrzegają, że projekt wdraża jedynie „unijne minimum”. Ich zdaniem bez twardych limitów cen części zamiennych producenci nadal będą mogli wyceniać kluczowy podzespół tak wysoko, że naprawa straci ekonomiczny sens.
Druga bolączka to dostęp do oprogramowania diagnostycznego i schematów serwisowych. Bez nich nawet sprawny warsztat nie odczyta, co właściwie zepsuło się w nowoczesnej, naszpikowanej elektroniką pralce.
Z kolei część organizacji producentów podnosi argument bezpieczeństwa. Otwarcie rynku części dla każdego warsztatu „z ulicy” rodzi pytania o jakość usług, zwłaszcza przy urządzeniach z łatwopalnymi czynnikami chłodniczymi, takich jak nowoczesne lodówki czy pompy ciepła. Branża wskazuje, że niewykwalifikowany serwisant albo podrobiona część mogą realnie zwiększyć ryzyko awarii czy pożaru.
Czy naprawimy wszystko?
Realistycznie? Nie każdy smartfon i nie każdą pralkę, przynajmniej nie od razu. Nowe prawo obejmuje konkretną listę urządzeń, a kluczowe pojęcia „rozsądnej ceny” i „rozsądnego terminu” przez pierwsze lata będą zapewne przedmiotem sporów i interpretacji.
Wiele zależy też od tego, czy Polska zdecyduje się dorzucić własne zachęty, takie jak bony naprawcze czy niższy VAT na usługi serwisowe, bo sama dyrektywa wymaga od państw co najmniej jednego takiego instrumentu. Mimo to kierunek jest jasny i korzystny dla konsumenta. Po raz pierwszy od lat to producent, a nie ty, będzie musiał udowodnić, że naprawa się nie da. A to już ogromna zmiana w relacji sił. Warto śledzić losy projektu UC154 w nadchodzących miesiącach, bo od jego ostatecznego kształtu zależy, czy „prawo do naprawy” stanie się realnym narzędziem, czy tylko hasłem na papierze.
REKLAMA
© Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A.
REKLAMA



