AI wygeneruje hit, a Ty zapłacisz za pozew. Ukryte ryzyka muzyki tworzonej przez sztuczną inteligencję

REKLAMA
REKLAMA
Jeszcze kilka lat temu stworzenie profesjonalnie brzmiącego utworu wymagało studia nagraniowego, instrumentów, producenta i lat doświadczenia. Dziś wystarczy kilkanaście sekund, prosty opis wpisany do generatora AI i opłacona subskrypcja. Narzędzia i rozwiązania rozwijane przez największe firmy technologiczne sprawiły, że muzyka generowana przez sztuczną inteligencję stała się masowym produktem dostępnym praktycznie dla każdego.
- Muzyka tworzona przez sztuczną inteligencję
- Iluzja własności - co naprawdę otrzymujesz korzystając z płatnych planów narzędzi do generowania muzyki z AI?
- Gdy problem przestaje być teorią. Moja historia
- Zalew cyfrowych śmieci - skala zjawiska i walka o wynagrodzenie
Muzyka tworzona przez sztuczną inteligencję
Dla branży kreatywnej to moment przełomowy. Z jednej strony pojawia się bezprecedensowa demokratyzacja twórczości, z drugiej - ogromna liczba pytań dotyczących praw autorskich, odpowiedzialności za plagiat oraz bezpieczeństwa komercyjnego wykorzystania takich utworów. Problem przestał dotyczyć wyłącznie eksperymentujących muzyków. Dziś z generatywnej muzyki korzystają również twórcy internetowi, marketerzy, agencje reklamowe i firmy produkujące treści na masową skalę.
Gdy pierwszy raz usłyszałem o możliwościach platform takich jak SUNO czy UDIO, moją uwagę przykuło coś więcej niż tylko techniczna jakość generowanego dźwięku. Jako obserwator rynku technologicznego oraz muzyk poczułem potrzebę sprawdzenia, co tak naprawdę kryje się pod maską tych narzędzi. Zagłębiłem się w dokumentację i regulaminy, które większość z nas akceptuje bez czytania. To, co tam znalazłem, powinno być poważnym sygnałem ostrzegawczym dla każdego, kto myśli o komercyjnym wykorzystaniu muzyki z AI.
Współczesny przemysł muzyczny przechodzi transformację, którą najtrafniej opisuje termin demokratyzacji twórczej. Narzędzia generatywne pozwalają niemal każdemu stworzyć utwór i wymaga jedynie podstawowej umiejętności obsługi komputera. Jednak za fasadą łatwości i profesjonalnego brzmienia kryje się skomplikowana sieć prawnych zależności, w której użytkownik końcowy - często nieświadomie - przyjmuje na siebie ogromne ryzyko finansowe i procesowe. Chciałem napisać ten tekst, aby pokazać, jak ulotne bywa poczucie bezpieczeństwa, które sprzedają nam dostawcy tych usług.
REKLAMA
REKLAMA
Iluzja własności - co naprawdę otrzymujesz korzystając z płatnych planów narzędzi do generowania muzyki z AI?
Wielu użytkowników platform do generowania muzyki AI żyje w przekonaniu, że płatna subskrypcja rozwiązuje kwestie praw autorskich. Skoro płacą za usługę, zakładają, że mogą swobodnie korzystać z wygenerowanych utworów również komercyjnie. Tymczasem zapisy regulaminów pokazują, że odpowiedzialność za ewentualne naruszenia praw bardzo często pozostaje po stronie użytkownika końcowego.
Regulaminy platform generatywnych zazwyczaj przewidują przekazanie użytkownikowi szerokich praw do wygenerowanych treści, szczególnie w ramach płatnych subskrypcji. Dobrym przykładem jest SUNO, który w sekcji dotyczącej własności treści (Content Ownership and Licensing) stosuje dualizm prawny. Dla subskrybentów planów płatnych regulamin przewiduje co prawda cesję wszelkich praw, tytułów i udziałów w wygenerowanych tworach. Jednak to tylko zapis kontraktowy, a nie ustawowe prawo autorskie. Ponieważ polskie i amerykańskie prawo uznaje za utwór jedynie efekt pracy człowieka, cesja od tego typu narzędzi to jedynie obietnica firmy, że nie będzie rościć sobie praw do Twoich przychodów. Prawdziwy problem pojawia się jednak wtedy, gdy o swoje prawa upomni się ktoś trzeci.
Najbardziej ryzykownym punktem, który można znaleźć w regulaminach niektórych narzędzi jest sekcja dotycząca odszkodowań i wyłączeń odpowiedzialności. Często mówi ona, że:
- Usługa jest świadczona w stanie „takim, jaki jest”, a firma zrzeka się wszelkich gwarancji, w tym gwarancji nienaruszalności praw osób trzecich.
- To użytkownik zobowiązuje się do zwolnienia firmy z odpowiedzialności przed wszelkimi roszczeniami wynikającymi z generowanych treści.
REKLAMA
W praktyce oznacza to, że jeśli algorytm, karmiąc się milionami piosenek w procesie treningowym, wypluje melodię zbyt bliską istniejącemu hitowi, to Ty - jako użytkownik - bierzesz na siebie cały ciężar prawny i finansowy ewentualnego procesu o plagiat.
