Czego naprawdę boją się banki w sporach o WIBOR? Kwestionowania umów czy samej stawki? Problemy dowodowe w sprawach WIBOR-owych

REKLAMA
REKLAMA
Debata dotycząca kredytów złotowych opartych na WIBOR bardzo często koncentruje się na konstrukcji umów kredytowych. W przestrzeni publicznej można odnieść wrażenie, że głównym przedmiotem sporu jest sposób implementacji WIBOR do umowy, obowiązki informacyjne banku czy przejrzystość klauzuli zmiennego oprocentowania. To jednak tylko część rzeczywistego problemu. Z perspektywy systemowej najpoważniejsze ryzyko dla sektora bankowego – ale także dla całego systemu finansowego – nie dotyczy wcale samej konstrukcji umów, lecz możliwości zakwestionowania sposobu ustalania samej stawki WIBOR w okresie sprzed pełnego reżimu nadzorczego wynikającego z rozporządzenia BMR. Jeżeli bowiem pojawiłoby się przekonujące wykazanie nieprawidłowości w funkcjonowaniu samego benchmarku, konsekwencje mogłyby być znacznie poważniejsze niż w sporach dotyczących jedynie treści umów.
- Na co liczy sektor finansowy?
- Dlaczego kwestionowanie samej stawki jest groźne dla banków?
- Kluczowy podział: przed i po pełnym reżimie BMR
- Okres po wprowadzeniu pełnego reżimu BMR
- Okres przed pełnym reżimem nadzorczym
- Pierwsze próby już się pojawiają
- Problemy dowodowe w sporach o WIBOR
- Jeden wyrok może zmienić kierunek sporów
- Ryzyko dla systemu finansowego
Na co liczy sektor finansowy?
Z punktu widzenia banków najbardziej bezpieczny scenariusz sporów dotyczących kredytów złotowych byłby podobny do tego, który wystąpił w sprawach frankowych.
W tamtych sporach głównym przedmiotem kwestionowania nie był sam benchmark – czyli LIBOR – lecz konstrukcja umów stosowanych przez banki. Kredytobiorcy skupili się przede wszystkim na:
• sposobie ustalania spreadów walutowych przez banki,
• konstrukcji kredytów indeksowanych lub denominowanych,
• sytuacji, w której kredyt formalnie był walutowy, ale środki były wypłacane w złotych.
W uproszczeniu można powiedzieć, że spór ominął sam benchmark i skoncentrował się na działaniach banków wobec klientów.
To właśnie taki scenariusz byłby dla sektora bankowego najbezpieczniejszy również w przypadku kredytów złotowych.
Najbardziej komfortową sytuacją dla banków byłoby więc, gdyby kredytobiorcy kwestionowali przede wszystkim:
• obowiązki informacyjne banków,
• brak symulacji ryzyka zmiennej stopy procentowej,
• sposób implementacji WIBOR do umowy,
• przejrzystość zapisów umownych.
W takim modelu spór pozostaje sporem konsumenckim dotyczącym konkretnej umowy, a nie sporem o fundament rynku finansowego.
REKLAMA
REKLAMA
Dlaczego kwestionowanie samej stawki jest groźne dla banków?
Sytuacja wygląda zupełnie inaczej, gdy w centrum sporu pojawia się sam benchmark, a nie jedynie jego implementacja w umowie.
Jeżeli bowiem w postępowaniu sądowym zostałoby wykazane, że w określonym okresie:
• WIBOR mierzył rynek w sposób nieadekwatny,
REKLAMA
• dochodziło do nieprawidłowości proceduralnych,
• infrastruktura techniczna mogła umożliwiać dostęp do informacji, które submiter byłby w stanie wykorzystać do wywierania nieuprawnionego wpływu na rynek,
• system kwotowań był oderwany od rzeczywistego rynku międzybankowego,
• dochodziło do zmowy cenowej lub manipulacji,
wówczas skutki mogłyby objąć wszystkie umowy oparte na tym wskaźniku – nawet te skonstruowane prawidłowo.
W takiej sytuacji nie chodzi już o wadliwość konkretnej klauzuli umownej, lecz o wadliwość samego elementu ekonomicznego, który determinuje wysokość oprocentowania kredytu.
Z punktu widzenia prawa cywilnego mogłoby to otworzyć drogę nie tylko do podważania umów, lecz także do dochodzenia roszczeń odszkodowawczych.
Kluczowy podział: przed i po pełnym reżimie BMR
W sporze o WIBOR fundamentalne znaczenie ma rozróżnienie dwóch okresów funkcjonowania wskaźnika.
Okres po wprowadzeniu pełnego reżimu BMR
Po wejściu w życie rozporządzenia BMR (Benchmark Regulation) w Unii Europejskiej wprowadzono bardzo rygorystyczny system nadzoru nad wskaźnikami referencyjnymi.
W tym okresie mówimy o licencjonowanych wskaźnikach referencyjnych, a nie jedynie o stawkach referencyjnych.
