Sankcja kredytu darmowego: liczba pozwów może eksplodować po wyroku TSUE w kwietniu 2026 r. Skala spraw jest dziś niedoszacowana, a problem tkwi w konstrukcji umów

REKLAMA
REKLAMA
Rynek sankcji kredytu darmowego stoi dziś u progu przełomu. To, co obecnie widać w statystykach, może być jedynie wstępem do znacznie większej fali sporów, która ujawni się po wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Jeśli oczywiście dojdzie do rozstrzygnięcia - pisze Krzysztof Szymański.
- Rynek SKD rośnie szybciej, niż pokazują statystyki
- „Ukryty portfel” spraw – rynek w stanie oczekiwania
- Sprawy u Rzecznika Finansowego – działanie pozorne czy konieczne?
- Problem konstrukcyjny: kredytowanie kosztów i chaos definicyjny
- Nakładające się koszty i brak przejrzystości
- Standard TSUE: konsument ma rozumieć, nie tylko czytać
- Wyrok TSUE jako punkt zwrotny
- Wnioski
Rynek SKD rośnie szybciej, niż pokazują statystyki
Liczba spraw dotyczących sankcji kredytu darmowego (SKD) w Polsce rośnie dynamicznie i – jak wskazują dostępne dane – przekroczyła już poziom 20 tys. postępowań. Jednak rzeczywista skala zjawiska może być istotnie większa.
Publikowane statystyki nie obejmują bowiem pełnego rynku. W wielu przypadkach pomijane są banki spółdzielcze, SKOKi, część instytucji finansowych, sektor pozabankowy, sprawy pozostające na etapie przedsądowym oraz roszczenia przygotowane, lecz jeszcze niewniesione do sądów. Dodatkowo część danych odnosi się do końcówki poprzedniego roku, podczas gdy mamy już marzec 2026 r., a dynamika przyrostu spraw wyraźnie przyspieszyła.
W praktyce oznacza to, że realna liczba spraw może być już dziś bliższa 25 000, a nie 20 000. I nadal może to być jedynie fragment rzeczywistej skali.
REKLAMA
REKLAMA
„Ukryty portfel” spraw – rynek w stanie oczekiwania
Najbardziej niedostrzeganym elementem rynku jest tzw. „ukryty portfel” spraw. Wiele kancelarii prawnych zawarło już umowy na reprezentację klientów, część podmiotów podpisało umowy cesji roszczeń, jeśli taką formę przyjęło, przeprowadziło analizy umów i przygotowało strategie procesowe.
Jednocześnie świadomie wstrzymują się one z kierowaniem pozwów do sądów, oczekując na wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, który ma zapaść w kwietniu 2026 r.
W efekcie liczba zawartych umów z klientami może być dwu-trzykrotnie wyższa niż liczba aktualnie toczących się spraw sądowych. Oznacza to, że rynek funkcjonuje dziś w stanie „zamrożenia”, a jego pełna skala ujawni się dopiero po rozstrzygnięciu TSUE.
Sprawy u Rzecznika Finansowego – działanie pozorne czy konieczne?
Równolegle obserwujemy zjawisko prowadzenia spraw na etapie przedsądowym. Część kancelarii inicjuje postępowania przed Rzecznikiem Finansowym – składa wnioski o interwencję lub prowadzi postępowania polubowne. Nie zawsze wynika to wyłącznie z chęci szybkiego rozwiązania sporu. W wielu przypadkach jest to działanie o charakterze ostrożnościowym.
Kancelarie, które zawarły umowy z klientami i pobrały wynagrodzenie, muszą wykazać aktywność w sprawie. Brak działań mógłby zostać oceniony jako bierność wobec interesów konsumenta. Dlatego postępowania przed Rzecznikiem Finansowym pełnią często funkcję „pomostową”.
Jeżeli jednak wyrok TSUE okaże się korzystny dla kredytobiorców, sprawy te mogą zostać bardzo szybko skierowane do sądów powszechnych, co dodatkowo zwiększy skalę napływu pozwów.