Warto wspomnieć, że na rynku istnieją narzędzia, które w przypadku, gdy ich model naruszy cudzą własność intelektualną, to dostawca technologii zapewnia obronę prawną i pokrycie kosztów wyroków. Jest nim chociażby aplikacja Firefly od Adobe, która posiada funkcję tworzenia muzyki instrumentalnej. Firma gwarantuje, że model był trenowany wyłącznie na licencjonowanych zasobach Adobe Stock oraz treściach z domeny publicznej, co czyni go bezpiecznym komercyjnie.
Gdy problem przestaje być teorią. Moja historia
Ten problem nie jest już wyłącznie teoretyczny ani ograniczony do dyskusji o regulaminach platform AI. Dotyczy realnych sytuacji, które dzieją się tu i teraz, również na polskim rynku muzycznym.
W moim przypadku sprawa przybrała bardzo konkretny wymiar. Pod moim pseudonimem artystycznym „Kristiano”, który jest zarejestrowanym znakiem towarowym w klasie 41 Urzędu Patentowego RP, ktoś zaczął publikować utwory w serwisach streamingowych, wprowadzając odbiorców w błąd co do ich autorstwa. W sumie było to jedenaście piosenek wydanych bez mojej wiedzy i zgody.
Równolegle w sieci pojawiły się również nieautoryzowane covery moich utworów, w tym materiały tworzone lub modyfikowane z wykorzystaniem narzędzi sztucznej inteligencji. Część z nich trafiła na YouTube i wygenerowała dziesiątki tysięcy odtworzeń, mimo że nie miały żadnego związku z oficjalnym kanałem artysty.
Z mojej perspektywy nie była to sytuacja incydentalna, ale długotrwały proceder, który uderza bezpośrednio w tożsamość artystyczną i rozpoznawalność marki, nad którą pracowałem przez lata.
Dlatego podjąłem działania prawne - złożyłem zawiadomienie na policję oraz rozpocząłem współpracę z detektywem Krzysztofem Rutkowskim, którego zadaniem jest ustalenie osoby stojącej za publikacjami i wykorzystaniem mojego pseudonimu.
Ta historia pokazuje bardzo wyraźnie, że w świecie, w którym tworzenie i kopiowanie treści jest szybsze niż ich weryfikacja, problemem nie jest już tylko pytanie o prawa autorskie w AI. Równie istotne staje się to, kto w praktyce kontroluje tożsamość twórcy i co się dzieje, gdy ta kontrola zostaje utracona.
Zalew cyfrowych śmieci - skala zjawiska i walka o wynagrodzenie
Nie mogę pominąć skali zjawiska, które w branży zyskało już mało zaszczytne miano cyfrowego śmiecia. Dane, do których dotarłem są alarmujące - z raportów publikowanych przez serwis Deezer w kwietniu i maju 2026 roku wynika, że aż 44% wszystkich nowych utworów przesyłanych każdego dnia to treści wygenerowane w całości przez sztuczną inteligencję. Mówimy o około 75 000 piosenek dziennie, co przekłada się na ponad 2 miliony utworów miesięcznie. Jednak liczby te są głęboko mylące, jeśli spojrzymy na to, kto rzeczywiście tej muzyki słucha.
Mimo że muzyka AI stanowi niemal połowę nowości, generuje ona zaledwie 1-3% faktycznych odtworzeń przez ludzi. Po co więc zalewać platformy milionami utworów, których nikt nie chce słuchać? Odpowiedź jest cyniczna: dla oszustw streamingowych. Szacuje się, że blisko 85% przychodów generowanych przez utwory AI pochodzi z manipulacji botami, które sztucznie nabijają licznik odtworzeń.
Dla nas, twórców, jest to sytuacja krytyczna. Platformy takie jak Spotify czy Apple Music działają w oparciu o model, w którym pieniądze z abonamentów trafiają do wspólnej puli, a ta jest dzielona proporcjonalnie do liczby odtworzeń. Każdy skradziony przez bota dolar to środki odebrane prawdziwemu artyście. To systemowe drenowanie tantiem, o które branża zaczęła w końcu walczyć. Tylko w 2025 roku Spotify usunęło rekordową liczbę 75 milionów utworów w ramach wielkiej akcji wymierzonej we fraudy streamingowe.
To nie tylko problem estetyczny czy technologiczny. To bezpośredni atak na higienę rynku muzycznego, który - jeśli nie zostanie powstrzymany przez nowe regulacje i lepszą detekcję - doprowadzi do dewaloryzacji pracy każdego muzyka, który poświęca lata na szlifowanie swojego rzemiosła.
Rynek nie czeka biernie na wyroki oraz nakazy ze strony prawodawców. W listopadzie 2025 roku SUNO zawarło historyczną ugodę z Warner Music Group o wartości szacowanej na 500 milionów dolarów. Dzięki temu firma uzyskała prawo do trenowania modeli na katalogu Warnera, co pokazuje, że liderzy w branży aktywnie dążą do sformalizowania swoich relacji z branżą.
Autorem jest Krzysztof Sulwiński, Kristiano.
Kristiano to muzyczny projekt Krzysztofa Sulwińskiego - artysty pochodzącego z Nowogardu na Pomorzu Zachodnim, który od 2019 roku konsekwentnie buduje swoją pozycję na scenie muzyki rozrywkowej.
REKLAMA
© Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A.
REKLAMA