Administrator benchmarku musi:
• posiadać licencję nadzorczą,
• stosować szczegółowe procedury ustalania wskaźnika,
• spełniać wymogi transparentności,
• podlegać stałemu nadzorowi regulatora.
W tym kontekście wyrok TSUE z 12 lutego 2026 r. w sprawie C-471/24 wskazał, że jeżeli benchmark jest administrowany przez licencjonowanego administratora zgodnie z reżimem BMR i podlega nadzorowi publicznemu, sąd krajowy nie powinien badać samego sposobu jego ustalania, lecz koncentrować się na relacji umownej między bankiem a konsumentem.
Nawet jeśli płynność rynku międzybankowego jest niewielka, a sama metodologia budzi liczne wątpliwości, objęcie wskaźnika referencyjnego nadzorem UKNF działa w praktyce jak swoista „tarcza”, która ma gwarantować prawidłowość procesu ustalania wskaźnika.
Nie oznacza to jednak, że działalność nadzorcy sama w sobie stanowi bezwzględną gwarancję prawidłowości jego wyznaczania. W praktyce jednak, jeżeli UKNF nie zgłasza zastrzeżeń wobec sposobu funkcjonowania benchmarku, przyjmuje się, że WIBOR jest ustalany w sposób prawidłowy.
Sam mam jednak poważne wątpliwości, czy UKNF jest organem w pełni przygotowanym do sprawowania efektywnego nadzoru nad wskaźnikami referencyjnymi w Polsce. Wystarczy wskazać choćby brak istotnych zastrzeżeń UKNF wobec projektu wprowadzenia wskaźnika WIRON, którego metodologia była szeroko krytykowana, a sama konstrukcja – zdaniem wielu ekspertów – okazała się w praktyce nienaprawialna.
Pokazuje to pewne ograniczenia funkcjonowania nadzoru nad benchmarkami w Polsce.
Jednak skoro Trybunał Sprawiedliwości UE przyjął takie podejście interpretacyjne, w praktyce należy się z nim liczyć przy ocenie sporów dotyczących wskaźników referencyjnych. Innymi słowy – w przypadku wskaźników funkcjonujących w pełnym reżimie nadzorczym spór powinien dotyczyć przede wszystkim umowy, a nie mechanizmu benchmarku.
Okres przed pełnym reżimem nadzorczym
Sytuacja wygląda inaczej w odniesieniu do wcześniejszego okresu.
Przed wdrożeniem pełnego systemu BMR:
• administrator benchmarku nie działał w identycznym reżimie nadzorczym,
• obowiązywały inne standardy raportowania danych,
• struktura odpowiedzialności była odmienna,
• procedury były znacznie mniej szczelne.
W odniesieniu do tego okresu TSUE nie zamknął drogi do badania samej stawki.
Co więcej, w polskim prawie nie istnieje przepis, który zakazywałby sądowi badania prawidłowości funkcjonowania benchmarku w okresie, gdy nie był on objęty pełnym systemem nadzorczym.
Oznacza to, że w sporach dotyczących starszych umów możliwe jest prowadzenie analizy:
• mechanizmu ustalania WIBOR,
• procedur fixingu,
• relacji między kwotowaniami a rzeczywistymi transakcjami rynku międzybankowego,
• potencjalnych nieprawidłowości przy jego ustalaniu.
Pierwsze próby już się pojawiają
W praktyce sądowej pojawiają się już pierwsze próby kwestionowania samej stawki WIBOR. Problem polega jednak na tym, że wiele z tych spraw opiera się na stosunkowo słabym materiale dowodowym.
Sędzia rozpoznający sprawę nie może przecież zmienić się w „detektywa”, który samodzielnie poszukuje nieprawidłowości w sposobie ustalania stawki – jego rolą jest ocena przedstawionego materiału dowodowego, a nie prowadzenie własnego śledztwa.
Co więcej, sądy nie dysponują instrumentami pozwalającymi na pełne odtworzenie mechanizmów funkcjonowania rynku międzybankowego. Istnieje wyraźna asymetria informacyjna pomiędzy sektorem bankowym, który dysponuje szczegółową wiedzą o procesie ustalania stawek, a informacjami faktycznie ujawnianymi na zewnątrz.
Warto również zauważyć, że sama wiedza w tym obszarze jest silnie rozproszona. Informacje dotyczące technicznych aspektów funkcjonowania rynku – w tym praktyk stosowanych w dealing roomach – często pozostawały na poziomie operacyjnym i nie zawsze były w pełni znane nawet najwyższemu kierownictwu banków, w tym ich zarządom.
Dlatego sam brak publicznych informacji o zmowie cenowej w okresie, gdy nadzór nad benchmarkiem był ograniczony lub nie istniał w obecnym kształcie, nie może być traktowany jako gwarancja, że do nieprawidłowości przy ustalaniu stawki nie dochodziło.
Nawet niewielkie, trudne do wychwycenia odchylenia poziomu stawki – zwłaszcza pozostające w relacji do stopy referencyjnej – mogłyby w praktyce generować dla sektora bankowego wielomilionowe, nieuzasadnione ekonomicznie korzyści.