Problem konstrukcyjny: kredytowanie kosztów i chaos definicyjny
Istotą sporów dotyczących SKD jest nie tylko sam fakt kredytowania prowizji, ale sposób ich konstrukcji i prezentacji w umowach. W praktyce powszechnie stosowany był mechanizm doliczania prowizji do kwoty kredytu, a następnie naliczania odsetek od powiększonego kapitału. W efekcie konsument spłacał odsetki również od kosztów, których faktycznie nie otrzymał do dyspozycji.
Problem ten pogłębia dodatkowo brak spójności terminologicznej w umowach. W wielu przypadkach pojęcia takie jak:
- „kwota kredytu”,
- „całkowita kwota kredytu”,
- „kwota do wypłaty”
stosowane były w sposób niejednolity i często ze sobą sprzeczny bądź wprowadzały konsumenta w błąd.
REKLAMA
Zdarza się, że „kwota kredytu” mogła być wyższa od „całkowitej kwoty kredytu”. Powoduje to brak harmonii pojęciowej i prowadzi do sytuacji, w której konsument nie jest w stanie jednoznacznie ustalić:
- jaka kwota stanowi rzeczywisty kapitał,
- jaka zawiera już elementy kosztowe,
- ile wynoszą odsetki od kredytowanych kosztów (ukryta forma prowizji) a ile odsetki od otrzymanego kapitału (zgodnie z definicją z ustawy: całkowita kwota kredytu)
Nakładające się koszty i brak przejrzystości
W efekcie mamy do czynienia z konstrukcją, w której:
- koszty pozaodsetkowe (np. prowizja),
- oraz koszty odsetkowe
nakładają się na siebie.
Jeżeli jednocześnie umowa nie wskazuje jednoznacznie:
- co podlega oprocentowaniu,
- jaka jest podstawa naliczania odsetek,
- oraz czy obejmuje ona również koszty,
to konsument nie jest w stanie ocenić rzeczywistego kosztu kredytu.
Co ciekawe TSUE w kilku orzeczeniach wskazywał, że koszty nie mogą się na siebie nakładać. Więc trudno powiedzieć jak TSUE wybrnie z tej sytuacji, aby pozostać w spójności z reszta orzeczeń już wydanych.
Standard TSUE: konsument ma rozumieć, nie tylko czytać
Z orzecznictwa TSUE wynika jednoznacznie, że obowiązek transparentności nie ogranicza się do formalnego przekazania informacji. Konsument musi być w stanie zrozumieć ekonomiczne skutki umowy. Oznacza to, że bank powinien jasno i jednoznacznie wskazać, co podlega oprocentowaniu. Brak takiej informacji – lub posługiwanie się niespójnymi definicjami – może zostać uznany za naruszenie obowiązków informacyjnych. W konsekwencji otwiera to drogę do zastosowania sankcji kredytu darmowego.
Wyrok TSUE jako punkt zwrotny
Planowane na kwiecień 2026 r. rozstrzygnięcie TSUE może mieć przełomowe znaczenie. Jeżeli Trybunał potwierdzi konieczność pełnej transparentności i jednoznacznego określenia podstawy oprocentowania, skutki dla rynku mogą być natychmiastowe.
Można spodziewać się:
- „odmrożenia” przygotowanych spraw,
- lawinowego napływu nowych pozwów,
- przekształcenia postępowań przedsądowych w sądowe.
Wnioski
Obecna liczba spraw dotyczących sankcji kredytu darmowego jest niedoszacowana i nie oddaje rzeczywistej skali zjawiska. Nie uwzględnia:
- „ukrytego portfela” spraw przygotowanych przez kancelarie,
- umów już zawartych z klientami,
- ani postępowań prowadzonych obecnie przed Rzecznikiem Finansowym.
Jednocześnie problem nie dotyczy wyłącznie liczby spraw, ale także jakości umów.
Rynek sankcji kredytu darmowego stoi dziś u progu przełomu. To, co obecnie widać w statystykach, może być jedynie wstępem do znacznie większej fali sporów, która ujawni się po wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Jeśli oczywiście dojdzie do rozstrzygnięcia.
Krzysztof Szymański, ekonomista
REKLAMA
© Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A.
REKLAMA
