WSA: Gmina nie może odmawiać dowozu tylko dlatego, że szkoła jest „najbliżej”. Liczą się realne potrzeby dziecka

REKLAMA
REKLAMA
Czy gmina może odmówić zwrotu kosztów dowozu niepełnosprawnego dziecka, bo „jest bliższa szkoła”? Wojewódzki Sąd Administracyjny w Poznaniu nie ma wątpliwości: odległość to za mało. Jeśli placówka nie realizuje zaleceń z orzeczenia, odmowa jest bezprawna — nawet gdy szkoła leży tuż obok domu.
- Spór o dowóz dziecka z niepełnosprawnością
- „Najbliższa” szkoła to nie tylko kilometry
- WSA w Poznaniu przyznał im rację i jasno wskazał, że:
- Gmina musi to udowodnić
- Prawo wyboru szkoły nie jest fikcją
- Ekonomia gminy to nie argument
- Co wynika z wyroku?
Spór o dowóz dziecka z niepełnosprawnością
Sprawa dotyczyła matki małoletniego Szymona, która wystąpiła do burmistrza o zwrot kosztów dowozu syna do szkoły podstawowej. Chłopiec posiadał orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego, a obowiązek zapewnienia transportu spoczywa - co do zasady - na gminie.
REKLAMA
REKLAMA
Problem w tym, że szkoła wybrana przez rodziców nie była tą „najbliższą” w sensie geograficznym. Burmistrz odmówił więc refundacji, wskazując inną, położoną bliżej placówkę gminną.
„Najbliższa” szkoła to nie tylko kilometry
Zdaniem rodziców wskazana przez gminę szkoła nie była przygotowana do pracy z dzieckiem z niepełnosprawnością intelektualną i zaburzeniami ze spektrum autyzmu. Placówka nie miała doświadczenia w komunikacji alternatywnej i wspomagającej (AAC), ani odpowiedniego zaplecza terapeutycznego.
WSA w Poznaniu przyznał im rację i jasno wskazał, że:
„Najbliższa szkoła” w rozumieniu prawa oświatowego to taka, która jak najpełniej realizuje zalecenia zawarte w orzeczeniu, a niekoniecznie ta położona najbliżej domu.
REKLAMA
Oznacza to, że bliskość ma dwa wymiary:
- geograficzny,
- funkcjonalny - czyli zdolność szkoły do zapewnienia realnego wsparcia dziecku.
Gmina musi to udowodnić
Sąd zwrócił uwagę na istotny błąd po stronie organu. Burmistrz oparł się wyłącznie na ogólnej ofercie edukacyjnej szkoły oraz piśmie jej dyrektora. Nie zwrócił się jednak do placówki z indywidualnym zapytaniem, nie przekazał orzeczenia dziecka i nie zweryfikował, czy szkoła faktycznie jest w stanie spełnić konkretne zalecenia.
Zdaniem sądu to za mało. W sytuacji konfliktu interesów:
- gmina musi aktywnie wykazać,
- że wskazywana szkoła oferuje porównywalne warunki kształcenia,
- dostosowane do konkretnego dziecka, a nie „średniego przypadku”.
Prawo wyboru szkoły nie jest fikcją
WSA podkreślił także, że rodzice mają prawo wybrać najlepszą szkołę dla swojego dziecka z niepełnosprawnością. Jeżeli orzeczenie przewiduje np. konieczność pracy z pedagogiem specjalnym, terapeutą integracji sensorycznej czy wspomaganie komunikacji - szkoła musi realnie te warunki zapewnić.
Samo zapewnienie, że „kadra ma doświadczenie”, bez odniesienia do indywidualnych potrzeb dziecka, nie spełnia wymogów prawa.
Ekonomia gminy to nie argument
Na koniec sąd jasno zaznaczył, że celem przepisów o dowozie nie jest ochrona budżetu gminy, lecz faktyczne wsparcie rodzin dzieci z niepełnosprawnościami.
Nie chodzi o to, by zmuszać rodziców do wyboru najtańszej dla gminy opcji, lecz tej, która zapewnia dziecku realny dostęp do edukacji zgodnej z jego potrzebami.
Co wynika z wyroku?
- gmina nie może automatycznie odmówić zwrotu kosztów dowozu,
- „najbliższa szkoła” to ta, która najlepiej realizuje orzeczenie,
- organ musi indywidualnie zweryfikować możliwości placówki,
- wątpliwości rozstrzygane są na korzyść dziecka, nie budżetu.
Wyrok WSA w Poznaniu z 4 grudnia 2025 r., sygn. IV SA/Po 852/25
REKLAMA
© Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A.
REKLAMA