A przecież nawet NBP ujawnił w swoich dokumentach, że banki nie zawsze przestrzegały obowiązującego regulaminu, a takie działania mogły mieć wpływ na poziom wyznaczanej stawki.
Problemy dowodowe w sporach o WIBOR
Problemy, które dziś pojawiają się w pozwach dotyczących kwestionowania samej stawki WIBOR, mają najczęściej charakter metodologiczny i dowodowy. W szczególności można wskazać na:
• ogólne, powierzchowne analizy ekonomiczne,
• uproszczone interpretacje mechanizmu fixingu,
• brak pogłębionych opinii eksperckich dotyczących funkcjonowania rynku międzybankowego.
Tymczasem skuteczne zakwestionowanie benchmarku wymaga bardzo zaawansowanej analizy obejmującej m.in.:
• mechanikę rynku pieniężnego,
• sposób raportowania i zawierania transakcji międzybankowych,
• szczegółową metodologię ustalania wskaźnika,
• kontekst regulacyjny obowiązujący w danym okresie.
Problem polega również na tym, że znaczna część ekspertów posiadających specjalistyczną wiedzę o funkcjonowaniu rynku międzybankowego współpracuje z instytucjami finansowymi lub jest z nimi zawodowo powiązana. W praktyce oznacza to, że nawet jeśli dysponują oni wiedzą o potencjalnych nieprawidłowościach lub słabościach systemu, rzadko pojawia się ona w przestrzeni publicznej lub w materiałach dowodowych wykorzystywanych w sporach sądowych.
Jeden wyrok może zmienić kierunek sporów
W sporach dotyczących kredytów frankowych ogromne znaczenie miały pierwsze wyroki sądów, które szczegółowo opisały mechanizmy stosowane przez banki.
Jeżeli w przyszłości pojawi się wyrok, w którym sąd w sposób pogłębiony przeanalizuje funkcjonowanie WIBOR w okresie sprzed reżimu BMR i opisze ewentualne nieprawidłowości, takie uzasadnienie może stać się punktem odniesienia dla kolejnych postępowań.
Pełnomocnicy w kolejnych sprawach często powołują się na wcześniejsze analizy sądów, zwłaszcza jeśli są one szczegółowe i dobrze udokumentowane.
Ryzyko dla systemu finansowego
Dlatego z perspektywy sektora bankowego kluczowe jest, aby spór dotyczący kredytów złotowych pozostał na poziomie umów oraz obowiązków informacyjnych.
Znacznie bardziej ryzykowny byłby scenariusz, w którym sądy zaczęłyby uznawać za wadliwą samą stawkę WIBOR w okresie sprzed pełnego reżimu nadzorczego. Taki scenariusz mógłby zadziałać jak akcelerator tempa przyrostu roszczeń – nie wymagałby bowiem skomplikowanej analizy treści umowy kredytowej, lecz mógłby ograniczać się do zakwestionowania samej stawki. Pozwy tego rodzaju nie wymagałyby specjalistycznej wiedzy z zakresu konstrukcji umów kredytowych; w praktyce mogłyby sprowadzać się do „przepisania” argumentacji z pierwszych wyroków kwestionujących WIBOR do kolejnych spraw. W skrajnym scenariuszu mogłyby być formułowane nawet przez osoby bez pogłębionej wiedzy z zakresu inżynierii finansowej czy konstrukcji umów kredytowych.
Dla zobrazowania mechanizmu można posłużyć się przykładem z innego obszaru sporów finansowych. Może to przypominać sytuację, o której wkrótce dowiemy się więcej w sprawie SKD C-744/24, dotyczącej dopuszczalności naliczania odsetek od pozaodsetkowych kosztów kredytu. Jeżeli Trybunał Sprawiedliwości UE uzna, że takie naliczanie nie jest dopuszczalne, wówczas w wielu sprawach roszczenia z tytułu sankcji kredytu darmowego mogłyby być formułowane praktycznie na podstawie jednego zarzutu – zamiast, jak obecnie, opierać się na kilku czy nawet kilkunastu uchybieniach w umowie. Taka prostota konstrukcji roszczenia mogłaby spowodować lawinowy wzrost liczby pozwów dotyczących SKD, zwłaszcza że – jak pokazuje praktyka rynkowa – zdecydowana większość umów kredytowych zawiera kredytowane koszty.
Podobny mechanizm mógłby zadziałać w sporach o kredyty złotowe. W takim przypadku konsekwencje mogłyby być znacznie poważniejsze niż w sporach dotyczących jedynie poszczególnych klauzul umownych.
Podważenie samego benchmarku oznaczałoby bowiem zakwestionowanie elementu, który stanowi fundament oprocentowania ogromnej części kredytów w polskim systemie bankowym.
W takiej sytuacji spór o kredyty złotowe przestałby być jedynie sporem o zapisy umów. Stałby się sporem o sposób kształtowania ceny pieniądza w polskim systemie finansowym.
Krzysztof Szymański, ekonomista
REKLAMA
© Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A.
REKLAMA
